Poniedziałkowa piątka 2015 #16

Poznałam Robin Hooda i Małego Johna! Podziwiałam pozostałości po lesie Sherwood i cieszyłam się życiem. Słowem - radość w pełni. 






Jakbyście szukali dużej różnorodności "czegoś słodkiego" w szafce- uderzcie do Sainsbury's- 50 batoników! 

A teraz kilka kadrów z wycieczki do Sherwood, do którego już dawno chciałam się udać. Przecież tam żył Robin Hood! Szkoda tylko, że z tak ogromnego lasu zostało już niewiele, ale wciąż warto odwiedzić ten zakątek Anglii.




Te ozdoby trochę przypominały mi polskie lub litewskie serwetki... 




Próbowałam uchwycić górę, ale mi nie wyszło...

Jeśli chodzi o Festiwal w Sherwood - atrakcji było od groma. Poprzebierani ludzie w strojach nawiązujących do Robin Hooda, mnóstwo stoisk, opowiadacze bajek - dla każdego coś się znalazło. 




W kilku miejscach w parku można było sobie usiąść i posłuchać opowieści m.in. o Robin Hoodzie czy lesie.



Na stoiskach można było kupić nawet skórzane paski,meble czy kolczyki. Z trudem przeszłam obok stoiska z jedzeniem, chociaż ogromny wybór dżemów aż onieśmielał. 



Właściwie na każdym kroku spotykałam  jakichś grajków 


Najbardziej urzekły mnie ptaki, które naprawdę słuchały swoich właścicieli a małe dzieciaki z chęcią brały je na ręce (oczywiście w rękawicy) i pozwalały sobie wchodzić na głowę (dosłownie). Jeśli chodzi o mnie - ciarki na plecach i strach w oczach. Mam respekt, te pazury mnie przerażają.



w końcu spojrzała w moją stronę! :)


Można było strzelać z łuku czy z takich woreczków: 


Ta pani nie dość że śpiewała, to jeszcze zachęcała dzieci do wspólnego grania. Niestety, dzieci się wstydziły a ja stwierdziłam, że chyba jestem za stara na takie zabawy. 


W pewnym momencie stwierdziłam, że jednak nie jestem za stara. Wersja oficjalna - chciałam pomóc dzieciom uwolnić szczura, który utknął w tej dziurze, którą widzicie. Wersja prawdziwa - chciałam rzucić szczurem! I rzuciłam, dzieci odzyskały szczura, poszłam dalej z jeszcze większym uśmiechem na twarzy :) 




Dla panów przewidziano czapeczki Robin Hooda, dla pań wianki różnego typu, na moje te były najładniejsze: 


A to Major Oak -ogromny dąb szypułkowy. Ma jakieś tysiąc lat i już dawno zamontowano wsporniki by się nie połamał. Podobno Robin Hood się w nim krył, na moje to co najwyżej mógł podziwiać małe drzewko (lub na bezczela zrobić to, co chłopcy czasem robią z małymi drzewkami).


Z tak dostojnym drzewem każdy chce mieć zdjęcie - niestety nie widać jego wielkości, ale widać mnie :)


Mnie jako Lady Marion mogliście już oglądać na instagramie


W tym tygodniu pisałam  jak wybrać język obcy i podsunęłam szybki przepis na pyszną drożdżówkę.


 Nutka tygodnia: 




Zdjęcie tygodnia: 

Pewnie już widzieliście Kangurka z misiem? 
źródło w języku hiszpańskim 



1 komentarz: