30 day challenge- relacja z frontu walki :)

Teoretycznie miało być łatwiej widząc, że inni też się pocą. W praktyce zwykle wychodzi trochę gorzej. Dodatkowo zauważyłam, że ostatnio wszystkiego jest więcej do zrobienia a ja reaguję nerwowo.


Każdy dzień zapełniony do granic możliwości, dodatkowo jakieś drobne problemy zdrowotne po drodze. Niby nic takiego, a jednak coś, bo blokowało mnie przez pół tygodnia. Ale, wracając do języków :

angielski: serial - HIMYM - ostatni odcinek, czyli znów szukam serialu po angielsku :) + filmy + słówka 

hiszpański: słuchanie, gramatyka, słówka, wszystko co potrzebne na zajęcia i póki co czekam aż przyjdzie środowy wieczór, by móc bez wyrzutów sumienia poczytać

francuski:  film z angielskimi napisami, nie jest źle 

węgierski: nadal się osłuchuję, ciekawe, czy lepiej pójdzie niż z innymi językami, skoro metoda trochę inna? 


Średnio trzy razy w tygodniu mam ochotę wszystko rzucić, za językami tęsknię i gdy nie mam czasu lub siły na nie jestem na siebie wściekła. Jedyne co mnie pociesza to fakt, że niedługo odejdzie mi jedna bardzo wielka żaba pochłaniająca czas i energię.

Jak u Was? Mam nadzieję, że lepiej?

Bo u mnie wygląda to trochę tak, choć z innymi napisami :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz