Bierz byka za rogi!

Znacie to powiedzenie, że jeśli dostajemy od życia cytryny mamy z nich zrobić lemoniadę? Niby genialne i tak oczywiste w swej prostocie a jednak od razu znajdzie się grono marudersów wrzeszczących "Przecież nie mamy cukru ani wody!" 




Jeśli powiecie dziecku, że ma coś zrobić zwykle zrobi to bez wahania. Nie ma obaw, że coś nie wyjdzie, coś mu się stanie albo się zbłaźni. Chwyci byka za rogi albo wyciśnie te cytryny i zrobi najlepszą lemoniadę świata zapominając, że nie ma do tego odpowiednich narzędzi. Dlaczego o tym piszę?

W naszym życiu pojawiają się różne możliwości, a wiele z nich nam po prostu ucieka. Boimy się, zżera nas lęk przed porażką, ośmieszeniem (niepotrzebne skreślić, potrzebne dopisać). Większość z nas z każdym przeżytym rokiem staje się coraz ostrożniejsza, ciężej nas namówić do czegoś szalonego. Nadchodzi jednak moment, w którym mówimy basta i działamy.


U mnie takim momentem była niedawna przeprowadzka (o której więcej już niedługo) oraz całkiem dziwne zlecenie, które wydawało się być zbyt piękne, by okazało się prawdziwe. Niestety, pierwiastek realizmu (zwany też pesymizmem) okazał się być proroczym, jednak nie przeszkodziło mi to w przeżyciu ostatnich dni naprawdę intensywnie.

Bilans zysków i strat mówi mi, że mam się skupić na plusach, bo minusów za jakiś czas już nie będę pamiętać. Z drugiej strony nie była to moja pierwsza "lekcja życia", więc może jakiś niedoświadczony człowiek będzie wdzięczny za małą szkołę przetrwania, która da mu do myślenia? Pomijając lekko zmienione plany nie nastawiałam się na nic, przekonana, że w każdej chwili mogę wrócić do domu. I tak się stało :)

Utwierdziłam się w przekonaniu, że oszustów się nie nawróci a ich podejście do ludzi jest godne pożałowania - przekonani o swej potędze nie przestrzegają umów i wcześniejszych uzgodnień i traktują ludzi byle jak. W ten sposób wystawiają świadectwo także całemu narodowi, dlatego warto nauczyć się odcinać od toksyn i robić swoje. Z uśmiechem na ustach, to chyba jasne?


Jak wspomniałam ważniejsze są pozytywy. A tych jest całkiem sporo jak na niecałe dwa tygodnie w Hiszpanii - utwierdziłam się w przekonaniu, że poradzę sobie w każdej sytuacji, znam świetnie język i umiem go wykorzystać także w negocjacjach. Na totalnym spontanie (w jeansach i koszulce) spróbowałam parasailingu i jeździłam skuterem wodnym! Poznałam masę ludzi, odwiedziłam sporo miejsc, gadałam z tubylcami a nawet znalazłam limonkę w jednym z barcelońskich parków. Sprawdziłam się nie tylko jako przewodnik, lecz także jako opanowana oaza spokoju na policji czy w konsulacie. Słowem - niezapomniane wrażenia mogą być też pozytywne i to o nie będę szczególnie walczyć. W końcu niektóre okazje zdarzają się tylko raz :)



Co to ma wspólnego z bykiem albo cytryną? Miałam pewne obawy. Że nie dam rady, coś schrzanię, coś będzie nie tak i blablablablabla. Niepotrzebnie. Przeżyłam, wiem jak było - gdybym została w domu mogliby mi wmawiać jakie to rajskie wyzwanie było a ja plułabym sobie w brodę. A tak? Podróże kształcą, co wiadomo nie od dzisiaj, więc bogatsza w nowe doświadczenia wracam na dawne tory - działam i się nie przejmuję, moje palce ledwo nadążają zapisywać kolejne pomysły a ja już się nie boję. Jestem dzieckiem - zawsze znajdę cytrynę i kogoś, kto, jeśli nie kupi zrobionej przeze mnie lemoniady, przynajmniej się do mnie uśmiechnie - jak mógłby przejść obojętnie obok uśmiechniętej od ucha do ucha Tysi niosącej w rękach cytryny?

2 komentarze: