Na spontanie albo wcale! Czy masz czas, by być spontaniczną?

Spójrzmy prawdzie prosto w oczy – wrzesień minął mi niesamowicie szybko i nawet nie zauważyłam kiedy. Mam nadzieję Wam o tym wszystkim opowiedzieć gdy tylko opadną emocje. Ale nie ukrywam, że ciężko się rezygnuje z planów vlogowania tylko dlatego, że ktoś się włamał w nocy na chatę…  Miało być jednak o spontanie, więc jeśli tak jak ja nie masz czasu na spontaniczne akcje a jedynym “wow” jest “zaplanowany spontan” – czytaj dalej 🙂

 

Każdy dzień jest zaplanowany. Od rana do wieczora, od poniedziałku do niedzieli. Ale gdy pomyślisz, że wciąż tylko praca i obowiązki a życie gdzieś przemyka obok masz poczucie, że trzeba coś zmienić. A zatem zmieniłam, chociaż jedyne co zaplanowałam na dzisiaj to odkamienienie ekspresu zwanego Marianem, bo chłop nie chciał mi zrobić kawy świecąc się na pomarańczowo. A że nie miałam zielonego pojęcia że przyjdzie mi już czyścić ekspres z kamienia to nie miałam nawet specjalnego płynu.

 

Jedna rozsądna decyzja wpłynęła na cały mój dzień i od razu poczułam, że muszę się tym z Wami podzielić. Zacznijmy od tego, że wyruszyłam po odkamieniacz. Tramwaj, który miał przyjechać i zawieźć mnie pod same wrota galerii nie przyjechał, więc złapałam inny (niech żyje niecierpliwość!) i pojechałam.

 

Wsiadaj, nie gadaj!

Po drodze widziałam piękny zabytkowy tramwaj, któremu zrobiłam zdjęcie i już miałam iść dalej, kiedy usłyszałam okrzyki zapraszające w podróż tym cudem. W pierwszym odruchu olałam (przecież muszę kupić ten badziew i wypić kawę), ale potem stwierdziłam, że czemu by nie pojechać i nie poznać nowych miejsc? Nawet nie zdążyłam pomyśleć a już siedziałam w środku i nagrywałam instastories uśmiechając się od ucha do ucha.

Słońce świeciło, tramwaj hałasował, ludzie rozmawiali a ja się czułam taaaaaka wolna! Wiedziałam, że w domu czeka na mnie tona obowiązków i mam tylko kilka godzin wolności, ale zachłysnęłam się nią tak bardzo, jakbym znów była małą dziewczynką, której rodzice pozwolili wyjść z domu. Ale tym razem było inaczej – nieznane mi miasto, piękna pogoda i spokój ducha. Tego potrzebowałam, tych kilkudziesięciu niezaplanowanych (a jednak zajętych) minut w niedzielne przedpołudnie.

Pani tnie!

Zaczęta w tak dziwny sposób niedziela zainspirowała mnie do pójścia za ciosem. Zdecydowałam – jeśli jakiś fryzjer mnie teraz przyjmie, ścinam włosy! Co prawda wolałabym, by ścinała mnie moja ulubiona fryzjerka. Jak już pewnie wiecie,  Pani Hania z włosami robi istne cuda, ale wiedziałam – na spontanie albo wcale. Do czasu gdy miałabym możliwość podjechać do Bydgoszczy już dawno zmieniłabym zdanie i zrobiłoby mi się żal tych długich pukli.

Gdy usłyszałam, że włosy mogą mi ściąć tu i teraz nie pozostało mi nic innego jak posadzić tyłek na fotelu i czekać na ciąg dalszy. Tradycyjnie padło pytanie czy jestem pewna, bo włosy takie długie etc (cholera, no nie jestem pewna, ale chcę coś zmienić, tnijmy!). Pani kochana, tniemy, póki jeszcze chcę 😉 Tak oto spełniłam od dawna odkładane życzenie o posiadaniu czupryny w kształcie long boba. Pewnie jeszcze bym się tak zastanawiała i zastanawiała i skończyłoby się na odświeżeniu tego co było a tak? Na spontanie i poszło.

I co w tym szalonego?

Możesz uznać, że nic. Ale gwarantuję, że ludzi tak zorganizowanych i wyliczonych co do minuty w ciągu dnia jest całkiem sporo 🙂 A dzisiaj pod wpływem impulsu nie tylko podcięłam włosy czy zżarłam fastfooda zamiast śniadania (a kawę wypiłam dopiero popołudniu), lecz także poszłam na spacer po parku i cieszyłam się jesienią. Po prostu byłam tu i teraz.  I tak, Marian już nie ma kamienia i grzecznie robi pyszną kawę. Ale moje baterie są napędzane słońcem i działaniem, więc taki dzień bez planu świetnie mi zrobił. Właśnie piszę ten tekst, chociaż rozgrzebanych jest kilka innych a z tyłu głowy już układam kolejne zajęcia dla kursantów Sonrisa Studio.

Mało tego, dostałam mocnego powera do kolejnych tekstów (nie wiem kiedy je napiszę, ale już wiem, o czym będą) i jaram się, że ja, taka zorganizowana i zaplanowana, zrobiłam to, na co mam ochotę.

Pff, to nazywasz spontanicznością? Przecież to nic takiego!

Tak, wiem, że bardziej spektakularnym spontanem byłby lot na Karaiby, ale serio? Naprawdę potrzebujemy wielkich efektów WOW, by czuć że żyjemy?  By wyrwać się z codziennej rutyny, ganianiem w konkretne miejsce o odpowiedniej godzinie? Dlaczego nie możemy się cieszyć z małych (i większych) przyjemności i po prostu działać?  Nie planować, tylko robić to, na co mamy ochotę nie przejmując się zupełnie niczym! Nawet niech to będzie pół dnia na spontanie w miesiącu, ale poczujmy ten zastrzyk energii, to flow, które pcha nas do działania, bo coś jest inaczej niż zwykle!

 

 

A Ty masz czas na spontan? Czy musisz mieć wszystko zaplanowane (w tym spontaniczność)?

 

 

PS Swoją drogą w trakcie szukania zdjęć do tego wpisu znalazłam to na Facebooku:

Najgorzej to popaść w rutynę

Opublikowany przez Buzz Sobota, 29 września 2018

 

 

 

Martyna Tadrowska - wulkan energii. Kocha alpaki, uczy hiszpańskiego i przeżywa właśnie kolejną życiową przygodę w Wielkiej Brytanii. W wolnym czasie sama nie wie co ze sobą zrobić bo co chwilę namalowuje jej się coś nowego i ją "nosi".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *