Gorączka wigilijnej nocy

źródło: dash-of-vanilla.tumblr.com

Zaczęło się już pod koniec października, kiedy obok zniczy na półkach w marketach, także tych super i hiper, można było znaleźć bombki i czekoladowe figurki mikołajów czy aniołków. Śladowe ilości owych ozdób świątecznych spowodowały, że każdy z nas zajął się zniczami, chryzantemami lub pastami do nagrobków, by w ten sposób zapomnieć o zbliżającej się świątecznej                                               gorączce.


Szaleństwo bożonarodzeniowe osiąga swe apogeum bardzo powoli. Zaczyna się na początku grudnia, gdy wszyscy szukają kalendarzy adwentowych, zestawów słodyczy, czy kosmetyków (aluzja, że w końcu należy się umyć?), które mogliby dać najbliższym w prezencie. Na liście dla panów można znaleźć rozmaite alkohole, dla kobiet zwykle perfumy. Tylko czy ktoś, kto nie wie, jaki mam rodzaj cery i jakie zapachy lubię, a na jakie jestem uczulona kupi coś odpowiedniego dla mnie? Nie sądzę. Może dlatego młodzi ludzie często dostają kopertę z zawartym w niej pocztem królów polskich? Przynajmniej kupią coś, co będzie im potrzebne.

Gdy widzę świąteczne kolejki w sklepach aż mnie krew zalewa, ujmując to nad wyraz dosadnie. Wiadomo, że bożonarodzeniowy weekend coraz bliżej, ale litości, ile mogę stać w kolejce? Wszak na co dzień też trzeba coś jeść, więc wybieram się do osiedlowego supermarketu znanego w całej Polsce. Potrzebuję jedynie trochę mięska na obiad, a jakaś pani kupuje hurtowo mięso, wędliny, parówki, białą i nie wiem co jeszcze, uniemożliwiając mi codzienne zakupy. Rezygnuję więc z niego, nie mam czasu na czekanie, chcę jak najszybciej wrócić do domu, biegnę do kasy. Tradycyjnie otwarta jest tylko jedna, z alkoholami wszelakimi, zatem wypad po chlebek i detale trwał ponad godzinę z okładzikiem (tak, zdrabniam jak mogę, przecież wszyscy czują magię świąt, są mili i używają zdrobnień na każdym kroku!), żałuję, że nie kupiłam więcej, przecież i tak stoję w tej gigantycznej kolejce! Dodatkowo klnę w duchu, że ludzie nie potrafią się zorganizować. Przecież wystarczy kupić za każdym razem trochę więcej chrzanu, mięsa, chleba czy czego im tam trzeba na ten stół, by uniknąć kolejek i ogólnej nerwówki...

Dwa dni przed świętami przypominają horror. Ludzie biegają po sklepach, kupują, kupują, kupują... Jakiś amok czy jak? Kosze i wózki aż się uginają, nasypane z górką, a pracownicy sklepów nie nadążają z wykładaniem kolejnego towaru, o jego kasowaniu nie wspominając. Po co komu tyle jedzenia ? Każdy potem narzeka, że przytył, że żołądek, wrzody... Alkohol na stole? Oczywiście, przecież rybka lubi pływać, więc Kowalski ustawia się w kolejce na dziale ALKOHOLE i tam wybiera ognistą wodę, koniaczek, likierek, winko. Wszystko po to, by kulturalnie wypić. Tylko, że w Polsce kultura picia wygląda inaczej niż w innych państwach, bo jak zwykle w dzienniku powiedzą, ilu ludzi straciło życie na krajowych drogach przez pijanych kierowców, gdy Jezus Chrystus się nam rodził...

Myśląc o świętach wszelakich staje mi przed oczami obrazek pt. wielkie sprzątanie. W grę wchodzi mycie okien, podłóg, ścian, pranie firanek, trzepanie dywanów... Przecież robimy to na bieżąco, po co męczyć się całymi dniami sprzątając, gotując, kupując ? Wszystko musi być idealne, bo przyjedzie rodzina, przyjaciele, trzeba się pokazać z jak najlepszej strony. Dlatego większość pań robi co może, by wszystko było dopięte na ostatni guzik, przez co na wieczerzy wigilijnej są zmęczone i niezbyt szczęśliwe. W dodatku, w myśl zasady zastaw się a postaw się nie patrzymy na zasobność portfeli a na konsumpcjonizm. Kupujemy tony jedzenia, którego nie zjemy, lecz zmarnujemy; wybieramy prezenty, bo są modne i drogie, ale nie sprawiają radości obdarowanej osobie; pijemy na umór, wszak tak dawno nie widzieliśmy szwagra. Szkoda, że na pasterce śpiewamy promilowym głosem a do świątecznego śniadania siadamy z przyjacielem - kacem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz