Otwieranie okien szkodzi

Jadę autobusem. Śmierdzi w nim żulem. Robi mi się niedobrze. Szybkie spojrzenie na okna z jednej strony autobusu - zamknięte, z drugiej - oczywiście też zamknięte. Otwieram jedno najbliżej siebie i próbuję oddychać normalnym powietrzem. Trzask, okno już zamknięte. Patrzę na gościa a on do mnie: "przeziębię się!" 

źródło: stylnet.com.pl

Ogólnie jestem otwieraczem okien i dziwnych, niemiłych a niekiedy wręcz komicznych sytuacji było od groma :) Jedna moje myśl z takiej "trasy":   Gdyby tak stworzyć program informowania idiotów o tym, że od jednego otwartego okna w autobusie NIE ZACHORUJĄ, NIE PRZEZIĘBIĄ się etc. to może byłoby czym oddychać w środkach komunikacji miejskiej? Marzenia Tysi siedzącej w autobusowym smrodzie (bo przecież jakiś facet musiał mi zamknąć jedyne otwarte okienko "bo ja się przeziębię") spoko facet, miej dalej zapięty pod szyję polar, nie dostosowuj ubioru do temperatury otocznia i umrzyj na zaziębienie! ;/

Marzę o jakiejś akcji doszkalającej ludzi, coś na zasadzie kilku kroków : 
*od jednego otwartego okna w śmierdzącym, zatłoczonym autobusie, gdzie jest duszno nie umrzesz, nie zapali ci się ucho, nie przeziębisz się (przecież i tak jesteś ubrany!)

* im mniejsze różnice temperatur tym lepiej! Wsiadając z ulicy (ok 2* ) do ciepłego autobusu ( co najmniej 20*) fundujesz swojemu ciału szok. Mało tego nie pozwalasz otwierać okna, bo się przeziębisz, nie wspominam już o tym, że przecież nawet nie rozpiąłeś kurtki, jedziesz ogrzewanym autobusem, wysiądziesz, znów zafundujesz sobie różnicę temperatur i tak, tym razem może będziesz chory

* to, że jesteś przeziębiony nie znaczy, że wszystkie okna mają być zamknięte! Wręcz przeciwnie, dlaczego inni mają być otoczeni twoimi zarazkami i bakteriami?! Kaszlesz i kichasz w najlepsze, świeżego powietrza brak i bakterie i inne zarazy wirują wokoło niczym piękne płatki śniegu...

*wietrzenie pomieszczeń też jest istotne by można było oddychać świeżym powietrzem, nawet, jeśli jest zimno jest to chwilowe - za moment się rozgrzejesz, bo wspólnie z innymi nachuchacie w tych czterech ścianach (duchota chwilowa nie jest).

Jako że jestem sierotą społeczną i jak jakieś akcje mają się przytrafić to mi, mam cały garnek dziwnych wspomnień. Zamykanie okna przed nosem, krzyki "bo się przeziębię"- norma, ale ostatnio wydarzyło się coś ciekawszego :P

Jechałam jak zwykle autobusem, tradycyjnie zaduch i wszystkie okna zamknięte. Zajęłam miejsce za kierowcą, po lewej stronie. Po prawej siedziała kobieta, która uczyła (nie mnie) w mojej podstawówce. Uchyliłam sobie okno i jadę na zajęcia. Mam wysiadać a ta do mnie "zamknij okno!" na ty nie jesteśmy, ale że dobry człowiek jestem przymykam je trochę i chcę lecieć na tramwaj, który się majaczy. Nie, baba mi nie popuści, wychyla się ze swojego siedzenia po prawej stronie autobusu i próbuje mnie trzymać gadając coś do mnie (dlaczego od razu jej nie olałam tylko posłuchałam  zamiast wsłuchać się w muzykę ze słuchawek?). No nie, przegięła, nie będzie mnie za rękaw szarpać! Już miałam ochotę jej wylutować, trzasnąć w tę twarz cholerną, ale wyrwałam się i pobiegłam na tramwaj. Mam w sobie tyle cierpliwości, że szok. I miła byłam i dumna z siebie jestem. Ale nielogicznych zachowań nie rozumiem i w końcu komuś trzasnę lub powiem, by spier! 

O tym, że wysiąść z autobusu się nie da, bo panie muszą wsiąść już nie wspominam, bo zaczęłam te osoby traktować z tak zwanego bara. I wysiadam normalnie, bo widać, że prośbą, groźbą czy innym działaniem werbalnym nie wygram. Kiedyś się pożaliłam: Lubię starych (szczególnie śmierdzących) ludzi - za to, że w środkach komunikacji miejskiej się na mnie pchają (a raczej pokładają), popychają czy depczą mi nogi, ale najbardziej uwielbiam moment, gdy chcę wysiąść a oni wpychają się do autobusu wpychając mnie do środka. Dziś nie wytrzymałam, i odpyskowałam po raz pierwszy :"Najpierw się wysiada stara babo!" - jestem niewychowana, chamska i w ogóle co z tą młodzieżą. Poważnie nie rozumieją, że żeby mogli wsiąść ktoś musi wysiąść?! Chcą chamki? Będą mieli, cierpliwości nie kupuję na targu :P 

A co Wy myślicie o otwieraniu okien? Jesteście za czy przeciw? Potraficie przesiedzieć kilka godzin w smrodzie i braku tlenu? 



11 komentarzy:

  1. Od kiedy jeżdżę 71 i 77, jestem za otwieraniem okien:) Natomiast sprawy z wysiadaniem-wsiadaniem mam na co dzień w liniach typu 79, 53 czy 68. Metoda "z bara" działa od dawna. Nie raz zdarzyło mi się, że babsko wlazło zastawiając mi drogę i by wysiąść musiałam ją wypchnąć z powrotem z tego autobusu. Karpik oburzenia na jej nieskazitelnej i świątobliwej buzi bezcenny. Przy okazji zabiła mnie z 3 razy swoim wzrokiem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niektórzy się nie nauczą, że najpierw się wysiada, ale tutaj liczy się kto pierwszy ten lepszy bo przecież trzeba znaleźć miejsca siedzące :D Bawi mnie jak niektórzy zobaczą wolne miejsce i lecą do niego przez cały autobus. Okna mi nie przeszkadzają o ile nie są wszystkie pootwierane i nie wieje z każdej strony. Czasami zdarza się się jak jadę, że a w autobusie w środki zimy nie grzeje, więc jakby w tym wypadku nie chciałabym, żeby mi ktoś jeszcze okna otwierał bo nie dość, że jest masakrycznie zimno to jeszcze wieje. A tak poza tym to jednak jakieś zasady higieny należałoby przestrzegać. Mi by było jednak wstyd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było duszno, gorąco i śmierdząco. Ogrzewanie włączone, szyby zaparowane, okna zamknięte. Smród żula i innych takich :D

      Usuń
  3. Też jestem za otwieraniem, a jako że zwykle są z tym problemy, to zajmuję miejsce przy drzwiach, przynajmniej co przystanek mogę odetchnąć :D

    OdpowiedzUsuń
  4. To taki paradoks: jak menel jedzie autobusem, to autobus jedzie menelem ;)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Dlatego ja nie jeżdże autobusami :D Wiecznie mi coś nie pasuje w komunikacji miejskiej. Wolę się przejść, przynajmniej mózg można przewietrzyć :)

    Podczytuję Cię od baaaardzo dawna i w końcu zdecydowałam się założyć swoją "ścianę płaczu i narzekań" :) Dodaję Cię do obserwowanych. Jakbyś miała ochotę, to zerknij - http://egzystujac.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak miło byłoby się przejść :D Ale z jednego końca miasta na drugi pieszo nie dam rady :P A rower nie śmiga :(

      Usuń
    2. To fakt. Szczerze współczuję tym, co muszą jeździć autobusami. Zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym... Choć w zasadzie w każdym okresie jest okropnie. Fuj. Niby można powiedzieć, że mokry śmierdzący żul jest gorszy niż suchy śmierdzący żul, ale... to nie zmienia faktu, że to śmierdzący żul. :D

      Usuń
  6. Zgadzam się w 100%, wystarczy jedna przeziębiona osoba w pracy, otworzyć okna nie można, bo zaraz jakieś mimozy zaczną krzyczeć, że im zimno, wiruchy kiszą się w cieple i po dwóch dniach wszyscy kaszlą i smarkają... Właśnie z braku otwartych okien.

    OdpowiedzUsuń
  7. a co się dzieje jak chcesz z wózkiem wejść lub wyjść... po pierwsze, najpierw wsiąść muszą wszyscy, dopiero na końcu wózek z dzieckiem. Po drugie, musisz wywalić kogoś uparcie stojącego w jedynym miejscu w całym autobusie, gdzie wózek się mieści (nie mówię o sytuacjach gdy stoi inny wózek, rozumiemy swój ból i się stłaczamy wspólnie). Wysiadanie. Pomijam sztukę lawirowania wózkiem w hamującym autobusie żeby się nie przewrócić i ustawienia się tyłem idealnie pośrodku wyjścia, żeby móc wysiąść. Drzwi się otwierają i wszyscy się rzucają, widzą że wózek, to się przeciskają mi pod łokciami, a oczywiście reszta zaczynaj wsiadać. A ja co? 'PRZEPRASZAM' i się nie oglądam tylko idę, no nie będę czekać aż dzieciaki raczą się przesunąć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie rozwaliła moda na wsiadanie z wózkiem innymi drzwiami niż te "wózkowe" i przeciskanie się (także przez kolana tych, którzy siedzą bokiem do kierunku jazdy) przez to wąskie przejście. Co to jest w ogóle?! Już z trzy razy to widziałam i jestem pełna podziwu dla tego idiotyzmu :O

      Usuń