Biegnę, bo inni nie mogą – Business Run 2019

Podobno bieganie jest modne. I fajne, bo można dzięki niemu schudnąć. A forma robi się sama! Poza tym możesz jeść więcej ciastków bez obaw, że nie zmieścisz się w portki. Można też komuś pomóc, o czym za chwilę Ci opowiem.  Ale czy rzeczywiście bieganie to najtańsza, najprzyjemniejsza, najłatwiejsza i najskuteczniejsza (w walce z kilogramami) aktywność?

Bieganie jest darmowe

W sumie nie ma się co kłócić – na początku pewnie tak. Przecież możesz biec w trampkach, ale jak już Ci się spodoba, to wygodne buciki mile widziane. I spodenki, top, bluza, czapeczka, opaski na włosy, zegarek mierzący tętno, odpowiedni biustonosz  sportowy (to pierwsze co musisz kupić i wcale nie jest to mały wydatek). Mogę tak wymieniać, ale nie oszukujmy się – każda pasja prędzej czy później wiąże się z wydatkami. Opłaty startowe i koszty dojazdu to też ogromna wyrwa w budżecie, ale jaka satysfakcja!

Kocham biegać!

tak, istnieje grupa krzycząca o miłości do biegania. Wybierająca kolejne cichobiegi, w których przebiegną niczym Struś Pędziwiatr kolejne kilometry maratonu i z radością wbiją na podium. I nawet się nie spocą, za to endorfiny uderzą im do głowy i już będą myśleć o kolejnym biegu. Za który zapłacą, bo wpisowe, podobnie jak rachunki, nie płaci się samo. Ale pasję trzeba mieć, więc patrzymy na nich z podziwem i wzdychamy, że sami byśmy tak nie mogli.

Gdzieś na trasie biegu znajdziecie też drugą grupę biegaczy.  Też uśmiechnięci, ale walczący sami ze sobą, mający wrażenie, że są w zupełnie innej rzeczywistości.

Nienawidzę biegać

W tej grupie znajdziecie zarówno takie sieroty jak ja, które cudem przeżyły półmaraton i przez kilka dekad go rozpamiętują. Oraz tych, którzy na spontanie zapisali się na sztafetę charytatywną. Zwykle nie mają problemów z wagą, wyglądają dobrze, ale stwierdzili, że pomogą. Zapisali się i ups, trzeba pobiegać, by przeżyć i pomóc. A okazja nadarza się jedna za drugą, wczorajszy Business Run był jedną z nich. Tysiące biegaczy w całej Polsce biegnący, by pomóc innym.

Po co biegasz?

Zupełnie inaczej biegnie się z myślą “potuptam trochę bo sadełko rośnie” a inaczej “jaka siara, zimno, muszę dobiec, już czeka na mnie kolejna zmiana”. I kiedy wiesz, że część wpisowego ma iść do potrzebujących po prostu biegniesz, bo inni nie mogą.

Dla tych, którzy chcą schudnąć biegając – owszem, da się. Jeśli jednocześnie zastosujesz moją sprawdzoną dietę to dasz radę. Dieta jest darmowa, nazywa się MNIEJ ŻREĆ i u mnie działa, ale jak wiadomo kobiety podobno lubią się odchudzać 😉

Poland Business Run – charytatywna sztafeta dla każdego!

Co do niedzielnego Business Run – 9 polskich miast biegło jednocześnie. W Łodzi było zimno, mokro i od samego rana padało jak wściekłe. W sumie to po kilometrze już miałam to w nosie, chciałam tylko dobiec i przekazać pałeczkę dalej. Wkurzyłam się, że musiałam się zatrzymać, bo jak na złość chusteczka w nerce schowała się gdzieś daleko. Liczyłam na lepsze wyniki niż na indywidualnym bieganiu, ale nie uwzględniłam zmian w ekipie. Pałeczka się sama nie poda, człowiek się sam nie znajdzie, a czas płynie. Pogoda zdecydowanie nie była najlepsza. Owszem, deszcz nieco lepszy niż upał, ale żałowałam, że nie mam rękawiczek. Boże, co za myśl, Tyniu! Rękawiczki chciałaś?! We wrześniu?! Ano chciałam. Bo zimko było.

 

Ale Wy już to wszystko wiecie z instagrama, prawda? 🙂

 

Cel osiągnięty! Jaki jest kolejny? 

Wiecie co? Dobiegliśmy! Celowaliśmy w mniej niż 30 minut na osobę. Sztafeta zajęła nam wszystkim nieco ponad 2 godziny. Pięć osób. Pięć różnych historii i motywacji. Ten sam cel. Przetrwać. Pomóc. Dobiec. Bo inni nie mogą.

Z nadmiaru endorfin posunęłam się o krok za daleko – zapisałam się na kolejny bieg. 5 kilometrów, bo zła na siebie o wynik dużo powyżej 20 minut uznałam, że czas biegać więcej. Nie łudźcie się – nadal nienawidzę biegać. Ale może spotkamy się gdzieś w tłumie, jak będę wypluwać płuca i wściekać się, że nie poszło jak chciałam 🙂

PS Pogoda była kiepska, więc zdjęć brak, ale wrzucę Wam wycięty kawałek z filmiku, który udało się nagrać 🙂

Martyna Tadrowska - wulkan energii. Kocha alpaki, uczy hiszpańskiego i przeżywa właśnie kolejną życiową przygodę w Wielkiej Brytanii. W wolnym czasie sama nie wie co ze sobą zrobić bo co chwilę namalowuje jej się coś nowego i ją "nosi".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *