Mój pierwszy raz… samolotem

Są w życiu takie momenty które napawają nas lękiem i boimy się do nich dopuścić. Pierwszy raz w samolocie na pewno jest jednym z nich. 

Zawsze, gdy miałam do wyboru samolot lub inny rodzaj transportu wybierałam ten drugi. Nie przeszkadzało mi (no, powiedzmy, że nie narzekałam) płaskodupie po 38 godzinach w autobusie ani masa innych niedogodności. Nie mogłam się pozbyć wrażenia, że zaraz się rozbiję tym samolotem i tyle z tego życia będę miała.

Żyłam marzeniem, że ten pierwszy lot samolotem odbędzie się z kimś. Niestety (albo stety) byłam zdana tylko na siebie. Oczywiście nie obyło się bez drugiej próby asertywności (o poprzedniej chętnie czytaliście w zeszłym roku).

 

Mój pierwszy raz …

A było to tak: przeszłam odprawę (w trakcie której prawie spadły mi portki bo nie wpadłam na to, że pasek też trzeba zdjąć), pogodziłam się z ewentualną katastrofą lotniczą, usiadłam grzecznie i zastanawiałam się czy pani migrena leci ze mną czy zostaje na lądzie. Podeszła do mnie pani w ciąży z pytaniem „nie zamieni się pani na miejsca prawda?”  W mojej głowie wizja „pochowają jej resztki w trumnie zamiast moich… Nie zgadzam się. Pani strzela focha – okazuje się, że jest z matką i dzieckiem a ja, taka wredna baba nie ustąpię jej mojego miejsca. Rzuca mi jakieś hasła o tym, że czasem trzeba być człowiekiem (a ja okazałam się być asertywna po raz drugi w moim życiu i całkiem nieźle mi poszło!) i bełkocze po swojemu. W końcu znalazła chętną, ale znów coś jej nie pasowało… Zastanawiałam się dlaczego nie wykupiła sobie miejsca i z jakiej racji mam oddawać swoje przy oknie na rzecz jakiegośtam. Zwłaszcza, że moja rodzina zna numer lotu i siedzenia i jak się rozbiję to chociaż mój pasek będą mieli. Tak, doskonale wiem, że prawie nic by po mnie nie zostało ale strach był tak paraliżujący, że nie byłam w stanie myśleć.

Oglądanie instrukcji przeżycia naprawdę uspokaja!

Sruuuu!!! Auć, moja głowa. Oooo zatkały mi się uszy. O, już nie boli. O kurdeee ja laaaaatam! Aaaa! Lecę. Chmurki takie piękne, wszystko takie małe. Tak wolno się poruszamy jeeeny jak miiiło… Ej, mam brudną szybkę, haloo! Jak to 🙁

Ooo tak łaaadnie. Ojej, mleko dookoła. Coś nie tak? Czy to tylko chmury? Moja rozbujała wyobraźnia robi swoje.

 

Drugie sru. Tym razem lądowanie. Oklaski. Matko, naprawdę ludzie klaszczą w samolocie po wylądowaniu?! Uff, żyję!

Co prawda czułam każdy, nawet najmniejszy ruch samolotu – każde przekrzywienie odnotowywałam całym ciałem i aż mnie przechodziły ciarki, ale nie było tak źle jak mi się wydawało. Tyle nowości dookoła…

 

A z powrotem …

Obyło się bez nieprzyjemności. Mimo że czułam każdą zmianę położenia udało mi się nawet zasnąć 🙂 Lot trwał krócej niż miał, znów miałam miejsce przy oknie i piękne widoki. Obudziłam się dopiero w momencie gdy dotknęliśmy ziemi – aż się przestraszyłam. Tym razem nikt nie klaskał. Muszę jednak przyznać, że niebo przed wylotem nie zapowiadało zbyt przyjemnej podróży. Miałam wrażenie, że będzie tragicznie.

Po chwili jednak poczułam ogromny spokój i po raz kolejny podziwiałam widoki (i zachowanie skrzydła, tak na wszelki wypadek, bo przecież jakby się coś dało to nas uratuję ;P )

Nie ma pierwszeństwa 🙁

Tym razem nie miałam kolejki z pierwszeństwem, ale fakt, że miałam tylko plecak sprawił, że nie został on zakwalifikowany do oddania – mogłam go zabrać do kabiny. Inni dostali naklejki a ich bagaż miał trafić tam, gdzie rejestrowany. Jeden człowieczek robił takie awantury z tego powodu, że załoga ponownie prosiła go o oddanie bagażu a on udawał, że nie rozumie angielskiego… W końcu ktoś mu przemówił do rozumu i farsa się skończyła. Później jechałam z nim autobusem i opowiadał o swoim locie – słowem nie wspomniał o swoim awanturowaniu się 😛

Wniosek? Nie taki diabeł straszny jak go malowałam a wolę mieć krągłe pośladki niż płaskodupie po ponad dobie w autokarze 😛 Może faktycznie to najbezpieczniejszy środek transportu i dam mu szansę?

Jak przeżyć swój pierwszy raz na lotnisku? Jak się przygotować?

Nie wiem, właściwie wszystko jest intuicyjne. Co prawda zawsze lubię mieć plan i wiedzieć co mnie czeka, ale wystarczyło, że powiedziałam że to mój pierwszy raz i pani powiedziała co mam wyłożyć na tackę a czego nie (telefony, czytnik kindle, pendrive’y, karty pamięci – wszystko chciała zobaczyć). Właściwie to jest to trochę jak chodzenie od punktu do punktu  😉

 

Co mogę zabrać w bagażu podręcznym? 

Podobno płyny powinny być w opakowaniach do 100 ml, maksymalnie można przewieźć litr takich płynów a to wszystko zapakowane w foliową zamykaną torebkę. Stres jednak sprawił, że nawet szczotki nie wzięłam a co dopiero zastanawiać się nad płynami 😉
Wiadomo, ubrania, notatki i cała reszta pierdół też miała swoje miejsce. Ryanair oferuje dwa bagaże podręczne – większy do 10 kg i mniejszy rozmiaru toreb które nosimy na co dzień. Oczywiście taka panikara jak ja musiała wziąć najbardziej mikroskopijną torebeczkę świata 😛 A jak panikowałam, że mi się bagaż nie zmieści…

 

Migrena a latanie – jak to jest ?

Podobno migrena nie wyklucza latania. U mnie obyło się bez ekscesów, migrena nie pojawiła się ani przy starcie ani w trakcie lotu ani przy lądowaniu. Co prawda zatykały mi się uszy (i wolałam jak były zatkane bo było ciszej a bałam się, że gdy będę słuchać muzyki nie usłyszę że się rozbijamy :P) ale ogólnie obyło się bez problemów. Polecam wrzucić na telefon/ MP3 ulubioną muzykę na odstresowanie 🙂 Nie ma jednak pewności, że nie dostaniesz migreny. Na wszelki wypadek miałam pod ręką buteleczkę wody mineralnej i tabletki. Na szczęście nie były potrzebne 😉

Tak jak pisałam, rok 2015 jest rokiem zmian. Pierwszy lot samolotem to naprawdę nic strasznego. Ale przeżycie, jak dla takiej panikary jak ja, ogromne! 

Martyna Tadrowska - wulkan energii. Kocha alpaki, uczy hiszpańskiego i przeżywa właśnie kolejną życiową przygodę w Wielkiej Brytanii. W wolnym czasie sama nie wie co ze sobą zrobić bo co chwilę namalowuje jej się coś nowego i ją "nosi".

0 Comments

  1. hard-big-hand
    14 maja 2015

    ech, aż mi się słabo zrobiło jak zobaczyłam fotki z lotu ptaka, ja jeszcze nie leciałam samolotem, boję się lecieć, ale z drugiej strony spędzić 30 h w autokarze – to dla mnie męczarnia i chyba się powoli zaczne oswajać z myślą, że kiedyś polecę.

    Odpowiedz
  2. magnolie
    14 maja 2015

    Z każdym kolejnym razem będzie już tylko lepiej! 😉

    Odpowiedz
  3. Koharu
    14 maja 2015

    Pierwszy raz leciałam samolotem jak miałam 9 lat (czyli już 14 lat temu, hoho!). Zupełnie nie pamiętam, jak to wtedy przeżywałam. Przed wejściem na pokład zawsze mówię sobie, że "złego licho nie weźmie" (o sobie samej :D). Już jakieś 24 nie wzięło 😉 W przyszłym roku planujemy z narzeczonym lecieć do Japonii i tak długim lotem już się nie pokoję (ale z drugiej strony samoloty latające na takich trasach są wygodniejsze). Pozdrawiam 🙂

    Odpowiedz
  4. Anonimowy
    14 maja 2015

    Nie ma to jak trafic na nadgorliwca przy odprawie. Po co wyciagac telefon czy pendrive? Czemu to ma wg niej sluzyc? Zwykle jedyne co to laptop trzeba pokazac, o ile sie go ma.

    Odpowiedz
  5. iTysia
    14 maja 2015

    Nie mam pojęcia, musiałabym zapytać osoby która mnie odprawiała 😛

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *