Poniedziałkowa piątka #22

Kolejny tydzień pełen emocji nieuchwyconych na zdjęciach. Dzieje się mnóstwo i będzie się pewnie jeszcze więcej działo :) 


Tysia magistrala

Koniec. Trzy literki przed nazwiskiem. Pięć lat za mną. W szczególności dwa ostatnie były trudne - dwa kierunki, dorywcze prace, wolontariaty i inne pomysły... 


Jeśli ktoś uważa, że dopiero teraz zacznę odpowiedzialne życie - mało o mnie wie. Jeśli inni uważają, że studia to lata beztroski, lenistwa etc. - mieli nudne życie na studiach. Mój licencjat był usiany konferencjami i milionem dodatkowych zajęć. W dodatku chodziłam na większość zajęć, robiłam notatki i balansowałam między wszystkimi aktywnościami, które sobie wybrałam. I szczerze nienawidziłam braku organizacji na uczelni, tego, że po raz setny mam ten sam przedmiot a pan X po raz milionowy nie przyszedł na zajęcia etc.


Szczególnie ostatnie dwa lata zdawały się niekiedy być beznadziejne. Na początku starałam się być na zajęciach na magisterce i wyszło na to, że spędzałam całe dnie poza domem. Wraz z każdym kolejnym miesiącem uczyłam się odpuszczać. O tym, że nie muszę być najlepsza i że  jestem wartościowa musieli mi przypominać inni. Wymagam od siebie bardzo dużo i rzadko się doceniam. Zmieniam to powoli. I wiem, że magistrów jest wielu, wiem, że moja praca nie była idealna, ale wiem też, że udźwignęłam tyle ile musiałam, chociaż niektórzy nie zrobiliby  nawet ćwiartki z tego.

Pani magister się nie schlała, jak obiecywała, ale to było do przewidzenia...



 Tu, na moim blogu, dziękuję publicznie każdej osobie, która ratowała notatkami, podawała terminy, odpowiadała na miliony pytań i w każdy inny sposób pomagała np. w tak dziwnych przypadkach jak umowa jakaśtam, którą miałam opracować.

Na szczególne brawa zasługują jednak ci, którzy mnie motywowali do kontynuowania dwóch kierunków gdy brakowało mi siły - dawali czekoladę, zabierali na wino, powtarzali "dasz radę", ratowali opracowaniami, sprawdzali literówki i sens prac zaliczeniowych i rozdziałów magisterki,znosili moje krzyki, płacze, napady agresji, apatię i cały wachlarz idiotycznych zachowań. I Mama i  Tata, którzy dzielnie mnie wspierali, pilnowali bym dawała na wstrzymanie i razem ze mną uczcili mój sukces.

Nie spodziewałam się, że poznam aż tyle dobrych osób na swej drodze, którzy pójdą ze mną i będą mnie wspierać i to aż tak! Dziękuję to chyba za mało... 



Jestem magistrą (tak jak pani ministra), choć magistrala lepiej brzmi :) i jestem z tego dumna. Dla mnie to jeden z ważniejszych sukcesów (i straszenie mnie bezrobociem jest nie na miejscu, ukochany kierunek skończę później), bo kierunek nie był trafiony, chciałam to zostawić, ale co zacznę to skończę i oto mam spokój, mogę się skupić na innych sprawach :) Póki co resetuję się, bo choć do celu daleka droga, to właśnie zrzuciłam jeden z balastów, które spowalniały drogę na szczyt :)


A tak wyglądają teraz moje notatki, które już widzieliście tutaj:












Szczególne potraktowanie należy się :





Wszystkie papiery pójdą do spalenia, jak widać niektóre zasłużyły na podarcie :)

Poniedziałkowa piątka #21

Miniony tydzień był wytchnieniem. A jak odpoczynek, to i natchnienie, ale o jego efektach będzie tu głośno kiedy indziej :)



#1 Bydgoszcz 

Dawno nie robiłam zdjęć. Właściwie to nawet nie dreptałam po "Bydgoszczu" ostatnio, więc w wolnej chwili nadrobiłam zaległości i oprócz centrum podziwiałam też Stary Fordon :) 






Nie widać, ale wiaduktu brak - się robi (który to już rok?) :)

Stary Fordon aż prosi, by przyjechać z aparatem :)

Wieczór z planszówkami - środa, Węgliszek, polecam! :)

#2 Posesyjnie

Po dwóch latach udało nam się wyjść na piwo! :)
Zdjęcia jednak żadnej z nas się nie podobały, więc pozostaje mi tylko dodać to, na którym widać tylko trochę mojego towarzystwa :
które piwo moje? 

#3 Jedzenie 

Podobno sezon na truskawki się kończy...




Najlepsze gołąbki na świecie <3 

#4 Odkrycie 

Miejsce:  Lidl, zamrażarki. 
Skład:  jak zamknę oczy to ujdzie.
 Cena:1,49. 
Smak : słodkie jak diabli, zapycha i nie chcesz więcej. 
Wniosek? Idealne na chandrę  :)
Najlepiej smakuje: podczas oglądania serialu Breaking bad
 

#5 Storczyki 
jeszcze żyją, choć jeden dostałam na uratowanie to wydaje mi się, że go zabiłam... ale patrząc na fioletowego myślę, że niepotrzebnie panikuję. Już się nie mogę doczekać kolejnego kwitnienia :)



Kosmetyczny piątek #7

Przed Wami kolejna odsłona paznokci. Dodatkowo mam kilka pożyczonych lakierów co oznacza, że za szybko nie pozbędę się inspiracji na malowanki na dłoniach :) 


O moim lekkim szale zakupowym rodem z Rossmanna pisałam tutaj i wczoraj nadszedł czas na wypróbowanie jednego z tych lakierów.



Oto on :





Pazury dalej w kiepskim stanie, ale powoli będzie lepiej :) A jeśli chodzi o lakier to  nie będę się powtarzać, bo to lakier wibo (z wyjątkiem tego szarego, to "coral")  :)

A u Was jakie kolory na paznokciach królują? 

Poniedziałkowa piątka #20

Niesamowite, jak ten czas nieubłaganie ucieka. Jeszcze niedawno zaczynał się rok akademicki a tu z lekkim poślizgiem, ale już po zakończonych dwóch sesjach - kolejna odsłona Tysiowego tygodnia :)



Wiem, że jest grono osób, które lubią patrzeć na jedzenie na moim blogu :)
Ta-dam :


Tak bardzo kocham czereśnie, szkoda, że nasze czereśniowe drzewko już nie istnieje :(




Śniadanie z cyklu "sesja idzie czas do kuchni" :) 




Obrzydliwe :( Jak ja to mogłam pić? Sama chemia :(

Wprawiałam się w robieniu "samostrzałów", bo podobno tak się selfie nie robi, więc dzielnie ćwiczyłam*: 






*dla niezorientowanych: ta część wpisu ma charakter ironiczno-rozweselający :)

Miałam też całkiem wesołą sytuację w autobusie - ktoś nasiusiał na fotel... miła pani każdego informowała o tym fakcie aż pojawiłam się ja :D Napisałam karteczkę informującą o tym fakcie. Ciekawe ile osób potraktowało to jako żart...

A sobotnie południe spędzałyśmy tak na szkoleniu : 



To chyba wszystko, co zasługuje na Wasz wzrok, nic więcej ciekawego się nie działo. A co u Was? :)