Idzie Tysia do lekarza...

Przyznaję się bez bicia - niekiedy ciśnienie wpływa baaardzo mocno na moją przyjaciółkę migrenę. Da się to jednak przeżyć i staram się ogólnie nie narzekać. Ale gdy moje zdrowie zdeka podupadło i nie dało rady mnie wcisnąć do lekarza musiałam pocierpieć w domu. 



Na tym historia niestety się nie kończy. Choroba oznacza potrzebę odebrania zwolnienia. Podreptałam do lekarza. Pogoda piękna, typowa polska jesień, ciepło, słonecznie, cudownie. Żyć nie umierać :) I słyszę narzekanie jaka to pogoda nie taka, służba zdrowia siaka i ludzie śmacy. A do tego jeszcze pretensje do mnie bo jak śmiem być chora w tak młodym wieku, jak śmiem się uśmiechać i jak śmiem pytać kto ostatni i nie dosłyszeć odpowiedzi wypowiedzianej pod nosem. Im dłużej siedziałam na korytarzu tym bardziej nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. Wychodzi na to, że narzekanie to naprawdę cecha narodowa a osoby z nią walczące to mała garstka społeczeństwa. Co gorsza nie wszystkim możemy powiedzieć "nie narzekaj".  A szkoda.


Ale narzekanie to jeszcze nie jest sedno dzisiejszego wpisu. Jak wspomniałam pogoda piękna, wracam do zdrowia, zahaczam po drodze o Biedronkę i załadowana jak typowa matka Polka czekam na przystanku. Uśmiecham się do siebie, telefonu, życia, świata, ludzi i robię porządek w torbie, wyrzucam torebkę od herbaty z kubka, ogólnie jak to ja - pełnia energii (czyli już jest dobrze! :P ) I nagle jakaś kobieta z pretensją ode mnie odchodzi i ma do mnie pretensje, że się ruszam. Wielkie WTF na mojej twarzy, ludzie na przystanku też nie wiedzą o co chodzi a babka do mnie z mordą, że ja się ruszam i ona nie widzi czy autobus jedzie. A jak już wspomniałam, asertywność muszę ćwiczyć, więc mówię kobiecie, że się nie ma denerwować, bo nic jej nie zrobiłam. Na co ona oczywiście, że jak będzie chciała to się będzie denerwować blablabla. No spoko, ludzie na przystanku komentują między sobą "ta to ma życiowy problem", ja jej odpowiadam, że mi psuje dzień  a ona po chwili do mnie, że przeprasza, że może zbyt gwałtownie zareagowała. Ale w ogóle co się stało? Nie rozumiem. A może w sumie ja trochę narzekam.



Wiem jednak, że przyciągam dziwnych ludzi. Może to ten wielki uśmiech na twarzy? Nie jestem typową Polką. Mam jedno życie. I mimo, że często mam wszystkiego dość, cieszę się swoimi dniami na tej planecie. Każdy powód do uśmiechu jest dobry. Jeśli się to innym nie podoba - niech odwrócą wzrok. Uczę się asertywności, choć niektórzy uważają mnie za chamkę

2 komentarze:

  1. Też przyciągam dziwnych ludzi i takie sytuacje nie są mi obce. :D Ale wtedy to tylko wielki rogal na twarzy pomaga i działa rozbrajająco na resztę. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. nie cierpię dyskutanctwa takiego jakie wykonała ta,kobieta :(w piekarni do której uwielbiam chodzić, przychodzi taki dziadek na ciacho i herbatkę, z pozoru wszystko jest w porządku. Ale... dziadek ten non stop coś komentuje pod nosem co mnie doprowadza do białej gorączki, w końcu mu coś odparuje żeby sie zatkał, bo kiedyś coś skomentowała na mój temat, ale wtedy pewnie będę musiała zmienić piekarnię. Ba.. na ulicy on też gada pod nosem na temat mijanych ludzi.

    OdpowiedzUsuń