Wyciskacz łez : Now is good

Kolejny dzień za mną, mamy weekend. Ten będzie wyjątkowy, bo spędzę go z wolontariuszami z PROJEKTOR-a. Czuję moc. Po dzisiejszym sympozjum a przed jutrzejszą integracją. 


Wszystkimi wrażeniami podzielę się w niedzielę po powrocie. Póki co jestem świeżo po obejrzeniu filmu Now is good . Polskiego tytułu nie znalazłam, ale przyznaję: nie szukałam zbyt intensywnie. Ot - tłumaczenia wszelakie bolą nie tylko moje uszy, ale też oczy, serce i inne metaforyczne organy.

Film gdzieś ktoś polecił w sieci. Jak zwykle. Obejrzałam, płakałam i tyle w temacie. Choroby wszelakie, nieuleczane, przysparzające cierpienia zawsze będą w nas budziły pewien respekt i obawę. Now is good nie jest jednak kolejnym smętem jakich pełno nakręcono przed nim (zapewne po nim także). To opowieść o wyjątkowej dziewczynie, silniejszej niż jej otoczenie, która zakochuje się będąc w zaawansowanym stadium raka. Chłopak, którego również trafiła strzała amora niezbyt wie, co i jak robić, właściwie można go nazwać "cipką"- nie wie jak wesprzeć Tessę, nie ma nawet świadomości, że powinien... Postać wzbudzająca we mnie najwięcej emocji to "matka" głównej bohaterki - tragedia to mało powiedziane. Kobieta nieogarnięta, irytująca mnie już od pierwszej sceny. Nie przedłużając napiszę tylko: warto poświęcić godzinę na obejrzenie.


 Łatwe i przyjemne filmy zostawiłam na inny termin, obecnie jestem w swoim własnym świecie "100 lat w wolontariacie" i wcale nie jest mi z tym źle :) 

A zdjęcia z dzisiaj możecie oglądać na moim instagramie.

1 komentarz:

  1. Film oglądałam całkiem niedawno i wzbudził we mnie ogrom emocji. Jest jednym z tych, o których nie wiem co powiedzieć. Mimo wszystko podobał mi się.

    OdpowiedzUsuń