Czy coś się zmieniło? 2017 w kilku słowach

Nie robię nigdy specjalnych planów czy postanowień na nowy rok. Ale z chęcią podsumuję miniony rok, bo widzę w nim sporo pozytywnych akcentów. 

 

Nie ukrywam, że liczyłam na sporo zmian w tym roku, ale się przeliczyłam. Teraz, siedząc nad kubkiem kawy i przełykając gorycz porażki przeglądam swój bullet journal i stwierdzam, że nie było tak źle.

Przede wszystkim zaczęłam zapisywać swoje Wdzięcznotki, czyli za co jestem wdzięczna. Zwykle wiele elementów się powtarza, ale to chyba dobrze, bo można uznać, że jest stabilnie 😉

 

Zawodowo

Dostałam wiele propozycji pracy, z których nic nie wyszło. Chciałam wrócić do Polski, ale albo firmy miały mnie gdzieś na etapie wysłania CV albo czekałam po 2 miesiące na odpowiedź. Po dodaniu do tego wymagań i zarobków stwierdziłam, że wystarczy tego na napisanie dobrego horroru 😉

Po raz kolejny poleciałam do Salamanki na tygodniowe stypendium dla nauczycieli, dzięki czemu naładowałam bateryjki i opaliłam się na tyle, by swoją bladością oślepiać dopiero w grudniu.

Ostatecznie, zmęczona brakiem stabilności, postawiłam wszystko na jedną kartę. Po wymyśleniu nowej nazwy mojej firmy potrzebowałam kilku miesięcy, by uwierzyć w siebi, zrobić samodzielnie stronę i działać tylko na tym polu. Ostatecznie się udało, Sonrisa Studio ma się dobrze, obecnie tworzymy nowe grupy hiszpańskiego online. W międzyczasie popracowałam chwilę w angielskiej korporacji i stwierdziłam, że nawet mi się podoba praca w obsłudze klienta (nie wiem jak to wygląda w Polsce).

Jeśli chodzi o bloga – przeniosłam cały majdan na WordPress i pisze mi się o wiele wygodniej, chociaż ostatnio tak dużo czasu zabiera mi zarabianie pieniędzy i ściganie płatności, że powinnam przysiąść częściej.

A jakby ktoś nie wiedział, jak widzą mnie uczniowie, to wyglądam według nich tak:

Prywatnie

Miałam sporo czasu na przemyślenia (również te mniej przyjemne) i czytanie książek. Obecnie czytam pięćdziesiątą książkę, ale dwie inne są dopiero zaczęte (w tym jedna cegła po hiszpańsku) i nie wiem kiedy skończę.

Miałam trochę czasu na seriale, filmy i gry, zatem chyba czas na kolejny przegląd seriali 😉

Zaczęłam grać w MTG, zaraz po tym, jak mnie zarażono bakcylem na Open House w Mansfield.

Stworzyłam kolejną listę nowości do zrobienia , z której zdążyłam już skreślić:

  • wejście i zejście samodzielne z wieży (totalnie spontanicznie w Salamance)
  • stworzenie BuJo w gładkim zeszycie
  • narysowanie czegoś dla uczniów (słówka na fanpage i instagram Sonrisa Studio)
  • stworzenie duetów i grup na prowadzonych przeze mnie zajęciach online
  • rozreklamowanie działalności (mój największy problem ;), ale zrobiłam )
  • zajęcie się sobą zamiast innymi (przestałam być Matką Teresą)
  • skorzystanie z nowych narzędzi na zajęciach online
  • pokazanie BuJo światu
  • przygotowanie tortilli z mango i łososiem (jak z baru w Salamance) – wyszło mega!

Zostało mi jeszcze samodzielne zmontowanie filmiku, a zupełnie przypadkiem wpadło doświadczenie z angielskiej korporacji, dodatkowo obejrzałam kości dinozaurów z całego świata,  więc można uznać, że nowości zaliczone 😉

 

Podróże

W tym roku zobaczyłam Carcassone i Tuluzę i byłam zachwycona francuskimi makaronikami. Jakiś miesiąc temu zrobiliśmy je w domu i wyszły całkiem smaczne.

 

Zajrzałam też do Neapolu, Madrytu, Salamanki, Toledo (gdzie zjadłam kuropatwę) i na Kretę.

Raczyłam rozciąć sobie stopę na dzień przed powrotem do Anglii. Okoliczności przyrody wybrałam piękne – wyspa Balos jest naprawdę boska.

Raj prawda? Pięknie było, nie powiem. Ale wczoraj jakiś sądny dzień był – najpierw scysja z Greczynką sprzedająca bilety w autobusie, która wolała się na mnie drzeć niż posłuchać (ta bezczelność to na inny wpis się nadaje), potem chyba z wrażenia, że Balos takie piękne, rozcięłam sobie stopę w wodzie (#skałki chciały mnie zabić 😂) w tak kiepskim miejscu, że kuśtykam drugi dzień. Nadmiar ☀️zaowocował migreną roku 😱A o tym co spotkało wieczorem mój telefon już wiedzą tysiące osób 😜#łajzawnatarciu Litość jaką wzbudza biała Polka wracająca z Grecji jest krzepiąca 😜na lotnisku w EMA pan się śmiał że może po pijaku coś wywinęłam bo #gębaczerwona a resztę opiszę jutro bo muszę doczłapać do domu i wtedy odezwę się na #instastory 😂#raj #paradaise #paraiso #laguna #lagoon #balos #baloslagoon #summer #polishgirl #holidays #nofilter #niedasięzapomnieć #zawszezprzygodami #travel #travelstagram #trip #tripstagram

A post shared by iTysia (@itysia.pl) on

 

Mieliśmy też gości w naszym mieście, więc obowiązkowo odwiedziliśmy Londyn, Sherwood i Matlock. Poza tym szwendałam się po okolicy i odkryłam piękne parki natury ze stawami 🙂

 

Zdążyłam też wpaść do Polski, wleźć na Szczeliniec, Śnieżkę, zaliczyć konferencję w Lublinie (i rozwalić Krychę), poznać świetnych ludzi w samolotach i na lądzie.

Zobaczyłam też piękny jarmark świąteczny na zamku w Lincoln oraz ten u mnie w mieście.

Instagram mówi, że najbardziej lubicie te zdjęcia z 2017 roku :

 

 

Na blogu najczęściej czytaliście:

 

Dziękuję Wam bardzo za kolejny wspólny rok. Życzę Wam dużo zdrowia, radości, uśmiechu i energii do działania.

 

Martyna Tadrowska - wulkan energii. Kocha alpaki, uczy hiszpańskiego i przeżywa właśnie kolejną życiową przygodę w Wielkiej Brytanii. W wolnym czasie sama nie wie co ze sobą zrobić bo co chwilę namalowuje jej się coś nowego i ją "nosi".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *