Tysia odświeża fryzurę

Przygrzało słonko i to chyba mocniej niż się zdawało i kupiłam w promocji farbę do włosów. Już dawno nie miałam do czynienia z takimi wynalazkami... 



Farba do ombre, stwierdziłam - a co tam, najwyżej zetnę jak nie wyjdzie. Właściwie włosy na końcach i tak mi się rozjaśnią, ale potrzebowałam jakiejś odmiany i mam. Mam też dwie lewe ręce, więc nie do końca wyszło jak chciałam, jednak na pewno promienie słoneczne mi pomogą :D

Pudło wygląda tak :



 Strasznie mi się podoba fryzura na opakowaniu. Jakoś ostatnio mam szał na krótsze włosy, ale u kogoś :)

Włosy przed (ciekawe czy w ogóle urosły od czasów poprzedniej notki o nich);



A  Tysia obecnie wygląda "jakby spędziła dużo czasu nad morzem", czyli niewiele się zmieniło :)
Ciekawe co jeszcze wymyślę...




I w sumie nie wiem czy ombre jest modne czy nie, nigdy mnie to nie obchodziło, nie chciało mi się czekać na słońce a zmian potrzebowałam na już :) 

Poniedziałkowa piątka #4

Kolejny tydzień minął jak mrugnięcie powieką. Strasznie szybko mi czas płynie, w dodatku gdy wychodzę z domu powoli robi się jasno (w końcu!), wracam już nie w kompletnej ciemności lecz w towarzystwie znośnych szarości. To już 4 poniedziałek z piątkami i chyba na razie tak zostanie.


#1 Akcja odgruzowywanie

Chodziło o odgruzowanie notatek. Wszelkie pomoce naukowe dla dzieci na dodatkowe zajęcia, projekty, wolontariaty, i "pogotowie korepetycyjne" zostały w końcu posegregowane! Zbierałam się od dłuższego czasu, by tego dokonać. Odnalazłam nawet jakieś stare niedokończone przez uczniów kserówki i inne dziwne rzeczy :)
Jakby ktoś potrzebował skoroszyt do segregatora - Biedronka (4,99 za 5szt).


Najpierw odzyskałam koszulki foliowe, w których trzymałam wszystkie notatki z administracji. Wszystkie notatki, które mi zostały wrzuciłam do jakiejś materiałowej teczki, by tam w spokoju doczekały spalenia na stosie (właśnie, znacie jakieś miejsce, gdzie mogę tego dokonać w czerwcu?).





Koszulki dostały nowe życie - mieszkają w nich kserówki i inne pomoce do nauki angielskiego dla uczestników moich projektów porozdzielanie tak, że mucha nie siada :)








#2 Jedzeniowe grzechy

Tutaj powinnam płakać i gorzko żałować...

Przychodzę na zajęcia a tu nowe cukieraski z Lidla :) Te "duo" lepsze :)


Ale próbowałam różnych nowości :
Domowy "chiński kubek" :) Strasznie ostry :)


A wątróbka chodziła za mną od zeszłego tygodnia. Większość jej nie lubi, ale dla mnie z jabłkiem i cebulką to idealny sposób na podwyższenie poziomu żelaza :) 



#3 Folgowanie

Tym razem kosmetyczne :)

Jak widać skusiłam się na promocję w Rossmannie i uzupełniłam zapasy kremów (ostatnie umarły na szafce w łazience z powodu przegrzania. Kubek dorwałam na wyprzedaży w Go Sport :) Ale to osobny temat.

#4 Chwila dla siebie

Oj, było ich mało, dopiero w weekend nadrobiłam zaległości i miałam parę chwil dla siebie. Te, które uchwyciłam są związane z jedzeniowymi grzechami ;)


Czekolada z miętą, czyli rozpieszczanie pełną parą :)

O tym, że byłam nieźle zakręcona świadczy chociażby mój wpis do kalendarza "hotele z hotelami z wybranym hotelem", czyli "znajdź stronę z hotelami i wybierz jeden" :D


#5 Oszalałam na punkcie

Kanapek! Ale tym razem głównie z buźką i oczkami, czyli papryką i cukinią. Chociaż muszę przyznać, że moje "tosty" ze smażonym jajkiem sadzonym wychodzą mi już coraz lepiej :) W końcu!









Tysia patrzy i rozmyśla - związki #1

Prędzej czy później każdy z nas wchodzi w jakieś poważniejsze relacje z innymi ludźmi. Może to być przyjaźń, partnerstwo czy inne formy więzi. Zastanawiające jest jednak w jaki sposób traktujemy tych, którzy są bliżej nas od dłuższego czasu.


Znam wiele przykładów osób, które będąc w związku nie istnieją dla nikogo. Nie ma imprez, spotkań, pogaduch, słowem - nie żyją towarzysko. Jest tylko on/ ona i wszystko jest podporządkowane obiektowi westchnień. Chcesz pogadać bo umarło ci zwierzątko/ zostawił cię facet/ wszystko się sypie/ w końcu się coś udaje? Nie, bo randka, nie bo będzie zazdrosny/a że się z tobą spotka. No spoko.

Czekasz aż pojawi się kryzys i bijesz się z myślami. Z jednej strony życzysz jak najlepiej ale z drugiej  doskonale wiesz, że takie izolowanie się nie przynosi nic dobrego. I bach! Zerwali! Nagle stajesz się pierwszą osobą do której dzwoni ta śmiertelnie zakochana osoba, pocieszasz, tłumaczysz, że ludzi dookoła się nie odpycha i w swojej naiwności podajesz chusteczki i uzupełniasz kieliszek. A potem jest następna miłość i koło się zamyka.

# przykład pana X

Pan X i ja znamy się od iluśtam lat, przestałam liczyć. Poznaliśmy się tak idiotycznie, że dziwi mnie, że w ogóle się spotkaliśmy. Jak do tego doszło? Miał mnie męczyć sygnałami puszczanymi na komórkę, pogadaliśmy i tak znamy się od jakiegoś czasu. Nie pamiętam pierwszego spotkania, za to pan X tak- "przyjechałaś na rowerze, powiedziałaś że jestem brzydki i sobie pojechałaś". Ja zapamiętałam to inaczej, ale mniejsza z tym. Ważne jest, że jakoś się dogadywaliśmy, wydawało mi się, że mam kumpla. Czas mijał i nasz bohater spotkał kobietę. Od razu było widać że go wzięło, podobno były plany przyklęków, welonów etc. Cieszyłam się razem z nim, wymyślałam sposoby na wybranie atrybutu nowego stanu rzeczy, odradzając mu mierzenie paluszków suwmiarką i w sumie zapomniałam o sprawie. Okazało się, że pan X mimo ponad ćwierćwiecza na karku pozbył się znajomości ze mną w sposób rodem z XXI wieku tzn. wyrzucając mnie z facebooka. Nadal nie bardzo wiem jak zrozumieć tę dziwną sytuację, ale w skrócie - podobno on nie wie o co chodzi jego kobiecie, która rzekomo jest zazdrosna. O co? Nie wiem, może o to, że chciał bym mu pomogła wybrać prezent na święta, dowiedzieć się jak trafić w jej gust bez wypytywania rodziny? Języka człowiek zapomniał, by normalnie porozmawiać zamiast jak gimbus "kończyć znajomość".  Ale ok, nie moja sprawa, kolega spisany na straty, pewnie tu wchodzi, więc może uświadomi sobie, że bycie w związku nie oznacza rezygnacji z dawnych znajomości.

Ba, niektórzy myślą, że nie powinno się zawierać nowych, a wszędzie powinno się chodzić ze swoją połowicą. Wychodziłoby na to, że facet powinien towarzyszyć mi na wszystkich zajęciach, warsztatach, szkoleniach, wolontariatach, projektach, korkach, wyjazdach, egzaminach, wypadach (babskich też, przecież kelner może mu mnie odbić!) etc. Tragedia. Nie rozumiem co miałoby to na celu. Każdy potrzebuje złapać oddech, mieć swoje zainteresowania, znajomości, sprawy. Ciekawe, że zwykle ludzie rozumieją to gdy już stracą podwójnie - swoich znajomych i obiekt westchnień.


Też tak macie ze swoimi znajomymi ? A może sami tak robicie? Może to ja mam dziwne podejście/ wymagania?

Jak wydłużyć dobę

Nie wiem jak to się stało, że już jest czwartek. Miałam tyyyyle zrobić i sukcesy zeszłego tygodnia niezmiernie mnie motywowały do dalszej pracy. Ale gdy wracałam do domu było już ciemno a energii starczało na najważniejsze obowiązki.


Głupio mi niezmiernie, bo miało wystarczyć czasu i na języki i na naukę, ale wczorajszy dzień po prostu mnie dobił. Zlądowanie do domu po 12 czy 13 godzinach poza nim nie należy do zasad higienicznego trybu życia. W dodatku nie wypiłam kawy i padałam na twarz. Zauważyłam jednak, że we wtorek nie miałam nawet siły włączyć laptopa!

Zaczęłam się zastanawiać czy nie powinnam zrobić odwyku od Internetu. Nie będę tu ściemniać, że nie wchodziłam na telefonie, ale wiadomo, że odbywało się to w ciągłym ruchu. U mnie po sesji wytworzył się straszny nawyk sięgania po kawę i coś słodkiego gdy tylko zasiadałam przy laptopie. W takim tempie mogę wyrzeźbić sylwetkę na kształt zapaśniczki sumo, więc postanowiłam wybić ten nałóg i nawet dobrze poszło. Pojawił się natomiast inny problem- brak ochoty włączania laptopa. Nie wiem czy wynikało to ze zmęczenia po dłuuuugim dniu na uczelni, tego że oczy bolały jakbym miała pod powiekami rozżarzone kawałeczki węgla czy wizja kolejnych obowiązków do wykonania? 

Odwiedzając różne blogi zauważyłam, że jest taka tendencja przekonania się jak to jest bez włączonego komputera. Uwielbiam momenty, gdy zapominam o tym sprzęcie i będąc w górach lub po prostu odpoczywając wychodzę bez telefonu na spacer czy pobiegać a netbook leży nierozpakowany w torbie, bo o nim zapomniałam do czasu włączenia filmu. 

Z drugiej strony pisanie bloga jest wciągające, ale jeszcze bardziej wciąga czytanie cudzych. Co prawda nie zostawiam Wam miliona komentarzy, jednak wchodzę, czytam, przeżywam i w ten sposób mijają minuty, godziny...
Mam tyle pomysłów, planów, tylko czasu na realizację brak. Muszę wykrawać każdą minutę, by zdążyć ze wszystkim. Na szczęście nic już nade mną nie wisi, więc mogę sobie spokojnie nadrabiać moje wymyślone braki i gonić samą siebie :) Znacie jakiś sposób na wydłużenie doby? Byle nie kosztem snu, bo migrena nie da mi żyć.


Jakoś mi pesymistycznie wyszedł ten wpis, więc dodaję dużo czerwonego akcentu - dla dodania radości i energii:)

Poniedziałkowa piątka #3

Kolejna odsłona tygodniowej piątki. Tydzień dość aktywny, można nawet nazwać go przełomowym. Działo się sporo, energii przybywało. Oby tak dalej!


# 1 Powrót do dzieciństwa

Król Lew po raz tysięczny? Chętnie! 
A po projekcji filmu z dzieciństwa kolejna tura warsztatów fotograficznych. Niedługo nadejdzie czas na opisanie wrażeń :)


O moich nowych przyjaciołach balonach już co nieco wiecie. Nie będę ukrywać, że to świetne doświadczenie. 





A taki zamek zrobiliśmy w duecie - Tysia-opiekunka + Hubcio. Jak Wam się podoba? 

#2 kulinarne ekscesy 



Jak widać znów awokado w akcji. Tym razem chyba trzymane zbyt długo, jego pestka aż dźwięczała w środku (jak kinder niespodzianka) i po rozkrojeniu wyglądało to tak: 


Nie znam się na tym, ale stwierdziłam, że chyba nie wygląda to dobrze i pożegnałam się z nim. Stąd pytanie do Was, bym wiedziała na przyszłość-  takie toto się je czy nie? 




Prawie jak paella, choć nią nie miało być :) Nawet zaczęłam się przekonywać do skrzydełek. Sukces!

#3 alkoholowe odkrycie

Piliście zielone piwo? Takie zielone w środku? Pierwszy raz w życiu takie widziałam. 


Jest to piwo irlandzkie zielone z browaru Krajan (Nakło). Wspieram swoje województwo :)

Smakuje jak normalne, ale kolor zachęca. Specjalnie zrobiłam zdjęcie butelki, byście wiedzieli jakiego piwa szukać. 



#4 Chwila dla siebie 

Po tak długiej stagnacji 3 wyjścia na minibieganie to naprawdę wyczyn. 
Zdążyłam przed ulewą, naładowałam akumulatory i mogę zaczynać kolejny tydzień :)




Buty chyba załatwiłam, jeszcze nie wiem, czym je doprać, póki co wyczyściłam największe błoto. 
Chwilę później zaczęło padać, więc las będzie jeszcze większym bagnem ;)

#5 Oszalałam na punkcie 
Zumby! Po prawie 4 latach do niej wróciłam. 
Nie, nie w klubie - w domu. Nie robiłam zdjęcia z moich wygibasów, ale możecie sobie zerknąć do czego zrobiłam pierwsze podrygi : 


Jeśli ktoś chce do mnie dołączyć - zapraszam :)

Balonowe radości

Małe dzieci boją się huku, który towarzyszy pękaniu balonów. Ale te małe, kolorowe gumowe "bańki" strasznie im się podobają. I nawet dorośli lubią balony, choć nadal się ich boją. Niekiedy jednak takie barwne cudo staje się towarzyszem dziecka. Wie o tym Fundacja Dr Clown i jej wolontariusze. To właśnie oni są w stanie tak połączyć kawałki napełnionej powietrzem gumy, by powstało coś pięknego dla małego pacjenta. Miałam możliwość skorzystania ze szkolenia poświęconego tworzeniu cudów z balonów. 

kwiat-gigant 
Muszę przyznać, że mam "dwie lewe ręce w tym jedną krótszą" i mimo, że w podstawówce tworzyłam cuda z origami nadal uważam się za kompletne beztalencie plastyczne (nie, nie chodzi tu o fakt, że w liceum nauczycielka polskiego i wiedzy o kulturze uznała, że mój obraz impresjonistyczny z zachodzącym słońcem przedstawia po prostu hamburgera...), ale bardzo szybko dałam się skusić na spotkanie z wolontariuszką dr Clowna. 

Poprzednio pokazywałam Wam parówczaka. Początkowo myślałam, że na nim poprzestanę i stworzę mnóstwo małych parówczaków, no ewentualnie machnę jakieś serduszko (nie jest aż tak skomplikowane). Jednak ambicja wygrała i zaczęłam tworzyć. Wiem, że moje "dzieła" nie są powalające, ale to tak jak z półmaratonem - to co dla innych jest "żadnym wyczynem" dla mnie jest pokonaniem stagnacji i własnych słabości.

 A właśnie, pisałam Wam o tym, że nie mam się ośmieszać moim półmaratonem bo to żaden wyczyn? I że jestem żałosna? I że starsi ludzie szybciej biegają ode mnie a pan z brzuszkiem "w moim wieku..." ? Ciekawe czy uwierzyłabym gdyby mi ktoś powiedział w trakcie zajęć z w-f (gdy stałam za drzewem gdy wszyscy biegali na kilometr i czekałam aż skończą, by w końcowym okrążeniu do nich dołączyć), że porwę się na ponad 21 kilometrów i ukończę? Na pewno nie. To jest mój największy sukces i będę się cieszyć z każdego kolejnego - małego i dużego. Są moje i nikt mi ich nie odbierze. 

Niech się każdy cieszy tym, z czego może, ja zamierzam mieć radochę każdego dnia, bo za dużo życia straciłam na zamartwianie się, nerwy i inne bzdety. 

Także ciesząc się z otoczenia kolorowych baloników zaczęłam tworzyć. Co prawda nie obyło się bez martwych myszy (ale jak coś, to ona śpi i odpoczywa):
Mała myszka mocno śpi... mała myszka mocno śpiiiii... 

 
Najbardziej spodobały mi się uciekające baloniki. Są małe i wszędobylskie. Położyłam je na stole i jeden zniknął, byłam przekonana, że napompowałam mniej niż chciałam. Potem znalazłam uciekiniera po drugiej stronie blatu...










Poznajcie kobrę, która miała być wypełnieniem pingwina... Cóż, stała się kobrą a ja zyskałam odznakę "wymyślacza" :)




kot perski :)

tu chyba widać, że to żyrafa?

dinozaur jakiśtam  

i jego precyzyjnie wykonany grzbier


Która by nie chciała takiego kwiatka? :)



a to pingwin w wykonaniu mojej mentorki :) 


a tak wracałam do domu 

Uwielbiam spojrzenia i uśmiechy ludzi, gdy wracam obładowana balonikami. To po prostu urocze :) Kontrolerzy biletów się ze mnie śmiali, ludzie zaczepiali "da pani balonik", "a gdzie takie można kupić?" "za ile pani sprzeda". Mam nadzieję, że będę mogła dalej szkolić swoje umiejętności :D