Poniedziałkowa piątka 2015 #5

Ostatnia marcowa poniedziałkowa piątka przed Wami. Tym razem na telefonie nie było zbyt wiele zdjęć, więc i wybór nie był trudny ;)



Praca wre, ale idzie mi jak przysłowiowa "krew z nosa" (na moje to po prostu się czołga) i już powoli zaczynam mieć pełno wątpliwości - napiszę czy nie? Obronię się czy rzucę wszystko teraz? A może za tydzień? A może mnie wywalą? A może obleją? A może... i tak cały czas, ogólnie - robię bajzel wokół, piję mnóstwo kawy i wpieprzam słodycze jak gruby dzieciak z podwórka.

Jak widać w trakcie twórczości zerwałam naklejki z laptopa - szukam nowych :P

W ramach napadu smutku i kompulsji smakowało mi prawie wszystko :D  
Dorwałam klasyk czekoladowego gatunku: 


był też akcent świąteczny: 


i mnóstwo kalorii też było  (łazanki już pewnie widzieliście na insta) :)

i serial się skończył, szukam kolejnych, znacie jakieś? 


Spróbowałam:
* piwo ciemne petrus prosto z Lidla :)
w smaku takie sobie, nie polecam
*Delecta łatwe ciacho karmelowe z mikrofalówki (tak! ja! szczyt lenistwa! i co z tego? :P )



Nie było takie złe, nawet ładnie wyglądało a zapach - obłędny :)

*BA! żurawina i pomarańcza 


i nie lubię, o wiele lepsza jest opcja orzechowa! 



Odkopałam płytę sprzed 10 lat, ale była tak porysowana, że tylko kilka kawałków dało radę odtworzyć. Powód odkopania? Na zajęciach w piątek nam się przypomniały hity z lat nastoletnich (i wypomniano mi mój wiek) :P 



Nutka na ten tydzień (która utrzymuje mnie przy życiu): 




Przypominam - uważajcie na maile "z mbanku", pisałam o tym na facebooku

Jak Wam minął tydzień? Macie już zebraną energię na nadchodzące dni? 

Poniedziałkowa piątka 2015 #4


Kolejny poniedziałek, czyli podsumowuję miniony tydzień i ładuję akumulator na następne dni pełne wrażeń :)


Tym razem: 

* odkryłam nową knajpę o której Wam pisałam tutaj 

* po raz kolejny dałam się wyciągnąć do Beyrouth'a ;) 



spróbowałam : 

*lodów o smaku masła orzechowego, przy których te ciasteczkowe po prostu się chowają ;) 
Gelatelli master of taste pretty peanut butter - moje ulubione amerykańskie lody z Lidla! 





*czekolady z króliczkami! już ją pewnie widzieliście na instagramie, ale środka jeszcze nie pokazałam ;) 



*naleśniczków w Manekinie (i nadal go nie lubię)


* nowego radlera - Radler Tyskie :) 


* zrobić koktajle szpinakowe rodem z sokowirowni: 




bezskutecznie, ale kisiel jabłkowy zawsze wychodzi idealnie :)


Zachwycałam się bydgoską przyrodą: 





i odkryłam nowy placyk zabaw :)

przy okazji gdzieś po drodze machnęłam sobie rowerowe selfie ;)


Miałam też chwilę na podziwianie jaka ta moja Bydgoszcz jest piękna! :)



a o ten kanarkowy budynek szarpano się długo i namiętnie :P 

* znalazłam przecenione kalendarze z rysunkami do kolorowania, śliczne, ale po co mi piąty kalendarz na ten rok?!



Miałam fazę na szpinak: 




i piłam herbatkę z nowego kubeczka, który jak widać jest bardzo fotogeniczny (i teraz jest dylemat, bo kubki są cztery i biją się w szafce o to, z którego co będę pić- istna jazda!)


*a no i skończyłam praktyki ciągłe, czyli zostały mi już tylko całoroczne ;)

Nutka na ten tydzień to jednak (wbrew zapowiedziom z facebooka):




Jak Wam minął tydzień? Macie już plany i energię na kolejny? 


iTysia na rurze - pole dance dla zielonych

Pole dance w sieci, na plakatach, w telewizji - wszędzie! Chcę spróbować ale nikt nie chce iść ze mną, patrzą jak na czubka, pukają się w głowy. Przeczekuję, przecież sama nie pójdę, może moje zainteresowanie minie. Mija, owszem, ale ... czas.



Nie wiem ile dokładnie, ponad 1,5 roku na pewno, pewnie już bliżej dwóch lat gdy w końcu znajduję w sobie odwagę i dzwonię, by umówić się na pierwsze spotkanie. Jest poniedziałek, pani po drugiej stronie zaprasza mnie na wtorek. Otwieram kalendarz i pytam na który (przecież muszę zaplanować!), jednak to już jutro i mam wziąć krótkie spodenki i sportowe buty na zmianę.


Idę. Od czasu półmaratonu naprawdę padła mi kondycja, moje ćwiczeniowe zrywy to za mało, by dać radę. Po którymś spotkaniu doceniam to, że przyszłam na salę sama. Co prawda nadal gdzieś z tyłu głowy pojawia się "ta po lewej jest lepsza", "ta z prawej szybciej załapała", ale nikt znajomy mnie nie widzi, robię swoje i zaczynam odczuwać satysfakcję, że już robię coś, czego jeszcze niedawno bym nie zrobiła.




Tak, pracujesz z własnym ciałem, jeśli masz go trochę więcej - musisz mieć więcej siły, by je podnieść. Ale to, że ktoś jest szczupły nie oznacza wcale, że ma silniejsze ręce. Wszystko wymaga czasu, o czym nasza trenerka przypomina nam na każdym kroku. Powoli odpuszczam, uczę się na nowo słuchać mojego ciała. Tym razem nie chodzi o wytrzymanie 20 kilometrów, ale o utrzymanie mojego ciała w odpowiedni sposób.

Siniaki pojawiają się i znikają, te na stopach zdają się być bardziej fotogeniczne niż na udach i kolanach. Powoli wyglądam jak "powstaniec palestyński" ale z każdymi zajęciami jest mi łatwiej...



Uda się, na pewno! Moja lewa strona dalej stroi fochy, nie jestem w stanie utrzymać się na lewej ręce przy niektórych figurach. Przy wchodzeniu na rurę lewa stopa jest poobijana jak śliwka. Trudno, robię swoje, przecież jeszcze niedawno nie pomyślałam o tym, że mogłabym wejść na prawej nodze a to robię :)

Rodzina dziwnie reaguje na wieść o moim nowym hobby - jedni się śmieją, inni pytają czy tak źle z moimi finansami. Babcia mówi, że widziała Berenikę i fajnie, że mam takie hobby ale w którym klubie tańczę, może w Savoy'u ? Mają tam rurki do pokazów?  Nikt by chyba sam nie wpadł na to, że bawię się w połamańca na sali gimnastycznej ;)


Chodziłam miesiąc. Miałam śliczne siniaki, które Wam pokazałam na insta i  już nawet wchodziłam na rurę. Tak, to chyba ten sport. Niestety, teraz muszę przerwać na jakiś czas (byle nie na długo, skoro w końcu się przełamałam i jakoś to szło) a w moim życiu szykują się zmiany, do których i ja się powoli przygotowuję. Jednak z mojej listy nowości do spróbowania  pole dance już spróbowany i polubiony ;)

A Wy? Próbowałyście? Co myślicie o pole dance?

Spiżarnia Bydgoszcz

Szukając miejsca na śniadanie w Bydgoszczy przejrzałam kilka stron internetowych, jednak nic nie rzuciło mi się w oczy. Zapytanie na facebooku podało odpowiedź - Spiżarnia. 



 Spiżarnia to nowa restauracja przy Zbożowym Rynku. Istnieje dopiero dwa miesiące, chociaż już wcześniej bydgoszczanie mieli okazję poznać smak serwowanych przez nią dań w formie cateringu.






Zachowałam wizytówkę, bo namiary na kameralną salkę dla gości lub na catering do 200 osób z namiotami i innymi bajerami w Bydgoszczy może się kiedyś przydać ;)


Miejsce jest nowe, czyste, schludne i naprawdę przyjemne dla oka (szczególnie wpadł mi w oko żyrandol :P )

Ósma rano to raczej nie pora na szlajanie się po knajpach, ale właśnie mam lukę w swoim harmonogramie i czas na śniadanie.


Okazuje się, że w Spiżarni za niecałą dychę najem się do syta. Oglądam budynek z zewnątrz. W dni powszednie restauracja jest czynna już od 7:00, w weekend od 10:00.


 Nieśmiało wchodzę. Jestem jedynym gościem, kelner jest wyjątkowo miły i chętnie udziela odpowiedzi na każde pytanie. Jest gadułą, bardzo miły człowiek, taki radosny, uczynny, aż miło.  Czuję się tu przyjemnie i naprawdę mogę zostać aż do obiadu ;) Taka miła odmiana po zeszłym weekendzie, jednak bydgoska gastronomia ma to coś.


Zamawiam zestaw śniadaniowy - omlet z pieczarkami, warzywka i tosty. Mleko do kawy jest ciepłe i mogę sobie nalać go tyle ile chcę (nie wszędzie mam ten komfort) ;)  Mniaaam! Aż się muszę pochwalić na facebooku nowym miejscem w mojej Bydgoszczy!



W karcie moją uwagę przykuwa ciasto czekoladowe. Może to nie pora, ale co mi tam, proszę miłego pana o to czekoladowe cudo (jak się okazuje ma lekko pomarańczowy posmak) i kolejną kawę. Odpływam...


Dzisiaj, z okazji Pierwszego Dnia Wiosny możecie spróbować domowego ciasta czekoladowego (z domowym sosem czekoladowym!) lub jakiegokolwiek deseru 50% taniej. Naprawdę warto, jedzenie smaczne, tanie i nawet mój delikatny żołądek nie miał zastrzeżeń :) A! W niedziele mają tu zestawy obiadowe za niecałe 20 złotych, a dzieciaki do lat 4 jedzą rosołek z makaronem albo frytki za darmo :)


A to wszystko w ramach realizacji mojego założenia Rozpieszczam się sama :) Dlaczego do knajpy mam chodzić z kimś, skoro mogę sama? Co jakiś czas mi się należy ;)



PS Nie jest to post sponsorowany, co jakiś czas w samotności wybiorę się w polecane w Bydgoszczy miejsca i dam Wam znać co i jak. Póki co jestem pod wrażeniem :)