A Ty, żyjesz jeszcze w realu?

Gdzieś pomiędzy natłokiem obowiązków a tymi wyczekanymi, uroczymi chwilami relaksu pojawia się myśl: czy ja jeszcze żyję w realu? Czy wszystko musi być udokumentowane, spisane, okraszone lajkami i komentarzami? Umiem jeszcze działać bez komputera i publiczności? 

Czasem nachodzi mnie taka refleksja- po co właściwie mam robić zdjęcie mojej ulubionej kawie i temu ślicznemu kawałeczkowi ciacha, kiedy właśnie siedzimy razem a moje myśli w końcu przestały biec torem „praca, muszę, jeszcze to i to”. Zapadam się w wygodnej, miękkiej kanapie i zachwycam swoją wyjątkową spontanicznością. Wystarczył jeden telefon, by po pracy, w tym śmiesznym, „biznesowym” kubraczku zatopić się w rozmowie o minionym dniu, pogadać, pośmiać i kompletnie zapomnieć o całym świecie. Także tym wirtualnym.
Dni ostatnio pędzą jak szalone, dzieje się coraz więcej i czuję, że czas na hamulec. Dzień wolny spędzam w parku chodząc po błocie i wypatrując jeleni. Odpoczywam, zbieram energię na kolejne boje, których z pewnością nie zabraknie. To kolejny dzień, kiedy zapominam o przejrzeniu mediów społecznościowych.
Chcę nadrobić zaległości lecz nagle stwierdzam, że to nie ma sensu. Przejrzałam tu i ówdzie i stwierdziłam, że zalała mnie taka ilość informacji, że spasuję. Teraz siedzę w fotelu, popijam herbatę i zastanawiam się jak wiele się w ostatnim tygodniu wydarzyło. Całe mnóstwo. I chociaż czasem mam ochotę podzielić się wszystkim ze światem- póki co sobie odpuszczę. Może moja sobota offline sprawiła, że znów zalogowałam się do rzeczywistości a może ten filmik?

A Ty, żyjesz jeszcze w realu? 

Martyna Tadrowska - wulkan energii. Kocha alpaki, uczy hiszpańskiego i przeżywa właśnie kolejną życiową przygodę w Wielkiej Brytanii. W wolnym czasie sama nie wie co ze sobą zrobić bo co chwilę namalowuje jej się coś nowego i ją "nosi".

4 Comments

  1. Marta
    24 stycznia 2016

    Chciałam sama prowadzić pięknego instagrama. Wiesz, starbucksowe kawki na białym tle, jakie ostatnio kupiłam buty, perfumy i stwierdziłam, że jest to idiotyczne. Próbując robić takie fotki czułam się dziwnie, w konflikcie ze sobą. Nie mam ochoty szykować śniadania i tła pół godziny wcześniej, specjalnie do zdjęć. Jeśli mam ochotę na brzydkie parówki z keczupem, to jem i nie cykam fotek. Oczywiście nie mam zamiaru krytykować osób, których połowa życia sprowadza się do dodawania fotek na Insta. Jeśli sprawia im to przyjemność, niech to robią, ale ja jednak wolę przeżyć to życie bardziej "off". Dużo siedzę w Internecie, ale wolę ten czas spędzić na czytaniu wartościowych artykułów niż oglądanie setnego podobnego zdjęcia…

    Odpowiedz
  2. iTysia
    24 stycznia 2016

    Dlatego ostatnio skupiłam się na "tu i teraz – po prostu żyj i ciesz się chwilą" zamiast łapać je i wrzucać w sieć jedna po drugiej. Chyba ten czas offline dobrze człowiekowi na duszę robi 🙂

    Odpowiedz
  3. hard-big-hand
    24 stycznia 2016

    Da się jeszcze żyć w realu. To co ja publikuję w sieci to jest jakieś może 3% z życia 😉 Mam faceboka do kontaktu z ludźmi, a bloga do komentowania rzeczywistości i dzielenia się niektórymi spostrzeżeniami 😉

    Odpowiedz
  4. Klaudyna Maciąg
    24 stycznia 2016

    Też zaczęłam powoli olewać fotografowanie swojego życia i pokazywanie go tu i tam, z detalami. Ale ja w realu żyję bardzo, nie da się inaczej, kiedy jest się matką.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *