Podsumowanie wyzwania ruchowego + kolejne zadanie :)

Kolejny poniedziałek, kolejny tydzień, czyli nowe wyzwania i nowa dawka energii! Tym razem podsumujemy wyzwanie ćwiczeniowe i stawimy czoła nowemu, tym razem intelektualnemu. O czym mowa? O językach obcych! 

źródło: sosnowiec.olx.pl

Basia o wyzwaniu ćwiczeniowym: 
Drugi tydzień już za nami. Z dumą mogę ogłosić, że nie ćwiczyłam. Prawda, że mam się z czego cieszyć? Wymówki i lenistwo wzięły nade mną górę. Zawsze podśmiewałam się z osób, które narzekały, że nie mają na nic czasu i po powrocie z pracy są zmęczone. Uważałam, że to wina ich słabej organizacji czasu i, że mi się coś takiego nie przytrafi. Widać, nie sprawdziłam się - zdecydowanie było łatwiej nie narzekać, niż zmotywować się do codziennego ruchu. Podziwiam Tysię, która przy takim nawale zajęć, potrafiła wygospodarować te 15 minut na codzienną aktywność. Nie będę od niej gorsza i ruszam od dzisiaj z grudniowym kalendarzem z Cassie Ho. Trzymajcie ze mnie kciuki. Relacje ze swoich postępów zdam w następny poniedziałek.

Tysia o wyzwaniu ćwiczeniowym: 
Bieganie w smrodzie to żadna frajda, niestety. Poniedziałek był strasznie męczący (obym zdała ten egzamin), więc padłam na twarz i z ćwiczeń nici. Wtorek, środa i czwartek to walka z mięśniami rąk i pleców - naprawdę mam je słabe. Piątek załamka, ale na razie nie będę pisać dlaczego, tak czy inaczej nie związane z ćwiczeniami, jednak w sobotę nadal trzymało. Niedziela - trochę ruchu, lecz za mało, by wykonać zadanie, bo to na pewno nie było 20 minut, a tyle założyłam. To nic, w tym tygodniu wracam do ruszania swoimi literami. Nie ukrywam, że wiele stresów i ryków z powodów niby błahych, lecz dla mnie istotnych wykluczyło mnie na cały weekend z życia. Cóż, załatwię wszystko i będzie dobrze. Plan wykonany w 3,5/7. Kiepsko. A Basia stanowczo zbyt łagodnie mnie ocenia ;) Jak widać żadna z nas nie powiedziała: dość! Wręcz przeciwnie :P 

Basia o nowym wyzwaniu: 
Plan na ten tydzień to codzienna nauka języków obcych. Kocham poznawać inne języki. Moją największą miłością jest angielski brytyjski, ale oprócz niego uczyłam się jeszcze rosyjskiego, hiszpańskiego, niemieckiego, francuskiego, włoskiego i japońskiego. Litania jest długa, ale przez swoje zaniedbania sporo mi uciekło. Chciałam zająć się teraz hiszpańskim, ale będąc w zeszły weekend na studiach, przypomniałam sobie dlaczego tak kocham francuski i postanowiłam sprawdzić, czy dam radę codziennie się nim zajmować. Muszę tylko iść kupić jutro jakiś sensowny podręcznik dla początkujących. Plan jest prosty: słuchanie, słówka, gramatyka, pisanie i mówienie - przez tydzień powinnam opanować już jakieś podstawy, bądź też je sobie odświeżyć.

Tysia o językach : 
Pisałam już Wam o językach, których się uczę. Na tapetę na pewno wezmę hiszpański, bo jeszcze go nie tknęłam od początku roku akademickiego (dziwnie!), francuski (idealnie się składa, bo jutro muszę oddać jakieś dziwne prace pisemne), angielski (tu chyba nadal seriale) i może węgierski (nadal stawiam na osłuchiwanie się). I tyle. Chociaż zapowiada się ciężki tydzień, jak każdy, to trzyma mnie przy życiu nadzieja na dłuższe wolne! Zdam relację z działań na froncie językowym, może uda się jakieś zdjęcia zrobić :) 

PS Myślimy o pliku, w którym pojawiałyby się informacje czy i co udało się nam zrobić, a Wy mielibyście do tego dostęp, ale nie wiemy czy jest to w jakiś sposób dla Was przydatne?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz