Poniedziałkowa piątka 2015 #6

Ostatnio mam istne urwanie głowy, terminy gonią, dni mijają jeden za drugim a ja ledwo nadążam. Powoli też układam wszystko tak, jak być powinno.


W minionym tygodniu zrobiłam dość mało zdjęć, głównie starałam się nadrobić zaległości i porządnie wyspać :)

* przegrałam walkę z katarem i nie wiem czym jeszcze, ale to już w sumie nieważne. Dostałam antybiotyk, który ze wzgędu na święta wzięłam (kto by chciał zarazić dzieciaki albo siedzieć sam w domu?) a zdjęcie tego badziewia wrzuciłam na facebooka 


* mój storczyk wypuścił kolejny listek i nadal kwitnie :)


* miałam okazję pozwiedzać Bydgoszcz wieczorem


(to zdjęcie chyba już widzieliście na instagramie  )
  
i za dnia :)




* kto zgadnie co piłam? :P 



Nutka na ten tydzień to: 



 Jeśli chodzi o święta - już prawie po świętach, jak u Was, jak minął tydzień? :)

Dużo na głowie #3

Czas na podsumowanie żywota moich włosów. Kłaczki mają się nieźle, odwiedziły kilka razy fryzjera i dalej rosną w tylko sobie znany, niezmącony sposób.



W poprzednich edycjach dużo na głowie pokazywałam Wam moje eksperymenty z włosami  które zostały niegdyś potraktowane farbą ombre, jednak widzieliście też wersję sprzed nałożenia paćki. 
Zdjęcia mojej łepetyny na instagramie (szczególnie to na którym widać cięcie) także doczekały się komplementów - dziękuję :) 


Włosy, w zależności od światła wyglądają jak im się podoba. Czasem idealnie widać cięcie a czasem zlewają się ze sobą bo taki mają kaprys:


 nie traktuję ich suszarką (chyba że naprawdę muszę), lokówki i prostownicy też już długo nie widziały - robią co chcą. 



Jeśli chodzi o ombre to ewidentnie widać, że robiłam je sama, czekam na słońce, by mi wyrównało kolor ;) Zaryzykowałabym poprawienie go, ale znów coś sknocę :)  


Chciałam co prawda ściąć włosy w diabły, zwłaszcza, że (od dłuższego czasu!) straaaaaaasznie podoba mi się ta fryzura: 


ale domyślam się, że nie będzie to wyglądało zbyt korzystnie na mojej głowie. Nie pozostaje mi zatem nic innego jak oddać się w ręce natury ;) 

Nie wiem czy moje "zabiegi" można nazwać pielęgnacją włosów - chyba nie wiem jak pielęgnować włosy, mam wrażenie, że jest to robota na cały etat ;) 

Póki co:
* kilka razy użyłam nafty (stanowczo za mało by mówić o efektach)
* próbuję nowych olejków (zwykle po myciu je wcieram w końcówki)
ostatnio pisałam o tym 
* czasem używam odżywek do spłukiwania, czasem machnę sobie maskę,
w planach mam używanie odżywki bez spłukiwania
* nadal szukam idealnego szamponu -
 skusiłam się na te kolorowe, ładnie pachnące i teraz staram się je zużyć 

i oczywiście "od jutra zacznę o siebie dbać"... 

Tak  w telegraficznym skrócie wyglądają moje włosy i ich ciężki żywot (o wiele lepiej prezentują się  z przodu niż z tyłu), jak u Was?