Koooniec tygodnia!

Z ogromną ulgą witam koniec tygodnia. Nie był to jednak aż tak trudny czas, czekają mnie o wiele bardziej męczące dni. Ale mimo wszystko nadmiar emocji bywa szkodliwy. 

Właściwie to miałam napisać o pozytywnym nastawieniu, radości z życia, ogarnianiu go w sposób całkiem bezkonfliktowy. Ale to byłoby zbyt piękne, przecież musi się coś sypnąć. Nie mam tu na myśli śniegu, chociaż i on sypie sobie co jakiś czas w moich rejonach i próbuje mnie zabić na ulicy :) 

Zastanawiam się nad kruchością życia i jest to temat, który powraca do mnie jak bumerang. Niby jest dobrze: wszystko w miarę się układa, wydaje się, że jest pięknie i nagle traaach. Zawsze jest jakiś trach. Jeśli ktoś jest nerwowy (jak ja) to jego układ nerwowy się buntuje. Mówi basta! I serduszko drży i głos się łamie...

Dlaczego niektórzy potrafią się niczym nie przejmować i mieć wiele kwestii w nosie? A taka Tysia cały czas się wszystkim przejmuje chociaż cały czas powtarza sobie "mam to w gdzieś" i wcale jej to nie wychodzi... 
Zawsze znajdzie się powód do zamartwiania, problem do rozwiązania, ofiara, nad którą trzeba się pochylić i jej pomóc. 

Wychodzi na to, że moje próby zmian poszły się kochać, zaś praca nad sobą jest znacznie trudniejsza w kwestii pozytywnego myślenia niż zmuszania się do wykonywania rozmaitych czynności. 

Dwa dni na nadrobienie wszystkiego. I odpoczynek. A za pięć miesięcy... 
będę dłubać w nosie! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz