Tysia magistrala

Koniec. Trzy literki przed nazwiskiem. Pięć lat za mną. W szczególności dwa ostatnie były trudne - dwa kierunki, dorywcze prace, wolontariaty i inne pomysły... 


Jeśli ktoś uważa, że dopiero teraz zacznę odpowiedzialne życie - mało o mnie wie. Jeśli inni uważają, że studia to lata beztroski, lenistwa etc. - mieli nudne życie na studiach. Mój licencjat był usiany konferencjami i milionem dodatkowych zajęć. W dodatku chodziłam na większość zajęć, robiłam notatki i balansowałam między wszystkimi aktywnościami, które sobie wybrałam. I szczerze nienawidziłam braku organizacji na uczelni, tego, że po raz setny mam ten sam przedmiot a pan X po raz milionowy nie przyszedł na zajęcia etc.


Szczególnie ostatnie dwa lata zdawały się niekiedy być beznadziejne. Na początku starałam się być na zajęciach na magisterce i wyszło na to, że spędzałam całe dnie poza domem. Wraz z każdym kolejnym miesiącem uczyłam się odpuszczać. O tym, że nie muszę być najlepsza i że  jestem wartościowa musieli mi przypominać inni. Wymagam od siebie bardzo dużo i rzadko się doceniam. Zmieniam to powoli. I wiem, że magistrów jest wielu, wiem, że moja praca nie była idealna, ale wiem też, że udźwignęłam tyle ile musiałam, chociaż niektórzy nie zrobiliby  nawet ćwiartki z tego.

Pani magister się nie schlała, jak obiecywała, ale to było do przewidzenia...



 Tu, na moim blogu, dziękuję publicznie każdej osobie, która ratowała notatkami, podawała terminy, odpowiadała na miliony pytań i w każdy inny sposób pomagała np. w tak dziwnych przypadkach jak umowa jakaśtam, którą miałam opracować.

Na szczególne brawa zasługują jednak ci, którzy mnie motywowali do kontynuowania dwóch kierunków gdy brakowało mi siły - dawali czekoladę, zabierali na wino, powtarzali "dasz radę", ratowali opracowaniami, sprawdzali literówki i sens prac zaliczeniowych i rozdziałów magisterki,znosili moje krzyki, płacze, napady agresji, apatię i cały wachlarz idiotycznych zachowań. I Mama i  Tata, którzy dzielnie mnie wspierali, pilnowali bym dawała na wstrzymanie i razem ze mną uczcili mój sukces.

Nie spodziewałam się, że poznam aż tyle dobrych osób na swej drodze, którzy pójdą ze mną i będą mnie wspierać i to aż tak! Dziękuję to chyba za mało... 



Jestem magistrą (tak jak pani ministra), choć magistrala lepiej brzmi :) i jestem z tego dumna. Dla mnie to jeden z ważniejszych sukcesów (i straszenie mnie bezrobociem jest nie na miejscu, ukochany kierunek skończę później), bo kierunek nie był trafiony, chciałam to zostawić, ale co zacznę to skończę i oto mam spokój, mogę się skupić na innych sprawach :) Póki co resetuję się, bo choć do celu daleka droga, to właśnie zrzuciłam jeden z balastów, które spowalniały drogę na szczyt :)


A tak wyglądają teraz moje notatki, które już widzieliście tutaj:












Szczególne potraktowanie należy się :





Wszystkie papiery pójdą do spalenia, jak widać niektóre zasłużyły na podarcie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz