Kosmetyczny piątek - miętowe paznokcie

Ostatnio pochwalono moje paznokcie, więc raczyły się połamać. Na szczęście mamy lato, więc moja płytka odwdzięcza się za wszystkie jedzeniowe pyszności i odrasta migiem :) 



Chciałam Wam napisać notkę o pazurach. Pogrzebałam po folderach i w oczy rzuciły mi się zdjęcia paznokci pomalowanych na miętowo. Był to jeden z trzech lakierów kupionych jakiś czas temu w Rossmannie. Jeden z nich, pomarańczowy, już widzieliście, zatem pora na miętę (jeśli to jest jednak inny kolor to wybaczcie mi moją ignorancję,):




To zdjęcie było już chyba publikowane na instagramie, ale wrzucę także tutaj.


Skoro już pisałam o lakierach wibo nie będę powielać tego samego x razy :) Pazury sobie rosną i myślę, że będzie ok. Przed spiłowaniem wyglądały tak:





 Jak u Was z paznokciami? Chcą współpracować? A może macie jakieś rady jak je pielęgnować lub same chciałybyście się czegoś dowiedzieć? Moje powoli zaczynają mnie słuchać, może niedługo zasłużą na osobną notkę :)

Szybki torcik bezowy z owocami

Ostatnie podrygi lata należy odpowiednio uczcić. Co bardziej nam się kojarzy z latem jeśli nie sezonowe owoce i odrobina czegoś słodszego? 



Nie ma się co oszukiwać, mój drugi blog zwany szybkie mniam   nie doznał zaszczytu aktualizacji od prawie roku. Porobiłam setki zdjęć jedzenia w trakcie przygotowywania czegoś dobrego i zostały w telefonie. Docelowo miałam utworzyć jakiś kącik kulinarny tutaj, ale blog, podobnie jak organizer, potrzebuje duuużo szkiców, inspiracji i ogólnie działania w tle :)


Przepis na truskawki na bezowym obłoczku to deser z gatunku ponadczasowych, idealnych do eksperymentów i tak naprawdę - do zrobienia w ostatniej chwili zanim wejdą goście.

Tym razem, by zrobić torcik bezowy  użyłam serka homogenizowanego o smaku brzoskwiniowym, śmietanki kremówki 30% i gotowych bez. Pytałam Was na instagramie w co zamienią się maliny, ale niestety, nikt nie zgadł tym razem :)

To teraz po kolei.
Wykładamy tortownicę folią aluminiową (nie, nie można tego kroku pominąć, bo wszystko się rozpłynie) i kruszymy gotowe bezy.


Pokruszone bezy są naszą "bazą". Oczywiście można kupić podkład bezowy albo bezę zrobić samemu, ale chyba mówiliśmy o szybkim deserze? 



Ubijamy bitą śmietanę dodając serek homogenizowany.


I wykładamy krem na bezy.

A skoro już paćkamy cały stół to zaoszczędźmy sobie sprzątania i mycia garów, skoro można położyć durszlak z owocami na brudnej misce (zamiast kolejnej, czy talerza, przecież wiadomo, że wszystko skapnie) :) 



Układamy owoce i ta-dam, mamy deser! Wkładamy go na trochę do lodówki i możemy wcinać :)

Oczywiście pierwsza zasada kuchenna "stół musi być brudny w trakcie roboty" zachowana!


Weźcie pod uwagę, że z takim spodem koniecznie trzeba dać łyżeczki. Niekiedy nawet lepiej nałożyć gościom porcję do miseczek, bo po prostu może się rozpłynąć :)

A Wy jak zapamiętujecie smak powoli odchodzącego lata? :)

Poniedziałkowa piątka #28

Tydzień o wiele lepszy od poprzedniego. Powoli wszystko wraca na odpowiednie tory (mogę w końcu bez bólu się uśmiechnąć!), wracam do gry i mam się świetnie :)


W tym tygodniu małymi krokami wracałam do siebie i wszystko dookoła było niezwykłe. O, nawet taki zwykły zachód słońca


Argumenty o tym, że Bydgoszcz jest brzydka i rzucanie słowami typu "Brzydgoszcz" zaczynają mnie coraz bardziej denerwować. To miasto naprawdę ma coś w sobie. Ma potencjał, który przez wiele osób próbuje być zabity. A i tak na przestrzeni lat wygląda coraz lepiej :P 

Tak, wiem, czekacie na jedzenie :) Tym razem udało mi się zrobić zdjęcia! 


Ktoś wie jak doczyszczę tę patelnię? Jestem tak zdolna, że potrafię zachlapać raz a porządnie tłuszczem wszystko (i żadne metody na doczyszczenie nie działały, chyba czas na nową patelkę :( )

Chodził za mną śledź. No pełzał za mną jak szalony. Nie wiem czy to normalne po tygodniu niejedzenia rzucać się na śledzia, ale mi wystarczył na dwa razy (a niby śledzik na raz) :)



Naszło mnie też na pierogi :) 



A kanapki to wiadomo, że bez skórek, jak dla dziecka :)


To zdjęcie pewnie widzieliście już na moim facebooku, ale bez zbędnej skromności - lubię je.

Zwłaszcza, że zostało zrobione w trakcie robienia wpisu o organizerze idealnym :)


Dałam się namówić na kawę w mojej ulubionej knajpie, o której już pisałam wiele razy, ale co ja na to poradzę, że Beyrouth jest nadal numerem jeden w Bydgoszczy? Zdjęcie już publikowane na instagramie.


I dałam się skusić na maski, maseczki, peelingi - Drogeria Natura kusi promocjami, trzymajcie się z daleka! 


PS jeszcze jedną znalazłam przed chwilą w torebce, muszę w końcu zacząć takich cudów używać bo tylko kupuję i na nie patrzę :O 


I nutka na dziś: 


Organizer idealny (i dwie lewe ręce)

Jest! Wymyśliłam! Nawet zrobiłam swój idealny organizer na nowy rok akademicki. Jedyny taki kalendarz DIY na świecie...


Problem w tym, że mam dwie lewe ręce i wymyślanie mojego ideału zaczęłam już daawno temu. Mój miał być dość mały i pomieścić wszystko. A okładkę miały zdobić alpaki :) Nierealne, szczególnie, że potrzebuję kalendarz na cały rok akademicki. Skończyło się jak zwykle - kupiłam zwykły kalendarz.

Nie porzuciłam jednak nadziei i podrukowałam to, co przygotowałam specjalnie dla siebie (i trochę z myślą o Was, jeśli ktoś ma takie potrzeby jak ja). W ten sposób powstało "serce" do nowego skoroszytu. Trudno, nie mogę mieć wszystkiego w jednym miejscu - będę miała w kilku. Też ogarnę. Niestety wyprodukowanie takiego cuda byłoby tak nieopłacalne, że szkoda w ogóle liczyć :)

W ten sposób stworzyłam swoje combo do zadań specjalnych

Bez kolorów, karteczek i pisadełek ani rusz :) Miałam nadzieję, że ten szał minie wraz z wiekiem, ale u mnie się tylko pogarsza.


W skład mojego combo wchodzą : telefon (tu chyba nic dodać nie muszę), kalendarz na rok akademicki 2014/2015 rodem z Empiku i Skoroszyt do Ogarniania Życia.

KALENDARZ NA ROK AKADEMICKI 2014/2015 

Tegoroczny wybór kalendarzy nie powalił na kolana. W poprzednich latach były chyba ładniejsze szaty graficzne okładek. Ostatecznie wygrała Francja - może francuski stanie się mą miłością przez najbliższe miesiące? Dorobiłam sobie wstążeczkę, bym wiedziała gdzie szukać teraźniejszości w kalendarzu i podrasowałam go w kilku miejscach. Niedługo będzie zupełnie gotowy do użytku :)


Jeśli będziecie zainteresowani jak to wygląda w środku- krzyczcie głośno :)

Zanim przejdę dalej pokażę Wam swoją wizję kalendarza (po wydruku w formacie A5 jest za mało miejsca, A4 jest za duży i zbyt nieporęczny, by go wszędzie nosić).

Wizja tutaj - dzień miał być napisany kolorem (pole do popisu dla małego plastyka), miałam zapisać co trzeba zrobić w domu, ile czasu na jaki język poświęciłam, co zrobić na praktyki a co na studia, co zrobić dla siebie i oczywiście zapisywać inne szmery bajery :)

Po wydruku okazało się, że nie był to zbyt dobry pomysł (a tak dobrze projekt dnia wyglądał na ekranie!)
Kartki są pogniecione, bo naprawdę długo czekały na pokazanie się Wam :)

Reszta organizera przerodziła się w

SKOROSZYT DO OGARNIANIA ŻYCIA 

Skoro już posiedziałam i potworzyłam tabelki przykro byłoby mi je wyrzucić. Zorganizowałam się więc inaczej. Jak widać niektórym brakuje zdolności, więc muszą sobie radzić inaczej (nie narzekam, to chyba nawet lepiej wyjdzie, niż tachanie wszystkiego razem :P )

 Skoroszyt składa się z kilku działów, niektóre kartki wylądują w kalendarzu (bo po co mi jakieś durne skróty angielskie w SMS, skoro mogę je zakryć czymś przydatnym?) i będzie prawie idealnie :)

finanse 

Bardzo prosta i funkcjonalna tabela- ile wydałam, na co, ile poszło na rachunki i jaki jest bilans miesięczny. Dni zgodnie z kalendarzem na rok 2014/2015, więc jak komuś się przyda może się poczęstować tutaj. Finanse w wersji arkusza kalkulacyjnego do końca 2015 roku znajdziecie tu.

do zrobienia w 

Bardzo dużo robię, ale mnóstwo też gdzieś mi ucieka. Chciałabym np. wyskoczyć gdzieś na weekend ale tego nie robię bo (i tu milion powodów). Postanowiłam na początku każdego miesiąca zrobić listę tego, co chcę zrobić. I tu znów podział na dom, studia i praktyki oraz to, co dla mnie :)
Wersja pdf tu.

licencjat 

Po magisterce czas na napisanie licencjatu. Tym razem jednak praca będzie mieć zupełnie inny charakter, w dodatku pisana w języku obcym, pod kierunkiem wymagającej osoby. Dobra organizacja pracy to podstawa, zatem plan pisania pracy licencjackiej to "must have"!


A jako, że czekają mnie podobno dwie obrony (czy jakkolwiek to w praktyce nie wygląda) przyda się też wiedzieć co, gdzie i kiedy:

Dla zainteresowanych - klik

organizacja nauki 

Jak widać na zdjęciu powyżej - zrobiłam sobie tabelę do zapisywania wyników w poszczególnych semestrach. Dodatkowo mam miejsce na zapisanie organizacji sesji, kolokwiów i projektów.

To są właśnie strony, które zostaną dopięte do kalendarza - klik :)

praktyki 

Chyba i tak skończy się na tym, że będę mieć mały notes do praktyk, ale z takimi listami będzie mi łatwiej się ogarnąć :)



plan zajęć 

Teraz powinno być łatwiej, bo nie mam dwóch kierunków na głowie, ale szkolenia i zebrania też dobrze mieć w jednym miejscu. I z odpowiednią kolorystyką, rzecz jasna.


korepetycje 

Na wypadek gdyby udało mi się gdzieś zaczepić, ale także z myślą o Was, bo wiem, że sporo z Was udziela korepetycji wpadłam na to, by zebrać wszystkie plany zajęć uczniów w jedno miejsce (zdjęcie wyżej), oraz, jeśli pobieracie opłatę z góry, możecie skorzystać z tabelki płatności.

Dodatkowo może Wam się przyda tabela z kontaktami do rodziców? Wszystko znajdziecie tu.


blog

Jak obiecałam- będzie mnie więcej :) Jak widzicie na zdjęciu wyżej powstała także tabela dla bloga :) Pomysły na posty, planowanie postów i inspiracje - wszystko w jednym miejscu a nie na milionach karteluszek! Tu znajdziecie kalendarz postów aż do końca września 2015.



W sumie - z czym do ludu? Ale myślę, że to, co wymyśliłam choć trochę pomoże mi ogarnąć miliardy pomysłów na minutę! Pewnie dojdzie coś jeszcze, ale póki co jestem zadowolona. Choć nie wyszło jak miało może się okazać, że jest nawet lepiej.

Co Wy o tym myślicie? Jest szansa, by coś się Wam przydało? 

Z higieną na bakier ...

O tym, że trzeba się myć nasi przodkowie już wiedzieli. Wiedzą o tym także zwierzęta. Dlaczego zatem, mimo wiedzy, niektórzy z nas się nie myją? 


Nie mam tu na myśli nieumycia się po imprezie czy robienia jakiegoś problemu z pominięcia prysznica gdy zaśniemy na siedząco po ciężkim dniu. Wiadomo, różnie bywa. W szczególności, gdy jesteśmy chorzy nie chce nam się rozbierać z piżamki by znów w nią wskoczyć, no ok. Ale uciekanie od wody i mydła + skrapianie się hektolitrami wody toaletowej czy psikanie się dezodorantem? Pożeranie pasty lub tic taców zamiast umycia zębów? Zasłanianie się różnymi dolegliwościami by się nie umyć?



Najbardziej lubię teksty "ja się nie ubrudziłem", "jestem czysty", "przecież się myłem wczoraj" czy "ze świnią nie walczyłem". O i jeszcze te, że woda taka droga, środowisko naturalne woła o pomoc i inne takie. A najlepsza wymówka jaką słyszałam to "mam ranę". Ok, też miałam wiele ran -  czy to oznacza, że zamiast utrzymywać ją i okolice w najlepszych z możliwych warunków (czytaj czystość!) powinnam zaniechać mycia się?

Nie mogę spać z nieumytymi zębami, prędzej zasnę z brudnymi stopami niż z pietruszką między zębami. Chyba, że jestem chora. Wiem doskonale, że nie każdy musi się często myć. Ale w komunikacji miejskiej już mi nie robi jaka jest pora roku. Śmierdzi zawsze. A takie smrodki najczęściej burzą się, by nie otwierać okien. Dobrze, że oni tego smrodu nie czują, bo we mnie rodzi się demon. Zastanawiam się tylko - czy takie osoby mają partnerów? Śmierdzą razem czy może w końcu przestają się bać wody z mydłem/ żelem pod prysznic? Przecież wiadomo, że ciało się myje a nie wietrzy...


Ostatnio widziałam kobietę. Od góry wypacykowana, że ojaniemogę! Ale smród zmieszany z perfumami + ogromne kłaki na odkrytych nogach... Nie chcę tego pamiętać. Tak samo jak innych "zapachów" ludzi. Aż mam ochotę krzyknąć "myjcie się chłopaki, myjcie się dziewczyny bo nie znacie nigdy dnia ani godziny!" Swoją drogą w jakimś serialu był motyw, w którym jakaś kobieta nie myła się chyba z trzy dni i z jakimś mężczyzną zaliczała kolejne uniesienia (coś na kształt fetyszu Napoleona?)...


Znacie z otoczenia takie "smrodki"? Bo kiedyś na zajęciach aż pachy obwąchałam czy to ja tak walę potem (na szczęście nie), jak można zaradzić gdy delikatne aluzje nic nie dają? Macie jakieś doświadczenia, sposoby, rady? 

Poniedziałkowa piątka #27

Ten tydzień był wyjątkowy. Mam mało zdjęć i są one monotematyczne. Nie chcę jednak, by blog był miejscem na wylewanie zbyt dużej ilości żali. 


Po to tu jestem, by móc się motywować, zobaczyć swoje postępy, czasem zostawić odrobinę ciętej riposty czy jadu. Pozbyłam się ostatniej niewyrzniętej ósemki. Nie był to miły zabieg, w dodatku do teraz wyglądam jak ktoś, kto miał bliskie spotkanie z jakimś bokserem. Zdjęcia mam głównie z cyklu "papki dla ludzi z obitą twarzą po ataku rzeźnika szczękowego" i wrzucałam jakeiś na Instagram, więc nie ma sensu ich powielać.


Z przyjemnych chwil - pozwiedzałam lumpeksy i wyhaczyłam kilka maleństw cieszących me serce :


Będę nieskromna i przyznam, że bardzo lubię moje nogi w obu spódniczkach (chociaż w sumie to kocham całe swoje ciało, ale niech już będzie) :)


Jednocześnie chciałabym podziękować za wsparcie, które od Was otrzymałam. Niby to tylko ekstrakcja (choć w mojej pamięci widnieje jako rzeźnia) i niby nic takiego, a Wasza wirtualna "obecność" i wsparcie naprawdę wiele mi dały. Nie spodziewałam się, że będzie mnie tu tak dużo i że będziecie się mną tak życzliwie interesować. Powoli wracam do formy, więc mam nadzieję, że jesteście gotowi na kolejną dawkę pisaniny! :)

Jak Wam minął tydzień? 

Poniedziałkowa piątka #26

Dzisiejsza poniedziałkowa piątka to mnóstwo zdjęć. Było dużo dobrej zabawy, słodkiego lenistwa i oczywiście pysznego jedzenia. 


Dawno w tym przybytku nie byłam :)



W poszukiwaniu Zappa kupiłam coś innego  (oryginał znaleziony i od razu wrzucony na mój instagram)


Być nad morzem i nie zjeść ryby? Niewybaczalne!


Za ładny uśmiech zostawiłyśmy panu z pizzerii serduszko :P




A to drugie (choć mięso było za słone): 



Nie zabrakło słodkości

Jeśli odwiedzacie Sztutowo polecam Bar Rybny "Łosoś"




Zwykle nie narzekam na kawę, ale gdy ktoś na pytanie o desery pyta "jakie sery?" a na prośbę o latte macchiato (znajdujące się w karcie) pyta co to jest i w dodatku wygląda jak stereotypowa barbie to przepraszam, ale ulegnę stereotypowi...
Chyba jednak mają Internet:


Jabłecznik + sorbet malinowy = nie lubię

A tutaj  Kąty Rybackie bar Kormoran - dużo i tanio :)

Ryba z ziemniakami i surówką - porcja dla konia, wszystko naprawdę smaczne :)

Czy to prawda, że ilość kropek na piwie oznacza ile razy było przeterminowane i przelane do innej puszki? Jedyne wypite piwo i taki pech? 

A to ja (jakby ktoś Wam mówił, że jesteście białe jak ściana to pamiętajcie, że damy się nie opalają :P )







Udało nam się także zobaczyć zachody słońca 










Nie obeszło się bez minispięć, ale kto by się tym przejmował? :)

Jak Wam minął tydzień?