Wypad do Hiszpanii: Malaga i okolice- fotorelacja

Hiszpania to kraj, którego wiecznie mi mało. I chociaż od wyjazdu (i powrotu) minęło wiele czasu to wiem, że czekaliście na relację. Po wielu zawirowaniach- nadeszła 🙂

Od Malagi zaczęłam i na niej też skończyłam swój wypad do Andaluzji – lotnisko w Maladze było jedyną sensowną opcją i, jak już pisałam tutaj, bez samochodu cała wyprawa nie miałaby racji bytu.

Jeśli nie wiecie gdzie zjeść w Maladze a jesteście akurat w okolicach portu- kierujcie się główną ulicą w kierunku diabelskiego młyna. Po lewej stronie zobaczycie bar Rambla. Śmiało możecie zamawiać- jedzenie jest tanie i dobre, a porcje, jak widać, wcale nie należą do najmniejszych 🙂

 

 

Diabelski młyn funkcjonuje w Maladze pod nazwą Mirador Princess i kosztuje 10 euro. Kolejek na miarę London Eye nie uświadczycie 🙂

 

 

 

Polecono nam odwiedzenie Torremolinos – podobno plaże ładniejsze niż w Maladze i w ogóle cudo. Jakoś nam nie wyszło dotarcie na plażę w mieście, więc Torremolinos nie było aż tak złym pomysłem. Wiecie, że tam piasek jest ciemny jak na działkach w Polsce? Wyglądałam trochę jakbym wracała z mojego osiedla (brak chodników = ciemny piach), ale na zdjęciach wygląda całkiem ładnie. Zgodnie z zapowiedziami, piasek nie był aż tak gruboziarnisty 🙂

 

 

 

W tej miejscowości naszło mnie na churrosy i to był błąd, jednak sałatka była nawet spoko 🙂

 

Jedliście już magnum double caramel? Nawet jak dla mnie było to stanowczo za słodkie 🙂

A nasza droga powrotna do domu wyglądała tak:

 

 

Do pokazania został Gibraltar, Kadyks i Sewilla, ale już jestem w domu, mam dostęp do zdjęć i raczej nic mi nie przeszkodzi w dzieleniu się z Wami moimi wspomnieniami z urlopu 🙂
Jak widzicie mój pobyt w Maladze nie przypominał mojej wizji, jednak uznaję go za udany.
Nawet stworzyliśmy filmik 🙂

 

Byliście  w Maladze? Jak Wam się podobało?

 

Martyna Tadrowska - wulkan energii. Kocha alpaki, uczy hiszpańskiego i przeżywa właśnie kolejną życiową przygodę w Wielkiej Brytanii. W wolnym czasie sama nie wie co ze sobą zrobić bo co chwilę namalowuje jej się coś nowego i ją "nosi".

0 Comments

  1. Roberta Ka
    5 sierpnia 2016

    Ojej, zazdroszczę, pięknie tam! 🙂

    Odpowiedz
  2. Koharu
    5 sierpnia 2016

    Ojej, hiszpańskie jedzenie <3 Malagi nie kojarzę zbyt dobrze, bo tam pożegnałam po dwóch tygodniach narzeczonego, który wracał do Polski, a w perspektywie było 2,5 miesiąca bez niego. Może kiedyś uda nam się tam wybrać razem, żeby pokonać te złe wspomnienia 😉

    Odpowiedz
  3. Klaudyna Maciąg
    5 sierpnia 2016

    Ale pięknie!
    No i od razu zrobiłam się strasznie głodna 🙂

    Zazdroszczę wypadu i czekam na więcej. Ja w Hiszpanii niewiele zobaczyłam – za młoda byłam i zbyt ograniczały mnie zasady 🙁

    Odpowiedz
  4. iTysia
    5 sierpnia 2016

    Koniecznie, jak dacie radę to warto – namiary na jedzonko i młyn już macie 😀

    Odpowiedz
  5. iTysia
    5 sierpnia 2016

    Dzięki, sama sobie zazdroszczę 🙂 A niedługo kolejna przygoda! 😀

    Odpowiedz
  6. iTysia
    5 sierpnia 2016

    Ojj przykro mi, ale jeszcze zwiedzisz 🙂 Ja zawsze jestem głodna jak widzę tapas 😀 Też czekam na więcej i to "więcej" już niedługo- i na blogu i w życiu 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *