Jak wydłużyć dobę

Nie wiem jak to się stało, że już jest czwartek. Miałam tyyyyle zrobić i sukcesy zeszłego tygodnia niezmiernie mnie motywowały do dalszej pracy. Ale gdy wracałam do domu było już ciemno a energii starczało na najważniejsze obowiązki.


Głupio mi niezmiernie, bo miało wystarczyć czasu i na języki i na naukę, ale wczorajszy dzień po prostu mnie dobił. Zlądowanie do domu po 12 czy 13 godzinach poza nim nie należy do zasad higienicznego trybu życia. W dodatku nie wypiłam kawy i padałam na twarz. Zauważyłam jednak, że we wtorek nie miałam nawet siły włączyć laptopa!

Zaczęłam się zastanawiać czy nie powinnam zrobić odwyku od Internetu. Nie będę tu ściemniać, że nie wchodziłam na telefonie, ale wiadomo, że odbywało się to w ciągłym ruchu. U mnie po sesji wytworzył się straszny nawyk sięgania po kawę i coś słodkiego gdy tylko zasiadałam przy laptopie. W takim tempie mogę wyrzeźbić sylwetkę na kształt zapaśniczki sumo, więc postanowiłam wybić ten nałóg i nawet dobrze poszło. Pojawił się natomiast inny problem- brak ochoty włączania laptopa. Nie wiem czy wynikało to ze zmęczenia po dłuuuugim dniu na uczelni, tego że oczy bolały jakbym miała pod powiekami rozżarzone kawałeczki węgla czy wizja kolejnych obowiązków do wykonania? 

Odwiedzając różne blogi zauważyłam, że jest taka tendencja przekonania się jak to jest bez włączonego komputera. Uwielbiam momenty, gdy zapominam o tym sprzęcie i będąc w górach lub po prostu odpoczywając wychodzę bez telefonu na spacer czy pobiegać a netbook leży nierozpakowany w torbie, bo o nim zapomniałam do czasu włączenia filmu. 

Z drugiej strony pisanie bloga jest wciągające, ale jeszcze bardziej wciąga czytanie cudzych. Co prawda nie zostawiam Wam miliona komentarzy, jednak wchodzę, czytam, przeżywam i w ten sposób mijają minuty, godziny...
Mam tyle pomysłów, planów, tylko czasu na realizację brak. Muszę wykrawać każdą minutę, by zdążyć ze wszystkim. Na szczęście nic już nade mną nie wisi, więc mogę sobie spokojnie nadrabiać moje wymyślone braki i gonić samą siebie :) Znacie jakiś sposób na wydłużenie doby? Byle nie kosztem snu, bo migrena nie da mi żyć.


Jakoś mi pesymistycznie wyszedł ten wpis, więc dodaję dużo czerwonego akcentu - dla dodania radości i energii:)

7 komentarzy:

  1. Planuj każdą godzinę, może to pomoże? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do zaplanowania pozostają godziny na sen, większość planują mi uczelnie :D

      Usuń
  2. Przyłączam się do pytania, jak wydłużyć dobę, albo conajmniej nabyć umiejętność naginania czasoprzestrzni. Pomysłów milion pięćset, a czas na ich realizację kurczy się w zastraszającym tempie. W ogóle odnoszę wrażenie, że ostatnio czas występuje w wersji turbo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pochłaniam kolejne książki związane z tematyką zarządzania czasem etc. ale niestety nie ma ani słowa o teleportacji czy klonowaniu... Może ktoś nas oświeci :)

      Usuń
    2. To jak tylko ktoś coś wymyśli to daj znać proszę i mi ;) chętnie przygarnę kilka dodatkowych godzin dziennie ;)

      Usuń
  3. Mi za to nie brakuje godzin, tylko motywacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możemy się zamienić? ;) Motywacja to też temat- rzeka. Czasami potrzeba odpoczynku by móc się dalej motywować, może to jest "blokerem"?

      Usuń