Kopniak na rozpęd dla Ciebie!

Zastanawiasz się, skąd wziąć motywację do działania, bo chciałabyś coś zmienić ale jakoś nie wychodzi? "Od jutra" i "od poniedziałku" trwają kolejny miesiąc? A może po prostu potrzebujesz wsparcia w działaniu? Proponuję Ci - kopniak na rozpęd. 

Dlaczego kobiety chcą się odchudzać?

Właściwie to nie chcą. Chcą po prostu schudnąć. A dieta odchudzająca to jedna z tortur o które podejrzewam kobiety. Mało tego! Niektórzy mają nieustanną radochę z powtarzania "nie mogę, jestem na diecie" za każdym razem, gdy im coś dasz do jedzenia. Przecież "na diecie" jest każdy.



Tak, dobrze czytasz, jesteś na diecie nawet jeśli się nie odchudzasz, bo dieta to sposób odżywiania. A kobiety tak mają, że zawsze by coś ulepszyły. Mężczyźni też, ale to częściej kobiety się odchudzają, w dodatku jestem kobietą to będę dziś mówić za siebie. Dietuję. Ćwiczę. Potem odpuszczam, wściekam się i znów zaczynam od nowa.

Teraz sinusoida znów w górze - początkowe sukcesy pomimo odrzucenia MŻ zostały mi ostatnio przypomniane i stwierdziłam, że czemu nie? Cieplej się robi, warto się ruszyć i przestać wcinać słodycze. A to naprawdę trudne, kiedy jesteś uzależniona od słodyczy. Nasz mózg lubi węglowodany, więc co się dziwić, że napady na słodycze po prostu przychodzą? Zwłaszcza, gdy jest Ci smutno lub źle, przecież

 ale rozumie tylko ta mleczna, bo jak gorzka ma osłodzić Twoje życie? ;)

Gorzej, ostatnio sprawdziłam ile kalorii mieści butelka wina. Kocham wino. I najchętniej piłabym je tak:

ale faktycznie, to puste kalorie. Szkoda, bo ostatnio lekarz w UK śmiał się, że piję za mało. W sumie cóż, o służbie zdrowia na Wyspie mogę napisać osobny wpis, bo szczękę zbierałam z podłogi ze zdziwienia ;)


Ale wracając. My nie lubimy się odchudzać. Ale nie lubimy też pytań o to, czy jesteśmy w ciąży albo czy przytyłyśmy. I nieważne, że to wina za dużego swetra czy krzywego kręgosłupa. Usłyszymy raz lub dwa to jeszcze przełkniemy, jednak po jakimś czasie zabieramy się za siebie i dawaj! A czasami nawet nie musimy nic słyszeć- wystarczy wejść na wagę lub nie dopiąć z luzem ulubionych spodni. Wtedy nawet taki leń (uzależniony od słodyczy) jak ja, który o diecie odchudzającej nie chciał słyszeć (ruch to co innego :) ) bierze się za siebie.

Niestety, nie jem dużo, ale słodycze mogłabym żreć na każdy posiłek w ciągu dnia. I tak gdzieś przytuliłam kilka kilogramów, które teraz chętnie pożegnam. Miałabym to w pupie (dosłownie!) gdyby nie to, że w trakcie wizyty u specjalisty wrzucono mnie (bez pozwolenia!) na wagę a ta pokazała mi nie tyle ile powinna.

Właśnie przypomniał mi się kawał o kobiecie na diecie odchudzającej, która prosi o cienki kawałek tortu, bo się odchudza. Na co facet "taki sam cienki jak poprzednich 8 kawałków?" o to trochę o mnie (z tym pochłanianiem słodyczy, bo co tam kilka kawałków zjeść), ale ograniczam słodycze i na jednym normalnym się skończy (oby!) ;)

I wiesz co? Dzisiaj, gdy po raz kolejny zebrałam się w sobie i podreptałam na siłownię plenerową poczułam, że w końcu mam czas dla siebie. Nie dla uczniów, nie dla rodziny, nie dla zleceniodawców. Dla siebie. I może nie jest to półmaraton ani zrzucenie 25 kilogramów, ale robię coś dla siebie i jest mi z tym dobrze.

A teraz idę się rozciągać. Może tym razem nie zacznę się śmiać i nie przepłaczę ze śmiechu kolejnego kwadransa. Jakbyście widziała wczoraj moje rozciąganie... aż czasem żałuję, że nie mam ukrytej kamery ;)

A Ty, co ostatnio zrobiłaś dla siebie?