Tysia patrzy i rozmyśla – związki #1

Prędzej czy później każdy z nas wchodzi w jakieś poważniejsze relacje z innymi ludźmi. Może to być przyjaźń, partnerstwo czy inne formy więzi. Zastanawiające jest jednak w jaki sposób traktujemy tych, którzy są bliżej nas od dłuższego czasu.

Znam wiele przykładów osób, które będąc w związku nie istnieją dla nikogo. Nie ma imprez, spotkań, pogaduch, słowem – nie żyją towarzysko. Jest tylko on/ ona i wszystko jest podporządkowane obiektowi westchnień. Chcesz pogadać bo umarło ci zwierzątko/ zostawił cię facet/ wszystko się sypie/ w końcu się coś udaje? Nie, bo randka, nie bo będzie zazdrosny/a że się z tobą spotka. No spoko.

Czekasz aż pojawi się kryzys i bijesz się z myślami. Z jednej strony życzysz jak najlepiej ale z drugiej  doskonale wiesz, że takie izolowanie się nie przynosi nic dobrego. I bach! Zerwali! Nagle stajesz się pierwszą osobą do której dzwoni ta śmiertelnie zakochana osoba, pocieszasz, tłumaczysz, że ludzi dookoła się nie odpycha i w swojej naiwności podajesz chusteczki i uzupełniasz kieliszek. A potem jest następna miłość i koło się zamyka.

# przykład pana XP

an X i ja znamy się od iluśtam lat, przestałam liczyć. Poznaliśmy się tak idiotycznie, że dziwi mnie, że w ogóle się spotkaliśmy. Jak do tego doszło? Miał mnie męczyć sygnałami puszczanymi na komórkę, pogadaliśmy i tak znamy się od jakiegoś czasu. Nie pamiętam pierwszego spotkania, za to pan X tak- „przyjechałaś na rowerze, powiedziałaś że jestem brzydki i sobie pojechałaś”. Ja zapamiętałam to inaczej, ale mniejsza z tym. Ważne jest, że jakoś się dogadywaliśmy, wydawało mi się, że mam kumpla. Czas mijał i nasz bohater spotkał kobietę. Od razu było widać że go wzięło, podobno były plany przyklęków, welonów etc. Cieszyłam się razem z nim, wymyślałam sposoby na wybranie atrybutu nowego stanu rzeczy, odradzając mu mierzenie paluszków suwmiarką i w sumie zapomniałam o sprawie. Okazało się, że pan X mimo ponad ćwierćwiecza na karku pozbył się znajomości ze mną w sposób rodem z XXI wieku tzn. wyrzucając mnie z facebooka. Nadal nie bardzo wiem jak zrozumieć tę dziwną sytuację, ale w skrócie – podobno on nie wie o co chodzi jego kobiecie, która rzekomo jest zazdrosna. O co? Nie wiem, może o to, że chciał bym mu pomogła wybrać prezent na święta, dowiedzieć się jak trafić w jej gust bez wypytywania rodziny? Języka człowiek zapomniał, by normalnie porozmawiać zamiast jak gimbus „kończyć znajomość”.  Ale ok, nie moja sprawa, kolega spisany na straty, pewnie tu wchodzi, więc może uświadomi sobie, że bycie w związku nie oznacza rezygnacji z dawnych znajomości.

Ba, niektórzy myślą, że nie powinno się zawierać nowych, a wszędzie powinno się chodzić ze swoją połowicą. Wychodziłoby na to, że facet powinien towarzyszyć mi na wszystkich zajęciach, warsztatach, szkoleniach, wolontariatach, projektach, korkach, wyjazdach, egzaminach, wypadach (babskich też, przecież kelner może mu mnie odbić!) etc. Tragedia. Nie rozumiem co miałoby to na celu. Każdy potrzebuje złapać oddech, mieć swoje zainteresowania, znajomości, sprawy. Ciekawe, że zwykle ludzie rozumieją to gdy już stracą podwójnie – swoich znajomych i obiekt westchnień.

Też tak macie ze swoimi znajomymi ? A może sami tak robicie? Może to ja mam dziwne podejście/ wymagania?

Martyna Tadrowska - wulkan energii. Kocha alpaki, uczy hiszpańskiego i przeżywa właśnie kolejną życiową przygodę w Wielkiej Brytanii. W wolnym czasie sama nie wie co ze sobą zrobić bo co chwilę namalowuje jej się coś nowego i ją "nosi".

0 Comments

  1. Zielonooka Jędza
    22 lutego 2014

    Też znam kilka takich par/byłych par. Wszędzie razem i wszędzie i tylko patrzenie sobie w oczy. Co tam że towarzystwo, ważne że od ostatniego buziaka minęły już 3 minuty. Masakra 😉

    Odpowiedz
  2. Mon
    22 lutego 2014

    Myslę, że nie masz złego/dziwnego podejścia. Niestety dzisiejszy świat wszędzie doszukuje się zdrad, kłamstw i innych pretekstów do afer. masa jest takich ludzi. Ja osobiście uważam to za głupote, bo przyjaźń jest na całe życie a nie zależy od tego czy jesteśmy w związku czy nie. Ale różni ludzie są….

    Odpowiedz
  3. Anonimowy
    23 lutego 2014

    Jak ktoś kogoś kocha, to jest o niego zazdrosny, im baridzje zalezy tym baridzje chora zazdrosc.

    Dobrze ze nie ma o panu Y

    Odpowiedz
  4. Itysia
    23 lutego 2014

    Panów X i Y można na pęczki 🙂 Pań też 🙂 Czyli jak się kobietę np. bije za to, że ktoś na nią spojrzał to znaczy że tak bardzo się kocha, że aż ma się do czynienia z chorą zazdrością? Przecież będąc z kimś nie tracimy (przynajmniej nie powinniśmy, to też temat na kolejny post, bo za długi by był) swojej osobowości, pasji, zainteresowań, przekonań, marzeń i przede wszystkim ludzi, na których nam zależy i którzy to odwzajemniają 🙂

    Odpowiedz
  5. Itysia
    23 lutego 2014

    To jeszcze zrzuciłabym na pierwsze miesiące znajomości 😀 Zwykle jednak, jeśli taki związek nie wytrzyma są pretensje, że dana osoba została sama 🙁

    Odpowiedz
  6. hard-big-hand
    18 lutego 2015

    też to słyszałam: "bo jak się już jest w związku to się nie powinno wychodzić nigdzie z znajomymi płci przeciwnej, a jak to jest małżeństwo to już w ogóle!"
    to jest chore dla mnie bo przecież wejście w związek to nie więzienie!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *