Kosmetyczny piątek - lakierowy minimalizm

O tym, że paznokcie są ozdobą kobiety nie trzeba żadnej z nas przypominać. Dbamy o nie, pielęgnujemy, malujemy. I tu rodzi się pytanie - czy naprawdę potrzebujemy tylu lakierów do paznokci? 




Swego czasu opanowała mnie mania kolorów i lakierów do paznokci miałam naprawdę sporo, choć chyba nigdy ich nie przeliczyłam. Różne odcienie czerwieni, różu czy niebieskiego zawaliły mi kartonik i uniemożliwiały podjęcie szybkiej decyzji co do koloru paznokci. 

Wraz z ostatnimi zmianami w moim życiu nadszedł też czas na pożegnanie się z wieloma pierdołkami, wśród których znalazły się też lakiery. Tylko - które?

Decyzja okazała się łatwiejsza niż myślałam- na moich paznokciach zagościły hybrydy, więc spokojnie mogłam zapomnieć o kolekcji lakierów. Ostatecznie wybrałam tylko kilka, które zabrałam ze sobą a resztę oddałam kumpeli. Podobno kolorki znalazły nowe właścicielki. Co prawda ostatnio zaczyna odzywać się we mnie dusza zbieracza i pewnie kupię kilka nowych lakierów, ale póki co nieźle sobie radzę z moim minimalistycznym zestawem paznokciowym.



Złota odżywka Sally Hansen nailgrowth miracle została przeze mnie wielokrotnie sprawdzona i doprowadzała do porządku moje paznokcie już wiele razy. Dzięki niej pazury rosną jak szalone- klik, klik, klik . Jeśli chodzi o wady - szybko gęstnieje, jest dość droga (porównując z innymi odżywkami), przy długotrwałym stosowaniu może nadawać żółtawy kolor paznokciom.

Patyczki do odsuwania skórek wraz z oliwką od Agi - stanowią duet prawie wyborowy. Prawie, bo coś z tymi skórkami chyba potem powinnam zrobić. Tak czy siak skórki powinny wyglądać ładnie a ja swoje zawsze zahaczę albo oderwę. Póki co walczę z tym,

Dziwne coś do wycinania skórek - podobno można sobie nieźle uszkodzić tym paznokcie (i prawdopodobnie zabiłam w ten sposób jeden), ale skoro nie wiem jak użyć cążek to jak mam żyć? Zamierzam kupić jakieś i się nauczyć, może wiecie jakie będą najlepsze dla początkującej?

Pilniczki do paznokci- nie załapały się na zdjęcie, ale używam zestawu papierowych pilniczków + pilnik szklany.

Wysuszacz do lakieru Avon - to nowy gadżet, jeszcze go nie używałam, więc nie mogę jeszcze nic napisać na jego temat.

Zmywacz do paznokci Sally Hansen - też nowość, póki co mogę stwierdzić, że zmywa bez problemu lakier (na zmycie Baltic Sand musiałam zużyć więcej zmywacza, ale dał radę), nie śmierdzi i podoba mi się jego kolor ;)

Lakiery - jak widać nie zostawiłam ich zbyt wiele. Różowy Golden Rose, różowy i jakiś czerwonopodobny to Avon, zaś Baltic Sand i biały -lovely.

Jak widać za dużo (już! w końcu!) tego nie mam. Pewnie kilka dokupię, ale wolałabym zostać przy względnym minimalizmie :)

 Jak wyglądają Wasze kosmetyczki "paznokciowe"? :) Używacie czegoś godnego polecenia? 




4 komentarze:

  1. Dawno, dawno temu nakupiłam lakierów, których użyłam raz, może dwa i musiałam wyrzucić... Nauczona tym doświadczeniem kupuję mniej i mniejsze buteleczki, np. z Golden Rose. Muszę pomyśleć nad kupnem tej odżywki Sally Hansen i nad hybrydami (nigdy nie miałam). :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hybrydy są genialne, mnie jeszcze czeka wypróbowanie manicure japońskiego i IBX system :)
      A lakiery zbierają się same - ten od mamy, tamte od siostry, ten od koleżanki, ten z promocji, ten ma ładny kolor i tak się zbiera :)

      Usuń
  2. Niby nie potrzebujemy dużo lakierów ale wiadomo jak to jest. Z czasem się nazbierają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żałuję, że nie zrobiłam zdjęcia przed, ale oddałam z mieszanymi uczuciami - trochę żalu, trochę ulgi, ale mam już miejsce na nowe ;)

      Usuń