Dwa kierunki studiów jednocześnie- warto?

Kiedy studiowałam jednocześnie administrację i filologię hiszpańską pytano mnie po co to robię. Po co mi ten język, po co mi kolegium nauczycielskie i w ogóle po co tyle męki? Postanowiłam sobie, że gdy dopnę swego odpowiem, że właśnie po to. 

Nadal jestem w drodze na szczyt, ale już coraz bliżej do wymarzonego celu 🙂 Z perspektywy czasu stwierdzam, że niepotrzebnie się spalałam i panikowałam, ale nikt nie był mi w stanie przetłumaczyć że nie warto. Z drugiej strony – cieszę się, że zaczęłam odpuszczać w pewnych kwestiach zamiast zaharować się na maxa (i wylądować w szpitalu jak to już przy atakach migrenowych bywało). Nauczyłam się odpuszczać i doceniać to, co już mam 🙂

 

O moich motywach połączenia administracji i filologii hiszpańskiej już Wam pisałam, dzisiaj mam zamiar wymienić wady i zalety takiego połączenia 🙂
 

WADY 

– Mniej czasu dla siebie, na pracę, na wolontariat, spotkania ze znajomymi itd. Muszę jednak nieskromnie przyznać, że udawało mi się łączyć zajęcia z dzieciakami z moimi na dwóch uczelniach a czas spędzany w drodze z jedną uczelnię na drugą (czytaj: na drugi koniec miasta) wykorzystywałam na naukę, czytanie lub odsypianie 🙂
– Praktycznie cały dzień byłam poza domem. Wychodziłam gdy było ciemno i wracałam już po zmroku. Czasami wyglądałam jak Zombie i trzeba było mnie wyciągnąć na jakieś spotkanie z ludźmi bym nie zapomniała, że nie żyję tylko po to, by harować 😉
– Nie da się wszystkiego zrobić perfekcyjnie. Czasem trzeba odpuścić, by udało się zaliczyć wszystko. W ten sposób zamiast ocen bardzo dobrych otrzymywałam dobre i Tysia perfekcjonistka wkurzała się nieziemsko, ale zrozumiałam, że cena, jaką płacę za ogarnianie wszystkiego na 5 jest za wysoka. W takich sytuacjach dobrze jest mieć wsparcie.

– Nieobecności na zajęciach bywają kłopotliwe. Możesz spotkać złośliwych wykładowców, których nie interesuje, że masz indywidualne i w ogóle po co ci takie fanaberie. Mogą ci robić na złość, ale jeśli masz w sobie samozaparcie – poradzisz sobie 🙂  Mnie jeden wykładowca testował cały czas i chociaż rzucałam urwami i ujami za każdą jego akcją, by pozbyć się złości, bez problemu miałam ogarnięty przedmiot, którego „uczył”. Z drugiej strony bywają zajęcia na których puszcza się listę i potem na jej podstawie tworzą się cuda wianki. Bywają problemy z notatkami, bo nikt nie pisze, albo ludzie dookoła boją się, że znów dostaniesz stypendium Rektora. Słowem – wszystko zależy od ludzi. Na szczęście ja trafiłam na grono wspierających mnie osób, dzięki którym się udało, ale o tym pisałam już rok temu: klik.  🙂

– Niektórzy uważają, że skoro skończyłam jednocześnie dwa kierunki jestem kiepska z obu, albo chociaż z jednego. W mojej ocenie nie jest to prawda. Z każdego kierunku „wzięłam sobie” to, czego potrzebowałam najbardziej. Połączenie takiej ilości zajęć nauczyło mnie nie tylko świetnie zarządzać sobą w czasie, lecz także doceniać to, co mam.

ZALETY

+ Doceniasz każdą wolną chwilę – masz ich mało 😉 Dzięki temu organizujesz świetne wycieczki i doskonale wiesz kiedy planowane są dni wolne i które z nich pokrywają się na obu uczelniach.
+ Na administracji odpoczywasz od języka, na języku- od administracji. Zawsze możesz się wykręcić zajęciami na drugiej uczelni no i indywidualna organizacja studiów na obu kierunkach niesamowicie ułatwia życie. Choć zwykle tego nie robię, czasem zdarzyło mi się zostać w domu gdy migrena sobie o mnie przypomniała i nie musiałam się nikomu tłumaczyć – indywidualne załatwiało wszystko 😉
+ Stajesz się mistrzem organizacji, zaginasz czasoprzestrzeń i stajesz się cyborgiem! Żartowałam, po prostu ogarniasz to co musisz i zaczyna Ci to wychodzić
+ Uczysz się odpuszczać.
+ Ludzie przestają cię pytać o notatki i ogólnie masz święty spokój – twoje pojawienie się na zajęciach wywołuje przerażenie „cooo? kolokwium?!”, bo przecież jesteś gościem 😉
+ Zyskujesz dwa tytuły / dyplomy jednocześnie. Gdy inni idą po jeden dyplom – ty masz dwa i nie musisz ich kupować na bazarze 😉 A tak serio, to zdobywasz wiedzę z dwóch dziedzin, poszerzasz horyzonty i możesz zajmować się tłumaczeniami z języka prawniczego na nasze albo „ichniejsze”, tzn na język docelowy i nikt Ci nie musi tłumaczyć zagadnień administracyjnych 🙂
Dodatkowo możesz sobie trzasnąć pamiątkowe selfie w windzie  (brakuje mi jeszcze jednego) 😉
Ogólnie, mimo wielu stresujących sytuacji, wzbudzających we mnie mnóstwo złości – nie żałuję 🙂
Martyna Tadrowska - wulkan energii. Kocha alpaki, uczy hiszpańskiego i przeżywa właśnie kolejną życiową przygodę w Wielkiej Brytanii. W wolnym czasie sama nie wie co ze sobą zrobić bo co chwilę namalowuje jej się coś nowego i ją "nosi".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *