Krótki wypad do Andaluzji - fotorelacja

Hiszpania to jeden z głównych celów moich ostatnich podróży. To czas radości, słońca, odpoczynku, pożerania owoców kilogramami, szlifowania języka oraz wyszukiwania kolejnych pomysłów i materiałów na zajęcia.




Pamiętacie mój wpis o Maladze z zeszłego roku? Jeśli nie- klikajcie tutaj a dowiecie się, że bardzo chciałam zwiedzić również Cádiz, Barbate i Sevillę oraz Granadę. Kiedy zaproponowano mi kolejny lot nie zastanawiałam się długo, a że bardzo tęskniłam za słońcem i beztroską po kwietniowym wypadzie do Barcelony – było jasne, że lecimy do Hiszpanii.



Tradycyjnie wyjazd „niskobudżetowy”, więc bilety i noclegi nie były jakieś mega drogie. Dodatkowo wypożyczenie auta z malagacar.com sporo przed czasem zaowocowało niezłymi oszczędnościami. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że Andaluzja jest biednym i tanim regionem nie pozostało mi już nic innego jak tylko czekać. Czekałam, czekałam i w końcu się doczekałam!


Trasa obejmować miała Malagę, Linea de Concepción, Gibraltar, Barbate, Cádiz i Sevillę. Wszystko całkiem nieźle wyliczone i zaplanowane, z drobnym marginesem błędu J

Pominę fakt, że deszcz chlapnął na nas w momencie odprawy i całą odległość do samolotu pokonałam biegiem a i tak byłam mokra. Pominę też to, że po zamknięciu drzwi do samolotu siedziałam w nim jak sardynka w puszce przez kolejne ponad dwie godziny tylko dlatego, że Ryanair solidaryzował się z Francją i jak strajk to strajk i jak będzie zgoda to polecimy. Tyle tylko, że te w sumie 3 godziny były mi potrzebne później!


No nic, dotarłam do Malagi, pobłąkałam się po lotnisku, zawieziono mnie do wypożyczalni aut i ruszyliśmy w drogę na Gibraltar. Następnie było Cádiz, bo do Barbate nie było już sensu jechać (a szkoda, bo mój Erasmus chyba na mnie czekał), jednak mam nadzieję to nadrobić!
Słoneczny Kadyks urzekł mnie dokładnie tak jak myślałam, chociaż nie zwiedziłam wszystkiego, co planowałam. W końcu miałam wakacje i mogłam robić co mi się podobało. A skoro chciałam pić kawę i odpoczywać to spełniałam te swoje małe zachcianki.


Sevilla kojarzy mi się z chodzeniem w kółko, gubieniem map i piciem z Erasmusami używając cały czas czasu przeszłego w najróżniejszych formach. Słowem – było wesoło, hiszpańsko, smacznie, ciepło i ogólnie wspaniale (chociaż w Sevilli zrobiło się chłodno i myślę, że to dla moich spalonych na świnkę nóg), chociaż moje ubranie jest dalekie od akceptowalnych "outfitów dnia" J





Żałuję, że wypad był tak krótki i nie udało mi się odwiedzić wszystkich miejsc i zamiast Barbate odwiedziłam Torremolinos znajdujące się blisko Malagi – ten piasek wygląda jak czarna ziemia z działki a nie porządny, nadmorski piasek ;) 


Możecie jednak liczyć na to, że pojawi się tu kilka słów na temat tego co zwiedziłam i co chciałam zwiedzić i sporo zdjęć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz