Wypad do Hiszpanii: Malaga i okolice- fotorelacja

Hiszpania to kraj, którego wiecznie mi mało. I chociaż od wyjazdu (i powrotu) minęło wiele czasu to wiem, że czekaliście na relację. Po wielu zawirowaniach- nadeszła :)



Od Malagi zaczęłam i na niej też skończyłam swój wypad do Andaluzji - lotnisko w Maladze było jedyną sensowną opcją i, jak już pisałam tutaj, bez samochodu cała wyprawa nie miałaby racji bytu.


Jeśli nie wiecie gdzie zjeść w Maladze a jesteście akurat w okolicach portu- kierujcie się główną ulicą w kierunku diabelskiego młyna. Po lewej stronie zobaczycie bar Rambla. Śmiało możecie zamawiać- jedzenie jest tanie i dobre, a porcje, jak widać, wcale nie należą do najmniejszych :)






Diabelski młyn funkcjonuje w Maladze pod nazwą Mirador Princess i kosztuje 10 euro. Kolejek na miarę London Eye nie uświadczycie :)






Polecono nam odwiedzenie Torremolinos - podobno plaże ładniejsze niż w Maladze i w ogóle cudo. Jakoś nam nie wyszło dotarcie na plażę w mieście, więc Torremolinos nie było aż tak złym pomysłem. Wiecie, że tam piasek jest ciemny jak na działkach w Polsce? Wyglądałam trochę jakbym wracała z mojego osiedla (brak chodników = ciemny piach), ale na zdjęciach wygląda całkiem ładnie. Zgodnie z zapowiedziami, piasek nie był aż tak gruboziarnisty :)





W tej miejscowości naszło mnie na churrosy i to był błąd, jednak sałatka była nawet spoko :) 



Jedliście już magnum double caramel? Nawet jak dla mnie było to stanowczo za słodkie :)


A nasza droga powrotna do domu wyglądała tak:




Do pokazania został Gibraltar, Kadyks i Sewilla, ale już jestem w domu, mam dostęp do zdjęć i raczej nic mi nie przeszkodzi w dzieleniu się z Wami moimi wspomnieniami z urlopu :) 
Jak widzicie mój pobyt w Maladze nie przypominał mojej wizji klik, jednak uznaję go za udany.

Byliście  w Maladze? Jak Wam się podobało? 



6 komentarzy:

  1. Ojej, zazdroszczę, pięknie tam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, sama sobie zazdroszczę :) A niedługo kolejna przygoda! :D

      Usuń
  2. Ojej, hiszpańskie jedzenie <3 Malagi nie kojarzę zbyt dobrze, bo tam pożegnałam po dwóch tygodniach narzeczonego, który wracał do Polski, a w perspektywie było 2,5 miesiąca bez niego. Może kiedyś uda nam się tam wybrać razem, żeby pokonać te złe wspomnienia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie, jak dacie radę to warto - namiary na jedzonko i młyn już macie :D

      Usuń
  3. Ale pięknie!
    No i od razu zrobiłam się strasznie głodna :)

    Zazdroszczę wypadu i czekam na więcej. Ja w Hiszpanii niewiele zobaczyłam - za młoda byłam i zbyt ograniczały mnie zasady :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojj przykro mi, ale jeszcze zwiedzisz :) Ja zawsze jestem głodna jak widzę tapas :D Też czekam na więcej i to "więcej" już niedługo- i na blogu i w życiu :)

      Usuń