Moje torty, czyli robienie tortu dla zielonych :)

Nigdy nie przypuszczałam, że jestem w stanie zrobić tort. Gdyby kilka lat temu ktoś powiedział mi, że zrobię kilka tortów i każdy zostanie spałaszowany w mgnieniu oka - nie przestałabym się śmiać. A jednak...




Chciałam kiedyś spróbować i zrobić tort dla kogoś z rodziny, ale nie miałam doświadczenia więc: "wiesz Tysiu, tort zrobi ciocia Jadzia, bo już tyle robiła a ty nie umiesz". No ok, minęło trochę czasu, zaczęłam bawić się w cukiernika :) wychodziło chyba nieźle :)

Szybko nauczyłam się, że wygląd nie jest aż tak ważny jak mi się na początku wydawało. Torty z cukierni są piękne a czegoś im w smaku brakuje... I ten uśmiech na twarzach bliskich :) Warto!


Pełne poświęcenie - zrobiłam świnki z masy cukrowej! Taplały się w karmelowym błotku :P










A to moje torty urodzinowe z czekoladowymi różyczkami :)




Każdy z nich szybko znikał ze stołu, większość była mniej słodka niż maślane i delikatniejsza.

Mój pierwszy w życiu tort zrobiłam na gotowym biszkopcie. To było zabójstwo, choć wszyscy wybaczyli. Nic nie równa się biszkoptom domowej roboty. Naprawdę warto poświęcić tę godzinę :)

Przepis na biszkopt możecie znaleźć na kotlet.tv, krok po kroku wszystko wyjaśnione. Potem nadejdzie czas na Wasze zmiany i tak dorobicie się przepisu idealnego :) Możecie też dodać barwnika spożywczego by spody wyszły kolorowe :)

 Krem zwykle robię z mascarpone lub serków waniliowych, chyba że chcę jakichś udziwnień - wtedy bywa różnie.


Nie chcę nic sugerować, ale jeśli macie sesję a w domu już czysto, to kto Wam zabroni robić pierwsze torty ? :)

Ocenianie a nauka języka

Ostatnio coraz częściej myślę o ocenianiu. Nie tylko przez pryzmat tego, jak ja byłam i jestem oceniana (i dość często demotywowana), bardziej interesuje mnie jak ocenić uczniów i ich nie zniechęcić. 


Nauka języka nie należy do zadań łatwych. Dodatkowo w szkole zmieniłabym bardzo wiele rzeczy. Zastanawiam się dlaczego niektórym nie zależy na ocenach i jak osiągnąć taką postawę. Mi zależało i to bardzo. Co z tego mam? Nie wiem, chyba nic. Za to bardzo łatwo mnie zniechęcić. Możliwe, że chociaż raz usłyszeliście coś w stylu :

Bardzo ładnie, siadaj, dwa.
Znów napisałaś na kolanie! Twoja praca jest beznadziejna.
Jesteś antytalenciem, nigdy nie nauczysz się języka.
Nie zależy ci na ocenie, nie starasz się.

Jeśli nie - mieliście niesamowite szczęście. Właściwie to jest tak wiele rzeczy, które drażnią mnie w ocenianiu, że nie wiem od czego zacząć. Podobno oceny nie są obiektywnym odzwierciedleniem wiedzy, lecz subiektywną opinią nauczyciela. Wiadomo też, że są pytania, na które odpowiedzieć jest nam bardzo łatwo i takie, na które nie odpowiemy nigdy i już. O tym, że bardzo wiele czynników ma na nas wpływ w momencie bycia ocenianym (pisania testów, odpowiadania etc) nie muszę chyba pisać :)

1. Porównywanie
Henia napisała najlepiej, bierzcie z niej przykład. Miecia zawsze jest nauczona i ma wszystko zrobione, a ty to leń jesteś i tyle. Raz - każdy z nas jest inny, wyjątkowy i naprawdę wartościowy a  takie porównywanie potrafi często mocno podciąć skrzydła. Dwa- nie ma dwóch takich samych sytuacji. Nigdy nie wiemy czy jakiś uczeń nie musi pracować czy bardzo dużo pomagać w domu i po prostu nie ma możliwości nauczyć się tak jak ktoś, kto tych obowiązków nie ma. Trzy - są osoby, które łatwiej zapamiętują np. słówka, lecz mają problemy z gramatyką i odwrotnie. Nikt nie jest cyborgiem! Za to każdy potrzebuje wsparcia. Nigdy nie wiemy, czy to wsparcie uczeń ma w swoim domu. Jak to skwitowała pani Żylińska
od mierzenia jeszcze nikt nie urósł za to wielu straciło motywację. 


2. Omawianie nie moich błędów na forum grupy
Rozumiem, że omawianie błędu ma na celu uniknięcie go przez grupę, OK. Fakt, że mamy za mało czasu, by z każdym uczniem omówić jego błędy - też potrafię pojąć. Jednak niesamowicie nudzę się gdy omawiane są błędy, których nigdy nie popełniłam, za to te, które się u mnie pojawiają są kwitowane milczeniem.

3. Niepoprawianie błędów
Jedną z technik stosowanych w nauczaniu jest podkreślenie błędu po to, by uczeń sam doszedł do prawidłowej odpowiedzi. O ile jest to jakaś literówka - dla mnie spoko, znajdę błąd, poprawię, zapamiętam. Gorzej gdy dostaję kartkę z podkreślonymi słowami i teraz w mojej głowie pojawiają się setki pytań: źle użyłam słowa/ czasownika? źle odmieniłam? tryb nie ten? kontekst? literówka? zaimek? Za dużo niewiadomych, kartkę odkładam, zapominam o sprawie. Czuję się debilem, przecież Henia tak ładnie napisała a ja na kolanie... I nieważne, że tym razem pracowałam ze słownikami i siedziałam nad tym czymś x czasu. Jestem beznadziejna, beznadziejna... cyk, ciastko na pocieszenie a dupka rośnie... I znów myśl - albo muszę popracować nad samooceną albo faktycznie jestem beznadziejna. Jak przestać się przejmować?!

 4. Demotywowanie 
Ilu ludzi tyle powodów. Każdego może demotywować coś innego. Takie przykładowe, które wyrywają skrzydła w stylu: Bo ty zawsze tak byle jak piszesz, masz brzydkie pismo. Bo ty nigdy nie dostałaś szóstki a Henia ma same szóstki.
Zmienianie zasad. Była kiedyś umowa, że jeśli ktoś nie dostanie piątek z kolokwiów nie będzie miał piątki na zaliczeniu ćwiczeń. Ok. Zaliczyłam wszystko, wychodzi jakaś tam ocena, o wyższej czy dopytaniu mowy nie ma, bo nie. Za to osoby, które nie zaliczyły w pierwszym terminie mają nagle piątkę na koniec bo tak. Ale wiemy nie od dziś, że są równi i równiejsi. A że by się chciało być równiejszym... cóż, życie :) I tu znów pojawia się pytanie - po co się tym przejmuję!? co to zmienia?! Zastanawiam się nad sensem oceniania z jakim miałam do czynienia przez ostatnie ileśtam lat swojej edukacji. Jaki ma sens? Czemu służy? Dlaczego mierzy się całe klasy zamiast dać uczniowi informację zwrotną? Jak wielu uczniów zgnojono (niekiedy świadomie!) na tyle, że uwierzyli, że są tacy śmiacy i owacy i porzucili matmę czy angielski?



Wiadomo, że każdy chciałby być najlepszy. Wypadać na tle innych bardzo dobrze. Błyszczeć. Gorzej, gdy ktoś, kto za to tło robi zniechęci się. Często jest też tak, że "słaby uczeń" nabiera niechęci nie tylko do nauczyciela, lecz także do przedmiotu. Jeśli już jesteśmy porównywani to bądźmy -z jednym zastrzeżeniem. Bądźmy porównywani do siebie. Chciałabym wiedzieć jaki zrobiłam postęp (czy w ogóle), co sprawia mi trudności (to, co jest trudne dla MNIE, co JA mogę poprawić),lecz także podkreślić to, co było dobrze (może niekoniecznie pół pracy podkreślać zakreślaczem, bo przy tak dużej ilości prac do sprawdzenia byłoby to niewykonalne, ale ustne docenienie też jest bardzo ważne dla ucznia), jako uczeń chcę wiedzieć jak naprawić błąd, na czym polegał. Błąd świadczy o tym, że zachodzi proces uczenia się. I tego się trzymam. Chciałabym być sprawiedliwa. Ale jak to ktoś mądry stwierdził
sprawiedliwość znajdziesz w słowniku pod literą S. 

Wrażenia po szkoleniu Kapelusze Lektora

Sobota. Idealny dzień na szkolenie. Niestraszna była mi wilgoć ani brak słońca, pełna zapału ruszyłam na spotkanie z wiedzą! Dokąd? Na szkolenie Kapelusze Lektora o których pisałam Wam tutaj 



Właściwie to nie wiem od czego zacząć. Zgodnie z moją zasadą "szukam plusów" nie powinnam się pochylać nad minusami. Ale muszę. Nie bolał mnie brak jednej prelegentki (nie napalałam się za bardzo), bolało mnie za to podejście osoby prowadzącej pierwszą i ostatnią sesję. Nie mam tu na myśli spóźnienia czy rozwleczenia wszystkiego w czasie, przez co cały harmonogram można było wyrzucić. Raziła mnie niechlujność. Literówki, błędy ortograficzne, nawet błąd w nazwie miejscowości w prezentacji, porozjeżdżane slajdy, brak zorganizowania. Próby "uczenia" nas języka suahili (niby że jambo to cześć? sprawdziłam pisownię wpisując hello, nawet anglojęzyczni nie wymawiają tego jako jambo, lecz prawie tak, jak się pisze poprawnie jeśli wierzyć zasobom internetowym), nie znam tego języka, więc się nie wypowiem, nie zaryzykowałabym prób uczenia języka o którym nie mam pojęcia. Przy  omawianiu krótkiego tekstu po hiszpańsku dostałam zawału. Umówmy się, specem nie jestem, każdy może robić błędy, ale skoro to kolejne szkolenie z tej serii to chyba wypadałoby poprawić? Zwłaszcza, że na zwrócenie uwagi odpowiedź była "wiem"... Wiecie co było gorsze? Nie tylko ja miałam negatywne odczucia związane z panem prowadzącym.


Na minus - dwie sesje, pierwsza i ostatnia. Nie będę już komentować faktu pt. "wypełnij ankietę to dostaniesz materiały za które zapłaciłeś opłacając szkolenie". Przechodzę do plusów.

A plusów! O jaaa! Od groma! Największy to pani Edyta Madej. Nie będę ukrywać, że na Kapelusze poszłam głównie ze względu na nią. Nie pomyliłam się. Pomijając kwestie osobowościowe, charyzmę i świetne usposobienie- ta pani wie, co robi. Pokazała nam mnemotechniki w praktyce, podała namiar do siebie i zgodziła się mi pomóc w doborze bibliografii do mojej pracy :) Same radości! Ale to nie koniec! Uczyłam się rysować, o czym wiecie już pewnie z instagrama. Jeśli myślicie, że skończyłam - niespodzianka!


Miałam niesamowitą okazję poznać ludzi z naszej facebookowej grupy, poznać na żywo Adę, która jest jeszcze ciekawszą osobą niż myślałam (biedna była na mnie skazana przy pracy w grupach, ale wydaje mi się, że nadajemy na tych samych falach), wypiłyśmy kawę i zjadłyśmy ciacho w naszym zmniejszonym, czteroosobowym, babskim gronie i tyle :)

Szkolenie na plus. Warto było za nie zapłacić, zwłaszcza, że udało nam się zebrać i mieliśmy zniżkę. Zapłaciłam. Za środkową sesję i niezapomniane wrażenia. Pozytywne oczywiście! :) Muszę poszukać kolejnych szkoleń z panią Madej lub jakichś pokrewnych. Czuję intelektualny głód :)



Wychodzi na to, że po okresie stagnacji szkoleniowej zaczyna się sporo dziać. Już mam na oku kolejne wydarzenia, które powinny mi pomóc się rozwinąć ;)
Jeśli wiecie o jakichś konferencjach, szkoleniach, warsztatach- dajcie znać, interesuje mnie prawie wszystko :)

Jak nauczyć się języka obcego?

Zastanawialiście się jak efektywnie uczyć się języka obcego? Chcielibyście komunikatywnie znać angielski czy francuski, ale nie wiecie jak tego dokonać? A może utknęliście na jakimś poziomie nauki i nie macie pojęcia jak ruszyć dalej? 

Nie oszukujmy się - cudów nie ma. Rok nauki w tydzień to tylko w trakcie sesji i na pewno nie z języka ;) Aby komunikować się w języku obcym na poziomie ja być Tysia i chcieć kawę wystarczy znać słówka, nie jest to raczej wielka filozofia. Jednak uzyskanie płynności językowej wymaga wiele czasu i nakładu pracy. 

Na pewno nie szukacie tutaj cudownego środka, cudownej pigułki, której połknięcie sprawi, że nagle opanujecie węgierski na poziomie C2. Możecie znaleźć motywację, by móc iść dalej i zdobywać wiedzę przez zabawę. 

Nie uważam się za eksperta, ale 

Strasznie się cieszę, że poproszono mnie o udział w tym projekcie. Mam nadzieję, że doda to motywacji nie tylko mi, ale również Wam. 

Porady i wywiady innych osób, które nie spoczywają na laurach i dążą do językowej perfekcji znajdziecie tutaj wraz z listą współautorów:  



Jeśli interesuje Was format pdf klikajcie tutaj


Mam nadzieję, że złapiemy językowy wiatr w żagle i razem popłyniemy daleeeekooo! 
Powodzenia i miłego czytania ;) 


Jak wrócić do pracy po wolnym?

Jeśli jesteś jedną z tych szczęśliwych osób, które miały trzy tygodnie wolnego i nie wiesz jak jutro wrócić do rzeczywistości- witaj w klubie. Nie masz pomysłu jak ogarnąć wszystko dookoła a na samą myśl o zalewie obowiązków robi Ci się słabo? 



Też tak mam. Minione dni wykorzystałam na zwiedzanie kraju, czytanie książek, oglądanie filmów i odpoczywaniu. Chodziłam na spacery, spałam, jadłam, słowem - ładowanie akumulatorów pełną gębą i tak mamy już styczeń a jutro muszę wrócić do rzeczywistości po świętach. Nie mam pojęcia jak. Mogę to zrobić na dwa sposoby:


1. Przejąć się wszystkim i zacząć panikować. 

Aaaaa nic nie zrobiłam! W domu bałagan, nie mam obiadu, projekty czekają, grama leży, koszule niewyprasowane, tu dopisz co Cię trapi, aaaa tragedia i masakra! I zaczynasz biegać po domu sprzątając co się da, włączasz pralkę, lewą ręką jesz śniadanie, prawą mieszasz zupę a stopą ugniatasz bigos na obiad. Brzmi znajomo? Możesz dać się ponieść tej wizji i podnieść pupę sprzed ekranu i zacząć panikować i nadrabiać zaległości, możesz też najpierw się rozpłakać albo pomarudzić (może coś to da), możesz też

2. Olać wszystko.
Tu jednak istnieje ryzyko, że jesteś podobna do mnie i źle się czujesz z olewaniem czegokolwiek ;) Wyrzuty sumienia będą zżerać Cię kawałek po kawałku aż w końcu wymiękniesz. Chyba, że postanowienie noworoczne mówi, by olać, ale podejście nie zmienia się ot tak i na pewno nie będziesz zadowolona z tego rozwiązania. Jeśli możesz wszystko olać i nie szkodzi Ci to w żaden sposób wiedz jedno - zazdroszczę podejścia, też tak chcę! Olałam na chwilę a teraz się zastanawiam co zrobić.



Najlepszym wyjściem jest chyba

Zacząć działać z głową akceptując swoje zaległości

Przecież miałam tyle zrobić! Przecież zabrałam wszystko na wyjazd a tak mało zrobiłam! Spokojnie. Nawet jeśli nie zrobiłaś nic - masz do tego prawo. Miałaś wolne! Czasem trzeba odpocząć. Ten tydzień i tak nie będzie tak intensywny - w teorii ma tylko trzy dni robocze. Zrób listę wszystkich obowiązków, które miałaś wykonać (chronologicznie) i zacznij powoli wdrażać się w rytm dnia. Włącz sobie muzykę, która Cię pozytywnie nastroi. Może znienawidzony przez wielu kawałek Iglesiasa?


W międzyczasie ogarnij swoje otoczenie, wypij dobrą kawę/ herbatę czy cokolwiek lubisz, zjedz coś smacznego, słowem: naładuj się pozytywną energią. Masz jeszcze sporo czasu. Jeśli masz możliwość - nie zarywaj nocy. Po co? Będziesz padnięta, jeszcze głowa rozboli i już w ogóle klops ;) Pocieszę Cię. Logicznie rzecz biorąc jeśli zrobisz dziś to, co musisz mieć gotowe na jutro a jutro to, co na pojutrze wszystko ogarniesz do terminu a w weekend (jak sił starczy) nadrobisz wszystko. No chyba, że sił nie starczy albo dopadnie Cię impreza albo inne formy odpoczynku. A gdy tak się stanie? Nie pozostanie Ci nic innego jak przeczytać jeszcze raz ten tekst :) Nauczmy się odpuszczać, odpoczywać, nie musimy być perfekcyjne ;)

A i nie zapominaj o uśmiechu! Trochę pozytywnych hormonów zawsze się przyda, powodzenia!


2014- jaki był?

Kolejny rok za nami. Wielu z Was robi podsumowania i tworzy postanowienia i plany na kolejny rok. U mnie każdy rok zasługuje na rozliczenie. Nie chcę jednak za ileśtam lat poczytać jakie to żale mi się przytrafiały. Chcę zapamiętać tylko dobre momenty. 


W minionym roku:


#1 stworzyłam swój własny organizer - jest idealny, choć na pewno będą kolejne, lepsze edycje ;) klik

#2 uczyłam się tworzyć cuda z balonów




#3 pisałam Wam o wolontariacie, w którym nadal działam i nadal Was zachęcam do uczestnictwa!

#4 Doceniałam co mam i wpadłam na to za co podziwiamy niepełnosprawnych


#5 Zrealizowałam kolejny projekt językowy o którym pisałam Wam milion razy klik a było to jakoś prawie że zaraz po tym, jak skończyłam pierwszy kierunek studiów. I to chyba było najważniejsze wydarzenie w moim "naukowym" życiu ;) A i próbowałam swoich sił jako lektorka języka hiszpańskiego, ale o tym napiszę więcej trochę później.


#6 Odszczekałam, czyli jak stałam się chamem - w tym roku zamierzam robić to częściej, by nikt już mi nie wchodził na głowę



#7 Wymyśliłam 10 jaków 

Chociaż mogą być i pingwiny ;)


#8  Wydłutowałam zęby mądrości  i podzieliłam się z Wami odpowiedzią na pytanie czy wyrywać ósemki 

#9 zrealizowałam projekt Mała Ojczyzna- wspólna sprawa 




Poza tym wyżywałam się kulinarnie i robiłam mnóstwo innych ciekawych "cosiów" ;) Ogólnie działo się strasznie dużo, aż ciężko wybrać!


Jeśli chodzi o to, co Was interesowało w minionym roku, to największym zainteresowaniem cieszyła się poniedziałkowa piątka, przez co zaczynam się mocno zastanawiać czy do niej nie wrócić/ nie zastąpić jej czymś podobnym.



Poza tym szukaliście u mnie inspiracji do nauki języków obcych. W szlifowaniu języka dla leniwych szczególne zainteresowanie wzbudził Memrise czy  seriale hiszpańskie (gdybyście chcieli zobaczyć przegląd seriali angielskich znajdziecie je tutaj).  Szukaliście również materiałów do nauki języków obcych. Przy okazji przypominam o courserze - z pewnością znajdziecie tam coś dla siebie (w międzyczasie zdążyłam zapisać się tam na kolejny kurs).  Trochę mało było ostatnio postów tego typu - do nadrobienia!


Cykl Tysia tropi również zagości na dłużej na blogu - widać, że też lubicie tropić literówki i inspiracje ;)


Ogromnym zaskoczeniem jest jednak dla mnie zainteresowanie, którym cieszyły się moje posty kosmetyczne. Jestem laikiem, więc nie sądziłam, że moje zdanie może kogoś zainteresować ;) Kosmetyczny piątek również zostaje ;)


Poza tym interesował Was mój ateizm, ładowanie akumulatorów, sprawdzaliście czy można umrzeć od otwartego okna (wciąż pojawia się pytanie czy otwieranie okien szkodzi - tak, szkodzi, świeże powietrze zabija!), chcieliście wiedzieć jak pokochać swoje ciało oraz jak odnaleźć w sobie dziecko. Natrafialiście na inspiracje kulinarne i po trochu interesowaliście się także... mną! :)



Mam nadzieję, że rok 2015 będzie pozytywny, pełen  wyzwań, które sama sobie postawię (oby jak najmniej było tych postawionych przez złośliwy los) a na mojej drodze nadal będą stawiane tak pozytywne osoby jak do tej pory :) Wam i sobie życzę, by ten rok był wyjątkowo udany i radosny!