Poniedziałkowa piątka #37

Bardzo intensywny, choć wyglądający jak sinusoida tydzień. Od euforii do depresji i tak siedem razy! 



Zacznę od tego, że sporo się ostatnio działo. Załapałam wielkiego doła i odechciało mi się ćwiczyć. W ogóle nie chciało mi się nic. Nawet jeść. Albo jadłam za dużo.  Endorfiny z czekolady zamieniły się w ogromne poczucie winy a kolana odmówiły posłuszeństwa już przy trzecim dniu ćwiczeń. Załamałam się. Ogólnie jakiś koszmar. Humor na poziomie "idź i bez kija nie podchodź".
Nie lubię narzekać i smęcić, zatem przejdę do pozytywów.

Spróbowałam karmelowego ptasiego mleczka od Wedla. Słodkie jak diabli :)

Poznałam batonik (?) z orzechami, w tym mój ukochany nerkowiec :) 


Odkryłam w sobie kolejne talenty

 Na pewno wielu z Was zna wafle teatralne. Tym razem odkryłam, że ich opakowanie to twarze ;) kiedyś myślałam, że to taka mozaika haha 


Tydzień zakończył się okazją. Całkiem niezłą, choć okazje mogą się okazać wyzwaniami. Tak było i tym razem. Na pewno Wam o tym napiszę, już teraz aż palce biegają po odpowiednich klawiszach, ale nie mogę. Za dużo niepowołanych osób ;)


Te wszystkie zawirowania sprawiły, że znów należę do klubu Zombie. Powoli wszystko się zaczyna klarować a ja nabieram dystansu :)

Z tego tygodnia powinno być więcej zdjęć. Strasznie żałuję, że jeszcze nie mogę się z Wami podzielić tym, co mnie cieszy a co przeraża, ale tak bywa. Mam świadomość tego, że to co piszę może zostać nawet wydrukowane (była już taka sytuacja :) ).

Nutka, która poprawiała nastrój w minionym tygodniu: 


Jak Wam minął tydzień? Albo nawet jak mija ten, bo to już prawie koniec :)



Jaki zamiast alpaki - wyzwanie 10 jaków

Chociaż kocham alpaki i inne zwierzaki, to nie o takie jaki chodzi :) Akcja ma sporo wspólnego z Akademią Przyszłości z którą bardzo chcę się związać i w końcu w jakiś sposób mi się uda :) 


Nominowana przez Kreatywę  nie mogę zostawić tej akcji bez komentarza :) Zatem przedstawiam 10 swoich wersji narzuconych przez pomysłodawcę związków frazeologicznych: 

peron4.pl
  • Klnie jak szewc - Klnie jak wzburzona Tysia
  • Zabiera się jak pies do jeża - zabiera się jak Tysia za zmywanie, prasowanie i inne tragedie (niepotrzebne skreślić, potrzebne dopisać)
  • Proste jak drut - Proste jak zjedzenie czekolady :)
  • Idzie jak krew z nosa - tu jest problem, bo dla mnie krew z nosa  idzie megaszybko (przynajmniej mojego)... chyba zostanę przy idzie jak czas na wykładach 
  • Brzydki jak noc listopadowa - brzydki jak żul z 71 
  • Nudne jak flaki z olejem - nudne jak wkuwanie kodeksów
  • Kłamie jak z nut - kłamie jak siostra w opałach 
  • Wyskoczył jak Filip z konopi - wyskoczył jak Tysia ze swoimi pomysłami
  • Tani jak barszcz - tani jak bułka z Biedronki 
  • Siedzi cicho jak mysz pod miotłą - siedzi cicho jak zmigrenowana Tysia 

Wpłacać pieniądze możecie tutaj . Sama też postaram się dorzucić swoje monety :) Do wyzwania nominuję: Anię z Ania maluje, Adę znaną jako Adorosa, Basię, która ma własne wrota wyobraźni,  Anorexic Candy oraz Wielokierunkową. Bawcie się dobrze :)

Poniedziałkowa piątka #36

Kolejna spóźniona poniedziałkowa piątka. Tym razem sporo stresu, mało snu i mnóstwo emocji :) Jeszcze nie mogę się wdrożyć w nawał obowiązków, które czekają mnie w tym tygodniu, ale niedługo się rozkręcę :) 




#1 Zakończyłam projekt Mała ojczyzna- wspólna sprawa 

Emocji było od groma, strasznie się stresowałam wszystkim po kolei. Zależało mi, by wszystko wyszło jak należy :) Widzę kilka niedociągnięć, ale skoro dzieciakom się podobało to znaczy, że było pozytywnie :)



#2 Trzeci tydzień ćwiczeń za mną, rozpoczęłam czwarty

Co prawda nie obyło się bez drobnych zmian w rozkładzie ćwiczeń, ale ogólnie zaliczam tydzień na plus :) Miałam nadrobić w niedzielę podwójny trening z piątku, ale niestety moje ciało odmówiło mi posłuszeństwa. Trudno, jeszcze zdążę. I tak uważam za sukces codzienne zwlekanie się na kilkunastominutowe ruszanie ciała :)



#3 Pozwoliłyśmy sobie na "małą" rozpustę 





#4 Niespodzianki w tym tygodniu 

miały postać "nauczycielskiej" czekolady






i książki z moim zdjęciem na okładce i gdzieś w środku  :) 



#5  Nutka tygodnia



Jak Wam minął tydzień? 

Mała ojczyzna- wspólna sprawa gra terenowa

Pamiętacie jak Wam pisałam o projekcie Mała ojczyzna- wspólna sprawa? Wczoraj zakończyliśmy go grą terenową, w której wzięła udział nie tylko grupa gimnazjalistów, lecz także cała rzesza lokalnej społeczności i wolontariuszy :)




Przeżywałam "jak żaba okres" - wszystko chciałam mieć zapięte na ostatni guzik a jak zwykle coś wyszło nie tak :P Ale dzięki Ninie ogarnęłyśmy sytuację i ostatecznie wyszło dobrze, wszyscy dobrze się bawili a ja jeszcze nie osiwiałam zupełnie :) Emocje, które we mnie siedzą są tak ogromne, że nie wiem, czy chcę jeszcze być wolontariuszem czy nie, ale podobno wolontariuszem się jest całe życie, więc pewnie mam po prostu kryzys związany z nawałem zadań.





W szkole w której przeprowadziliśmy projekt i grę terenową można było zorganizować ognisko, a skoro w małej ojczyźnie nie ma lepszych i gorszych -  nagrodę za udział otrzymał każdy. Posiedzieć jesienią przy ognisku z kiełbaskami to wspaniałe doświadczenie :)



Zdjęcia wykonała Marta Górna. Więcej zdjęć znajdziecie tutaj. Jak widać ekipa świetnie się bawiła :)





Przy realizacji gry bardzo pomogli nam mieszkańcy miejscowości, nauczyciele, lokalni wolontariusze, właściciel sklepu, pani sołtys i cała resza innych osób. To wspaniałe uczucie widzieć radość na twarzach wszystkich uczestników i słyszeć, jak świetnie się bawili biegając po miejscowości. Oczywiście, że mogłabym naprawić kilka błędów i ulepszyć co nieco, ale najważniejsze, że uczniowie dobrze się bawili, sprawdzili swoją wiedzę w praktyce i aktywnie spędzili czas :)

Jeszcze raz - wszystkim zaangażowanym w naszą grę terenową w Tucznie serdecznie dziękuję :) 
Ten piękny bukiet dostałam od Olgi, uwieczniłam na zdjęciu i przekazuję Wam jego wirtualną wersję


Mi od nadmiaru emocji i stresu ciało odmówiło posłuszeństwa i pod wieczór z nosa zrobiła się fontanna krwi (czyżby przemęczenie? warto było!) a potem, gdy w końcu wróciłam do domu i próbowałam sprać tłuszcz z jeansów zrobiłam mega powódź psując zlew. Ostatecznie naprawiłam wszystko sama i nadałam sobie tytuł miss mokrej łazienki :)


PS Jeśli chcecie być ze mną w kontakcie zapraszam na facebooka, z kolei na instagramie możecie zobaczyć co otrzymałam w ramach podziękowania. Strasznie przyjemnie zobaczyć swoją twarz na drugiej okładce książki, robię się sławna? ;) 

Idzie Tysia do lekarza...

Przyznaję się bez bicia - niekiedy ciśnienie wpływa baaardzo mocno na moją przyjaciółkę migrenę. Da się to jednak przeżyć i staram się ogólnie nie narzekać. Ale gdy moje zdrowie zdeka podupadło i nie dało rady mnie wcisnąć do lekarza musiałam pocierpieć w domu. 



Na tym historia niestety się nie kończy. Choroba oznacza potrzebę odebrania zwolnienia. Podreptałam do lekarza. Pogoda piękna, typowa polska jesień, ciepło, słonecznie, cudownie. Żyć nie umierać :) I słyszę narzekanie jaka to pogoda nie taka, służba zdrowia siaka i ludzie śmacy. A do tego jeszcze pretensje do mnie bo jak śmiem być chora w tak młodym wieku, jak śmiem się uśmiechać i jak śmiem pytać kto ostatni i nie dosłyszeć odpowiedzi wypowiedzianej pod nosem. Im dłużej siedziałam na korytarzu tym bardziej nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. Wychodzi na to, że narzekanie to naprawdę cecha narodowa a osoby z nią walczące to mała garstka społeczeństwa. Co gorsza nie wszystkim możemy powiedzieć "nie narzekaj".  A szkoda.


Ale narzekanie to jeszcze nie jest sedno dzisiejszego wpisu. Jak wspomniałam pogoda piękna, wracam do zdrowia, zahaczam po drodze o Biedronkę i załadowana jak typowa matka Polka czekam na przystanku. Uśmiecham się do siebie, telefonu, życia, świata, ludzi i robię porządek w torbie, wyrzucam torebkę od herbaty z kubka, ogólnie jak to ja - pełnia energii (czyli już jest dobrze! :P ) I nagle jakaś kobieta z pretensją ode mnie odchodzi i ma do mnie pretensje, że się ruszam. Wielkie WTF na mojej twarzy, ludzie na przystanku też nie wiedzą o co chodzi a babka do mnie z mordą, że ja się ruszam i ona nie widzi czy autobus jedzie. A jak już wspomniałam, asertywność muszę ćwiczyć, więc mówię kobiecie, że się nie ma denerwować, bo nic jej nie zrobiłam. Na co ona oczywiście, że jak będzie chciała to się będzie denerwować blablabla. No spoko, ludzie na przystanku komentują między sobą "ta to ma życiowy problem", ja jej odpowiadam, że mi psuje dzień  a ona po chwili do mnie, że przeprasza, że może zbyt gwałtownie zareagowała. Ale w ogóle co się stało? Nie rozumiem. A może w sumie ja trochę narzekam.



Wiem jednak, że przyciągam dziwnych ludzi. Może to ten wielki uśmiech na twarzy? Nie jestem typową Polką. Mam jedno życie. I mimo, że często mam wszystkiego dość, cieszę się swoimi dniami na tej planecie. Każdy powód do uśmiechu jest dobry. Jeśli się to innym nie podoba - niech odwrócą wzrok. Uczę się asertywności, choć niektórzy uważają mnie za chamkę

Poniedziałkowa piątka #35

I jeszcze jeden poniedziałkowy przegląd do kolekcji :) Tym razem jesiennie, kolorowo i projektorowo :) 





#1 Kolorowa Tysia

Poważnie, ubrałam różowe rajtuzy i niebieski szal. Szał ciał po prostu, nikt mi nie uwierzy :P



I jeszcze sobie strzeliłam selfiaka, ale już go widzieliście w kosmetycznym piątku :) 

#2 drugi tydzień ćwiczeń za mną :)
Specjalnie pojechałam na drugi koniec miasta, by kupić matę do ćwiczeń i zrobiłam kilka zdjęć pobojowiska (niedługo pojedzie tam tramwaj) :)







#3 Zajęłam się storczykiem- korzenie rosły jak szalone, pojawił się pęd i przesadziłam go do większej doniczki. Nie wiem czy dobrze, bo żółknie mu liść, ale zobaczymy :)






#4 Zakończyłyśmy projekt i lada moment mamy grę terenową! 



Zrobiliśmy też rozeznanie terenu, które dostarczyło mi takich widoków:













Mnie mogliście już zobaczyć na instagramie :)


#5  Nutka tygodnia :


Jak Wam minął tydzień? 

Ósemki- wyrywać czy nie?

Wielu z nas staje przed dylematem - wyrywać ósemki czy nie? Niektórym zęby mądrości wychodzą bez problemu i mieszczą się w szczęce uzyskując status kolejnych zębów. Niestety, ja tyle szczęścia nie miałam


Nie wiem jakim cudem ortodontka zajmująca się moim leczeniem nie zauważyła 12 lat temu początków moich ósemek a już kompletnie nie rozumiem jakim cudem moje trójki czy czwórki nie miały się w szczęce zmieścić za to ósemki tak. Ostatecznie zębów nie wyrwano mi żadnych a ja w nieświadomości przeżyłam kilka kolejnych lat. Po jakimś czasie zęby zaczęły się przesuwać i boleć. Diagnoza? Ząbkuję.



Okazało się, że szczęka jest za mała i ósemki nie mają szans wyjść. W jednym ze szpitali chirurg szczękowy odmówił mi wykonania ekstrakcji, więc męczyłam się dalej. Górne zęby zdążyły w jakimś kawałku wyjść i podrzędny dentysta wywalił je w mgnieniu oka. Dziąsło się zrosło i po tej przygodzie zostały tylko zdjęcia pantomograficzne. Ósemki dolne zakwalifikowano nie jako zatrzymane lecz jako niewyrznięte / niewyrżnięte, czyli takie, które siedzą sobie w kości i robią imprezę. 

Już przy górnych ósemkach i oględzinach zdjęć zębisk ostrzegano mnie, że z dołem będzie mniej przyjemnie. I było. Zaczęło się od straszenia mnie (a właściwie to uświadomienia), że zęby leżą krzywo i blisko nerwu trójdzielnego. Dla nieuświadomionych - groziło mi przerwanie go, czyli brak czucia lub jakiś opad ust czy innych takich wesołości. Chodziłam jak zombie i zastanawiałam się, czy na pewno chcę ryzykować. Nie chciałam. Lekarze powiedzieli, że to moja decyzja. Naczytałam się w Internecie o komplikacjach, powikłaniach, tragediach. No dobra, niby przerwany nerw to nic takiego, ludzie nie chodzą, nie mówią, moczą się i żyją. Ale dla mnie to jednak była spora ingerencja. 


Do wydłutowania były dwa zęby. Tak, wydłutowania, bo siedziały w kości i nie miały szans wyjść. Każdy zabieg trwał koło godziny i był przeprowadzany w znieczuleniu miejscowym. Pierwsza dolna ósemka była położona na siódemce i szans na wyjęcie nie było. Kombinowałam: a może usuńmy siódemkę, ósemka wyjdzie i zrobimy implant? Dentysta kręcił głową i uspokajał. Zaufałam mu po raz kolejny mimo, że jest w trakcie specjalizacji chirurgicznej. Wywalił ząb w diabły kawałek po kawałku, delikatnie. Po godzinie byłam wolna a po tygodniu jadłam pizzę, pisałam Wam o tym tu. Nerw cały.  

Drugi ząb trochę przebił się przez dziąsło, ale zaklinował się między kością szczęki a siódemką. Tym razem trafiłam na mniej miłego pana, w dodatku trochę sadystę. Bałam się jak diabli. Skończyło się antybiotykiem i megakoszmarnymi wspomnieniami, pisałam o tym trochę tutaj. Nawet nie chcę o tym pisać, może niech fakt, że prawie nigdy nie biorę antybiotyków Wam uzmysłowi, że było źle. Opuchnięta twarz, gardło, problemy z przełykaniem, ból, rozcharatana warga, policzek i okropna rana. Przebieg zabiegu przeżywałam bardzo długo i opowiadałam każdemu kto chciał słuchać. Bałam się, że tym razem miałam mniej szczęścia i nerw oberwał. Na szczęście nie.

Minęły prawie dwa miesiące od ostatniego zabiegu. Wspominam go koszmarnie. Już nie boli, rany się ładnie zagoiły. Podobno okostna jeszcze trochę czasu potrzebuje. Nie znam się. Nie wiem jednak co doradzić osobom, które się wahają. Mnie ostrzegano, że zęby się stłoczą i wypadną. Szczękę miałam za małą, by zęby zostawić. Ból przy drugim dłutowaniu był potworny. Gdyby była inna kolejność zabiegów nie poszłabym na drugi. Szwy w obu przypadkach mnie wkurzały, ciągnęły i w ogóle niezbyt przyjemne uczucie, ale podobno zwykle tak bywa. Z górnymi też słyszałam, że są przeboje z przetokami, więc cieszę się, że u mnie wyszły gładko. Mojego dentystę polecam wszystkim, bo i wydłutuje ósemki i wyjmie narzędzia z zęba i poskleja to, co trzeba. Właściwie to drugi lekarz też całkiem w porządku, bo ostatecznie wszystko poszło dobrze a za bycie miłym im nie płacą...

Jeśli nie wiesz czy dłutować czy nie: wiedz, że inni też mieli taki dylemat. Możesz mieć więcej korzyści z pozostawienia tego zęba, ale nigdy nie wiesz, czy nie zacznie się psuć (i nie zanieczyści reszty zębów), a skoro prywatnie zabieg ten jest dość drogi to wybierając zabieg na NFZ masz około roku (ja miałam ponad rok) na rozmyślanie i chęć ucieczki w ostatniej chwili. Ja zostałam, miałam dużo szczęścia. Jedyne czego żałowałam to tego, że tak długo czekałam i mogłam rozmyślać. Ale gdyby było inaczej może nie poszłoby tak dobrze jak ostatecznie wyszło. Szkoda, że nikt nie podejmuje za nas decyzji i nie odczuwa za nas ich konsekwencji. Gdybym miała większą szczękę pozwoliłabym tym zębom wyjść i ewentualnie wtedy je wyrwała, ale takiej możliwości nie miałam i wiem, że jest takich osób więcej. 

Jak dbać o ranę po zabiegu ekstrakcji/ dłutowaniu niewyrżniętych ósemek? 

*nie płucz przez 24 godziny po zabiegu, przy myciu zębów delikatnie oczyść okolice rany i płucz usta płynem eludril classic dwa razy dziennie 
*nie pij i nie jedz nic ciepłego przez około tydzień
*jedz tylko miękkie pokarmy
*wcinaj lody! ochłodzisz ranę i poprawisz sobie humor, to naprawdę działa :)
*nie dotykaj rany, nie grzeb w niej, nic nie wkładaj! (czytałam jakieś bzdury o wkładaniu tam aspiryny czy czegoś- nawet nie próbuj!)
*kup aescin w tabletkach i bierz 2 tabletki 3 razy dziennie (można zacząć na tydzień przed zabiegiem)- zadaniem tego leku jest zmniejszenie obrzęku
*maść arnikowa jest świetna na opuchliznę (za pierwszym razem nie potrzebowałam)
*obłóż policzek lodem tak szybko, jak tylko masz możliwość- chyba do 24 godzin jeszcze to coś daje, później to chyba tylko uspokaja sumienie
*kup sobie gaziki wyjałowione i dopóki rana krwawi przygryź je by ten Meksyk w ranie się uspokoił 
*nie bierz ketonalu w zbyt dużych ilościach - ja przedawkowałam i nic mi już nie dawał, więc jeśli nie musisz nie bierz go w ogóle, są inne leki przeciwbólowe :)


Najwięcej o ósemkach przeczytałam na różnych stronach, między innymi tu, ale rady powyżej są albo zaleceniem lekarza albo moim sprawdzonym patentem, więc spokojnie możesz korzystać. 

Jak wyglądają Wasze doświadczenia z ósemkami? 

Kosmetyczny piątek- mazidełka do ust #2

Już powoli robi się chłodno i mam wrażenie, że lada moment moje usta się mega wysuszą. Dzisiaj o dwóch specyfikach do ust, które mają temu zapobiec.



Nie wiem jak to wygląda u innych, ale gdy miałam spierzchnięte wargi zwykle je gryzłam i skubałam dalej. Jedyne co mogę zrobić, by tego uniknąć to zadbać o odpowiednie nawilżenie. Chyba każda kobieta chce mieć ładne, pełne, gładkie usta? Sęk w tym, że nie mogę się przyzwyczaić do paciania wszystkimi kosmetykami, których powinnam używać i potem narzekam, że wyglądam nie tak jak chciałam (chociaż ćwiczenia z Shaunem T dały radę i dopięłam na sobie spódnicę z wysokim stanem a to jeszcze nie koniec!).

Ostatnie mazidełka znajdziecie tutaj, Oto moi dzisiejsi bohaterowie:


Balsam do ust Wonder Balm w sztyfcie, Oriflame

Ocena (na trzy możliwe plusy) : 
Zapach  +++ bardzo delikatny, nie wyczuwam
Nawilżenie +++ użyłam dopiero kilka razy
Cena +++ 
Opakowanie - +++ 
Zastosowanie ++ (do ust i tyle)

Zaczęłam używać go kilka dni temu, więc to takie odczucia "na świeżo" :)






Jak widać na ustach jest ledwo widoczny :) A jak ciężko jest zrobić zdjęcie ust bez uśmiechu suszącego zęby! :) 







Balsam do usr pure nature acai berry & pomegranate w sztyfcie, Oriflame

Zapach  +++ intensywny, lubię 
Nawilżenie ++  za to kolor na ++ (delikatnie podbija czerwień ust)
Cena +++ 
Opakowanie - +++ 
Zastosowanie ++ (do ust i tyle)
Jak mi się o niej przypomni i znajdę ją w kurtce czy torebce to się nią wypaćkam :)


Próbowałam zrobić zdjęcie,  jednak niestety niezbyt widać kolor, jaki nadaje to mazidełko. Odkopałam stare zdjęcie i to wychodzi coś w stylu naturalnej, lekko podbitej czerwieni ust :)