Consolation – recenzja

Jako dziewczynka (a potem nastolatka) uwielbiałam czytać romanse. Przeczytałam ich tak wiele, że ciężko mnie zaskoczyć. A przynajmniej tak myślałam, przed i w trakcie czytania Consolation autorstwa Corinne Michaels. 

Idealne życie

Historia młodej dziewczyny, która bardzo szybko staje się mężatką a chwilę później cieszy z ciąży i przyszłego macierzyństwa byłaby idealną sielanką gdyby nie fakt, że jej wybrankiem jest żołnierz w pełni oddany służbie. Któregoś dnia z radosnej Natalie pozostaje tylko kupka wspomnień, bo okazuje się, że zasila ona szeregi wdów. Swoją drogą zrobiło mi się jej bardzo żal, bo została wdową w tak młodym wieku, w jakim ja nawet o mężu nie pomyślałam, a co dopiero już go stracić. Ale no trudno, dziewczyna przyjmuje to na klatę, wie, że nosi pod sercem dziecko i jakoś ogarnia swoje życie.

Consolation tom drugi – kiedy będzie dostępny?

Wbrew wszystkim dookoła (i temu co sama uważa) zakochuje się w przyjacielu zmarłego męża i powoli odnajduje sens i radość życia. Kiedy wydaje się, że wszystko jest idealne a powieść Michaels to kolejny romans z gatunku „no spoko, ale nuda” pojawiają się pewne trudności a wraz z nim tysiące pytań, na które każdy czytelnik nadal szuka odpowiedzi. Niestety, druga część dopiero ujrzy światło dzienne a nas czeka jeszcze trochę niepewności 😉

 

Czy warto? Co myślę o Consolation?

Naprawdę nie chcę Wam spoilerować, dlatego staram się pisać jak najogólniej, chociaż serio, kusi mnie, by wszystko opisać. Na pewno nie jest to wyjątkowo ambitna literatura, ale też daleko tej książce do harlequina za złotówkę z kiosku na dworcu PKP. Niektóre opisy spowodowały kilka (no dobra, kilkadziesiąt) moich łez, ale ogólnie powieść uważam za dobrą.

Chciałabym napisać, że najbardziej zaskoczyło mnie zakończenie, ale (nie uwierzycie!) pomyślałam sobie „ale byłby jaja gdyby…” i bach, są jaja, bo tak się kończy pierwsza część! Na pewno Consolation nadaje się jako świetne umilenie podróży czy zimnego wieczoru, jest napisana lekko a historia toczy się sama, nie trzeba nad nią wzdychać i odliczać kartek do końca.

A teraz uciekam do drugiego tomu by sprawdzić, co tam dalej się będzie działo 🙂

Wpis powstał we współpracy z Wydawnictwem Szósty Zmysł.

Martyna Tadrowska - wulkan energii. Kocha alpaki, uczy hiszpańskiego i przeżywa właśnie kolejną życiową przygodę w Wielkiej Brytanii. W wolnym czasie sama nie wie co ze sobą zrobić bo co chwilę namalowuje jej się coś nowego i ją "nosi".

1 Comment

  1. Klaudyna
    31 października 2017

    Z zakończeniem miałam tak samo – niby wgniata w fotel, ale jednak można się go było spodziewać. Ale to czyni tę książkę tak intrygującą 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *