Tysia - agresywny cham

Albo może agresywna chamka. A może taki współczesny Hiob. Tak czy inaczej dziś nie poznałam samej siebie. Bańka pękła i wydarłam japę, delikatnie rzecz ujmując. Wychodzi na to, żem niewychowana młodzież, o! 

Nie załatwiłam dziś zbyt wiele na uczelni, już sam fakt, że straciłam sporo czasu na dojazd (i przy okazji zajęcia z języka) i nie udało mi się zrealizować planu był trochę przygnębiający. Pocieszałam się jednak, że nie był to tak do końca dzień stracony i wracając usiadłam z przodu autobusu. Uchyliłam okno, których nie radzę Wam otwierać w autobusach, bo umrzecie- już Wam o tym przypominałam. Słuchawki w uszy i można rozmawiać. Kilka przystanków dalej wsiadają starsze panie, miejsca nie ma. Zwykle zrywam się z miejsca by ustąpić komuś potrzebującemu. Nie tym razem. Jest mi duszno, ledwo siedzę, mówię to Basi przez telefon, specjalnie głośno, bo chwilę wcześniej jakaś baba wcisnęła mi na nogi (i pod nie) jakieś toboły mówiąc: ja sobie tu położę. Nie no spoko, decyduję się wysiąść na następnym przystanku i przejść kawałek.

 Pogoda piękna, powietrze dobrze mi zrobi, wysiadam. Jakiś babsztyl mnie atakuje, wiek około 50 wiosen "młodzież niewychowana, chamowata" i patrzy chamsko na mnie. Chyba naprawdę nie jest już ze mną ostatnio najlepiej, bo odpowiedziałam coś w stylu "straszne" a babka  "a co jakby twoja matka tu stała?" No spoko, po pierwsze aż tak stara nie jestem, po drugie brudzia nie piłyśmy a po trzecie już mi w końcu włożono do głowy, że to, że ja będę dla kogoś miła i dobra nie znaczy, że mojej rodzinie ktoś się tak samo odwdzięczy. 
Nadal mam resztki cierpliwości i mówię "a może ja się źle czuję?" 

Niestety, babiszon nie zrozumiał, puka się w głowę i mówi mi, że jestem chora psychicznie. No niee... Tego to za wiele, moja cierpliwość się skończyła. Zachowałam się odpowiednio do oceny - pokazałam jej jak niewychowana młodzież mówi do takich babsztyli, "a pani jest po****" wstawcie sobie tu co chcecie, nie jestem z siebie dumna, ale trochę mi zeszło. Jestem nieasertywna, ludzie myślą, że jak wyglądam jak słodkie uśmiechnięte dziecko to można mną pomiatać. Dostałam dwie pochwały za swoje zachowanie - od ludzi, którzy znają mnie bardzo dobrze. Mi jest jedynie głupio i dalej mam nadzieję, że rower da się naprawić, bym mogła uniknąć konfliktów. 



Ale niestety to nie koniec... 

Wkurzona na pocieszenie kupiłam sobie megaczosnkowe grzanki w Biedronce. Ot tak, na złość innym pośmierdzę w autobusie to otworzą okno albo chociaż uciekną ode mnie i będę mieć już święty spokój. 

O, ja naiwna! Uchylam okno. Trzask. Okno zamknięte. Znów otwieram, znów trzask. Tym razem zdążyłam się odwrócić - mężczyzna koło czterdziestki. I jak nie ryknie, że mi za gorąco. E no spoko, powietrze zabija, to już wiemy, ale demon dziś we mnie siedzi, więc dłużna nie zostaję, mówię, że nie za gorąco lecz za duszno. Wszyscy patrzą na mnie (dokładnie tak jak kilkanaście minut temu na przystanku gdy baba wyprowadzała mnie z równowagi), nikt nic nie powie, tylko wlepiają te ślepia we mnie. Odpuszczam. Otwieram pakę śmierdzących grzanek czosnkowych. Jestem bezczelna, chamska, niewychowana i śmierdzę. Przetworzony alkohol nadal czuć gdzieś za mną, pewnie jakieś żulerskie zapachy też się znajdą. Szkoda, że grzankami nie wymuszę otwarcia okna, przecież jak żul jedzie to ludzie też to wąchają i każdy tylko narzeka, ale okien niee, bo umrą. Trudno.

Dookoła mnie symfonia kaszlu i smarków. Może jeszcze niech się we mnie wytrą, w sumie, co mi tam, przecież każdy z nich jest najważniejszy a świeże powietrze wzmaga ich "przeziębienie". Ciekawe, tylu ludzi wszędzie na mnie smarka, kicha, kaszle a ja nadal nic? To może jednak okna nie zabijają?

Przerywam myślenie, uśmiecham się pod nosem. Obiecuję sobie sprawdzić wszelkie możliwe serwisy z używanymi rowerami i jeździć jakimś gruchotem byleby tylko unikać konfrontacji z idiotami. Boję się, że powiem za dużo, albo coś zrobię. Muszę przytyć i wyrobić tonę mięśni, babochłopowi nic nie powiedzą, nikt nie podskoczy, a jak podskoczy- jednym ruchem zgładzę. 

Żeby nie było - potrafię nieziemsko rzucać mięchem i wrzeszczeć. Nie jestem jakimś Hiobem, by zrzucać na mnie wszystkich debili na tej planecie. Nie jestem dumna z tego, że straciłam nad sobą panowanie. Ale może musiałam, by zobaczyć, że muszę być wredna. Jestem za miękka i dopiero dziś miarka się przebrała. Nie podejrzewałam się o taką dozę cierpliwości.

Opowiedziałam Babci to samo, co napisałam Wam. Skomentowała tylko, że ludzie są chamscy i nie wyobraża sobie komuś powiedzieć czegoś takiego czy oczekiwać, by ktoś jej ustąpił gdziekolwiek. A swoje lata ma i jest najkochańszą osobą pod Słońcem.  Za każdym razem, gdy komuś pomagałam, miałam nadzieję, że ktoś pomoże Jej lub innej bliskiej mi osobie. Szkoda, że to tak nie działa...



5 komentarzy:

  1. Autobusy :) znam te przypadki z autopsji, odkąd zrobiłam prawko jeżdżę autem i mam spokój psychiczny :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę, utrzymanie auta u mnie nadal jest abstrakcją ;) A tak się łudziłam, że gdy tylko zdam to kupię, ale gdy zdałam sobie sprawę ile ta zabawa kosztuje... Liczę na to, że jakiś rower znajdę :D

      Usuń
  2. Na szczęście nie jeżdżę autobusami :) Chodzę pieszo i na dobre mi to wychodzi. W autobusach zawsze robię się nerwowa i chętnie bym wyskoczyła przez okno już na pierwszym przystanku. Niestety jednak czasem muszę skorzystać z tego "dobrodziejstwa" techniki.
    Ale powiem tak - i Ty i te wszystkie starsze, jakie uprzejme "panie" kupiłyście bilet. Być może nawet one jadą za darmo. I tak jak jej, tak i tobie przysługuje miejsce w autobusie, za które zapłaciłaś. Nigdy nie zrozumiem tego absurdalnego zachowania starszych ludzi, gdy widzą młodszego człowieka (bo i dorosłym ludziom w wieku mojej mamy także pewnie by się dostało za zajęcie miejsca) siedzącego na fotelu. Rozumiem, że tu jest kwestia kultury, ale skoro nie ma nawet czym oddychać w autobusie, bo jest tyle ludzi, to co za różnica kto komu ustąpi miejsca, jak i tak dla kogoś go zabraknie. I dochodzi też kwestia złego samopoczucia, czy zmęczenia - przecież być może ktoś nie ma siły stać, a skoro ma miejsce siedzące, to siedzi....
    Raz widziałam, jak kobieta z dzieckiem ustąpiła miejsca w autobusie wymalowanej "staruszce" i musiała trzymać dzieciaka na rękach, stojąc w tym ścisku. A paniusia siedziała sobie wygodnie i plotkowała z koleżanką, gdzie to ona wczoraj na kawę chodziła. Paranoja.
    Dobrze zrobiłaś. Skoro inni ludzie nie liczą się z Tobą, to ty też się z nimi nie licz. Wiem, że to błędne koło, ale masz takie samo prawo do miejsca, jak starsi ludzie, takie samo prawo do jedzenia śmierdzących rzeczy, jak śmierdzący żulem i sikami ludzie, takie samo prawo do wyrażenia zdania, gdy Cię niesłusznie krytykują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jaaa... ale masz szczęście! Mam wszędzie daleko, w dodatku przez las, jedna uczelnia w centrum, druga tam, gdzie ptaki zawracają :D Jakbym chciała iść pieszo na jutrzejsze zajęcia musiałabym chyba w nocy wyjść :D Wychodziłam z założenia, że jak mogę to ustąpię, ale skoro zawsze to robię a gdy nie jestem w stanie to jestem zła to co to za różnica? Będę wredna, choć przykro mi, że muszę chamstwo zwyciężać chamstwem...

      Usuń
  3. dopiero teraz zobaczyłam ten tekst, dobrze zrobiłaś że się wydarłaś. Niestety pomiatanie nami - młodymi wynika z tego, że nie umiemy odpyskować bo nie wypada itp :)

    OdpowiedzUsuń