Tysia bierze się do roboty ...

Od miesiąca powtarzam sobie: zacznę pisać. I na tym się kończy. Skorzystałam z długiego weekendu i po przedwczorajszym egzaminie (czy cokolwiek to nie było, podobno egzamin) odespałam wszelkie migreny by móc udać się do biblioteki :) 

Misja została wykonana wczoraj, w związku z czym dzisiaj siedzę z książkami na stoliczku i powoli zaczynam się przekonywać, by zacząć do nich zaglądać...

Nie ulega jednak wątpliwości, że czeka mnie kilka wycieczek w kierunku uniwersytetów wszelakich w poszukiwaniu kolejnych pozycji do bibliografii. Niestety, zdążyłam już zapomnieć o przebojach związanych z brakiem źródeł na miejscu i wspaniałomyślnie kontynuuję mój temat dotyczący "umów śmieciowych". 

Tym razem jednak mam zamiar opisać pokrótce rynek pracy i nadużycia, jakie się stosuje by ominąć prawo pracy z wyraźnym naruszeniem przepisów. O tym, że tak jest wie każdy, ale jednak wydawnictwa zwarte są nieodzowne (ciągłych jest podobno pełno w sieci, więc chwilowo odpuszczam poszukiwania "na już", bo w którejś bibliotece na pewno znajdę).

Zastanawia mnie, czy lepszy jest biblioteczny system pt "można wszystko wypożyczać" czy może jednak "jeden egzemplarz zawsze na miejscu". Przecież mogę czekać do czerwca a osoba, która wypożyczyła książkę, którą chcę przejrzeć może ją przedłużać aż do końca sesji letniej. Nie wiem czy to normalne, ale dosłownie odliczam dni do końca z nadzieją, że wszystko się uda i w czerwcu będę opijać radość pożegnania z uczelnią.  Może nawet poczuję przypływ miłości do niej?  

Wolny dostęp sprawił, że poczułam się jak w Norwich... Chętnie usiadłabym w bibliotece (by poczytać o motywowaniu uczniów, nauce języków, że nie wspomnę o przeglądaniu książek do nauki języków obcych), ale niestety, na to jeszcze nie czas (i limit też wyczerpałam, więc nie było mowy o zabraniu do domu którejś pozycji) :(  

Kilka zdjęć z poszukiwań (niektóre pozycje naprawdę są ciekawe) : 











Tysiu, limit wyczerpany, innych książek nie będzie! (gdzieś tu udało się wcisnąć dla niepoznaki wstęp do językoznawstwa) ;)


A oto bohater minionej soboty! Gdyby nie on książki nie dotarłyby do domu ;) 

Rada dla studenta : rób zdjęcia książek z których korzystasz i tych, które Cię interesują, nie będzie problemu z ich późniejszym odnalezieniem :) Kserowanie w stylu "może się przydać" odradzam, zbyt wiele jest stron, które mogą zaciekawić i zechcesz je skserować a kasa ucieka. Potem się okaże, że z połowy (co najmniej) nie skorzystasz, jeśli ulegniesz chwili. Nadal się zastanawiasz? Przejrzyj owoc pracy naukowców, w razie potrzeby wróć do tej książki po jakimś czasie albo zrób zdjęcia treści :) 

To  teraz jakaś kawa (kolejna! dlaczego mi to robisz?)  i przejrzę co przyniosłam, może trochę napiszę o czymś innym, by dobić do wymaganej ilości? Tylko- tak bardzo mi się nie chce i muszę się zmusić, już wolałabym czytać o funkcjonowaniu dzieci.

A u Was jak? Pracowity weekend? 



2 komentarze:

  1. Mnie chyba też by pasowało spiąć tyłek i ruszyć do pracy i choć temat obrony wymyślić :D
    Podziwiam za zapał i życzę sukcesów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, życzę powodzenia w wymyślaniu :) Najgorzej zacząć :D

      Usuń