Jesienne przesilenie

Przestawiliśmy zegarki, podobno by spać o godzinę dłużej. Wyjęliśmy kurtki by było nam cieplej. Słońce jeszcze wychodzi zza chmurek i chyba chce mnie pocieszyć. Ale uznaję oficjalnie jesienne przesilenie za otwarte!



Wstaję rano ciemno, wracam do domu ciemno. Ba, podobno prowadzę "niehigieniczny tryb życia" bo jak tak można "zawsze być poza domem". No cóż. Trudno. A czy wspominałam, że należę do tych, którzy gdy ktoś ma kaszel obawiają się, że i oni zaraz go dostaną? W najgorszej wersji kaszel gruźliczy i umrą. Jak do tego dodamy moje czarnowidztwo to już powinnam szukać dębowej jesionki.


Dobra, koniec. Chyba boli mnie gardło. Ale nie wiem czy boli czy sobie wmówiłam. Bo wiecie, kontakt z zarazkami. Czasami doprowadzam się do szału, wymyślam sobie jak się dzieje za dużo. Na razie poczekam, zobaczę co dalej, pewnie miód pomoże a ja znów panikuję.  Lekarzy unikam jak mogę. Zawsze dają antybiotyk i sobie radź. Organizm wyjałowiony? Czyli słaby? Eee tam, antybiotyk! Najlepiej trzy! Nie pomogło? Ojej, to damy czwarty, domięśniowo. Nie da rady? To jeszcze z dziesięć. W ogóle na tej medycynie uczą na co te cudowne "antybiotyki" działają czy nie? Moim zdaniem próbuje się nimi leczyć dosłownie wszystko. Wolę zjeść czosnek, przynajmniej mi nie wybije moich prywatnych obrońców przed syfami (jak w bajce Było sobie życie) :)

Chyba z powodu czarnych myśli pozwoliłam sobie na małe biedronkowe szaleństwo. Jak mogłam nie kupić peelingu za 49 groszy? W dodatku z długą datą ważności?

Przecież nie poszłam do biedry po peeling... Dobrze, przyznam się : kolorowe indeksiki! 




Wcześniej sprzedawali je za 2 czy 3 złote, drogo jak na kawałek papieru z klejem. Teraz kupiłam za 99 groszy. Te różowe rozpakowane to wcześniejszy nabytek, ale chyba jeszcze nie pokazałam go :)


A  teraz coś, co wydaje mi się całkiem ciekawym zjawiskiem :D  
Ok, odklejaj i naklejaj ponownie. 

Ale jednak  jednorazowego użytku? 

Jeszcze się skusiłam na zakładki indeksujące (kolejne!), zawsze się mogą przydać :) Koszt? Szalone 1,29. Aż nie chce mi się wspominać ile kosztowały poprzednio :)

Kolorowe pisadełka... Już powoli je wykorzystuję (musiałam sobie czymś zrobić notatki na piątkowe zaliczenie) :)
 Cena obecna 1,89, nie jakieś 2,49 czy 3 coś jak na początku. Można? Można



A właśnie, tak przy okazji, ostatnio kupiłam taki zestaw za niecałe 3 złote i nadal widziałam je w jednej biedrze :)  Cena wcześniejsza? Coś koło 5 czy 6 złotych. Tak czy siak - jest radość :)

Jeśli jesteś studentem wniosek jest jeden - śmigaj do biedronki pod koniec października :D 

Nie pozostaje mi nic innego jak ubrać się i lecieć na zajęcia :) Miłego dnia :D

3 komentarze:

  1. Ale kolorowo u Ciebie, najbardziej podobają mi się cienkopisy. Sama mama z Lidla, kupione chyba w zeszłym roku. Studentką nie jestem od dłuższego czasu, ale te przydałyby się te zakładki indeksujące. Chyba w mojej biedronce ich nie widziałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Lidla też mam :D
      Lubię gdy jest kolorowo zwłaszcza, gdy nie mam ochoty się uczyć :) I szczerze- co bardziej pomaga na jesienne przesilenie niż kolory ?:D

      Usuń
  2. Kurde, muszę się w takie cuda zaopatrzyć, o wiele milej człowiek przyswaja wiedzę :P.

    OdpowiedzUsuń