O szacunku do czasu

Mamy 24 godziny. Każdej doby dostajemy tyle samo czasu. W trakcie dnia i nocy możemy zrobić wiele. Nie wszystko to, co chcemy wykonać się uda. Ale ważne jest szanowanie czasu - własnego i cudzego. Dziś po raz kolejny spotkałam się z brakiem tego ostatniego, stąd taki a nie inny temat dzisiejszej notki :)

źródło: neolink.pl 


O osobach, które odwołały zajęcia w ostatniej chwili telefonicznie już pisałam tutaj, dziś miałam jeszcze ciekawsze odwołanie. Maile od godziny 15 z hakiem do prawie 16 (łącznie trzy) z pytaniem o numer telefonu "bo nie zapisałam". Zajęcia miały być od 17:20, przychodzę,  dowiaduję się, że jednak dziecka nie ma, że pewnie się dziecko nie nauczyło i że na razie "wstrzymujemy zajęcia". No pewnie, będę czekać aż łaskawie się namyślą. Kwestie finansowe czy wszelkie inne zwykle nie są przeszkodą - w takiej sytuacji jestem w stanie zrozumieć problem i znaleźć rozwiązanie. Ale sugestie, że za dużo wymagam? No ok, prywatne lekcje oznaczają gapienie się na siebie i nic więcej :) A to, że odwołane dopiero na miejscu? Kogo to obchodzi? Mogłaś zjeść obiad? Co z tego?  Chciałaś robić coś innego? Hahaha! 

Samej też zdarzało mi się odwołać zajęcia. Ostatnio nawet nie było to godzinę przed, tylko trochę krócej. Jednak migrena nie pozwoliła mi doczołgać się chociaż do drzwi a co dopiero mówić o prowadzeniu zajęć. Dobrze, że mama tej dziewczynki jest bardzo wyrozumiała, bo tak strasznie mi było głupio... Niestety, nad migreną nie panuję :(


Moja lista liczy już dwie pozycje "dziwnego rezygnowania z zajęć" a to tylko "najnowsze" nabytki, z tego roku. I to skłania mnie ku rozmyślaniom na temat różnego sposobu wychowania. Niektórych sytuacji nie da się przewidzieć, to oczywiste, jednak to, że dziecko nie chce mieć zajęć na pewno wie się wcześniej niż na chwilę przed zajęciami. Rozumiem odwoływanie różnych spotkań z istotnych przyczyn, ale zagrania tego typu? Może faktycznie powinnam zażądać zapłaty. I tu się pojawia taka kwestia - jestem za miękka. Nie nakrzyczałam, nie odpyskowałam, poinformowałam, że to nie w porządku i tyle. Nowych adeptów na razie nie szukam, jeśli jacyś się znajdą to niech przychodzą do mnie- jak odwołają otworzę wino i wypiję z radością siedząc w wygodnym fotelu :) Szkoda tylko moich pleców do tachania materiałów i czasu na wyszukiwanie sposobów urozmaicania zajęć, skoro uczeń nie ma ochoty zapamiętać kilku słówek i nie ma wsparcia w postaci motywatora podstawowego z serii "mama lub tata". Cóż, nie mój problem, zyskałam godzinę dla siebie lub kogoś innego :)


PS Jeszcze nie podsumowałam listopada, ale nadrobię w następnej notce! :)


4 komentarze:

  1. Takie zagrania coraz częściej stają się normą. Ostatnio miałam jeszcze lepszy przypadek. Osoba, która nie mogła chodzić na zajęcia przez krótki czas, miała tego dnia ponownie zacząć uczęszczać na lekcję. Przygotowałam się więc. I co się okazuję. Godzinę przed zajęciami dostaję telefon, że jednak się rozmyślił i rezygnuje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ahhh, skąd ja to znam. Ostatnio zdarza mi się to na prawdę często w różnych sytuacjach. A żeby było jeszcze milej - nikt mnie o odwołaniu np. spotkania nie poinformuje.
    Także zastanawia mnie fakt, jak w dobie całkowitej komputeryzacji i dostępu do wszelkich form komunikacji bez ograniczeń ludzie mają coraz większe problemy z wymianą informacji. Przecież wystarczy wcisnąć kilka klawiszy na telefonie czy wystukanie kilku słów na komputerze i sytuacja byłaby załatwiona w porządku i kulturalnie. Ale ludzie myślą wyłącznie o sobie i co ich to obchodzi, że ktoś poświęca swój czas na dojazd, przygotowanie i wszystko inne - nie oni muszą się fatygować, więc wszystko jest okej.
    A co gorsze, dorośli ludzie po 40 nie rozumieją, że student może nie mieć po prostu czasu albo że czas studenta jest na prawdę na wagę złota. Bo przecież student każdą wolną chwilę spędza przy piwku albo na imprezce, nie chodzi na zajęcia (a jak już chodzi to i tak spędza ten czas na bezmyślnym przeglądaniu internetu) i co to studentowi szkodzi jak się przejdzie po świeżym powietrzu i trochę zmęczy. Bo przecież tylko Ci co pracują i zarabiają pieniądze mogą być zmęczeni. A nikt nie pomyśli, że przecież student zamiast marnować czas na przejechanie miasta, aby spotkać się z dzieciakiem, który nie raczy nawet zapamiętać kilku słówek, mógłby w tej chwili odpocząć czy też zająć się uczniem, który faktycznie będzie chciał się czegoś nauczyć.
    Niestety takie dzisiejsze realia, że każdy dba tylko o własną wygodę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja mama wczoraj miała umówioną wizytę u dentysty razem z moją siostrą. Zamknęła więc sklep szybciej niż powinna, przyjechała po siostrę i pojechała. Na miejscu okazało się, że kilku pacjentów się nie pojawiło, więc pani stomatolog poszła wcześniej do domu. Na jakikolwiek sprzeciw ze strony mojej mamy kobieta w sekretariacie odpowiedziała, że przecież pani doktor nie będzie 3 godzin czekać, żeby jednego mleczaka wyrwać.No tak, bo tak ciężko było zadzwonić..

    OdpowiedzUsuń
  4. Znam ten ból, miałam ten sam problem... I po prostu powiedziałam do widzenia :D Przecież czas to pieniądz! :)

    A tak apropos, zapytam z ciekawości - ile osób edukujesz :P?

    OdpowiedzUsuń