Akcja organizacja - podsumowanie i nowe wyzwanie

Zgodnie z naszą nową maksymą poniedziałek to początek czegoś nowego i lepszego. Czas na podsumowanie pierwszego wyzwania i podjęcie kolejnego. 

 
Tak przewrotnie :)

źródło: iqkartka.pl

Basia o narzekaniu:

Tydzień bez narzekania... I jak tu sensownie napisać podsumowanie, gdy nie można ponarzekać na samą siebie? Ale dam radę. Udało mi się wykonać zadanie w połowie – zdecydowanie mniej narzekałam przebywając wśród ludzi. Starałam się nawet wyrażać pozytywniejsze opinie. Niestety, zauważyłam to, o czym pisałam w poprzednim poście – rozmowy jakoś dziwnie szybko się urywały, zwłaszcza w pracy, gdy nie dołączałam się do wianuszka skarg i zażaleń, a mówiłam, że jest mi dobrze i, że cieszę się z nowych wyzwań. Czy naprawdę tak trudno jest nam ze sobą rozmawiać, kiedy nie możemy wspólnie pomarudzić? Zaintrygował mnie ten temat i muszę mu się dokładniej przyjrzeć. O wyciągniętych wnioskach napiszę przy jakiejś innej okazji.

Zdecydowanie cięższe było powstrzymanie wewnętrznego narzekacza. Niektórzy nazywają go podświadomością, głosem realisty, dla mnie jest on Andrzejem. I trudno było mi go poskromić, szczególnie w momentach, gdy przez godzinę nie mogłam odpalić płyty, bo napęd w laptopie zaczął szwankować albo, gdy podobno bliska osoba okazała się kompletną zołzą. Na szczęście pierścionki pomagały – nosząc je, przypominałam sobie, że mam hamować swoje negatywne emocje, bo w niczym mi one nie pomagają, a jedynie zatruwają organizm.

Tydzień ten był nietypowy i skłonił mnie do wielu różnorodnych przemyśleń – praca nad narzekaniem otworzyła mi oczy na inne problemy i na pewno nie zakończę jej na tym jednym razie. W końcu do oświecenia dochodzi się przez wiele długich lat.

Tysia o narzekaniu :  Zapowiadało się cudownie, początek tygodnia spowodował, że wszystko było na plus, całą resztę opisałam w poprzedniej notce. Wniosek mam jeden - czasami było trudno, lecz o wiele łatwiej jest nie narzekać zewnętrznie niż wewnętrznie. Podobnie jak Basia jestem samokrytyczna i strasznie ciężko jest nie narzekać na samą siebie. 

Kolejny poniedziałek to kolejne wyzwanie. Tym razem na tapetę wzięłyśmy ćwiczenia. 
źródło: clipartguide.com


Basia o ćwiczeniach : 

W pewnym momencie postanowiłam, że zacznę ćwiczyć (i nie, nie było to związane z fenomenem pewnej pani - moje nawrócenie nastąpiło przed rozkwitem jej sławy). Jako osoba, która nagminnie unikała lekcji w-f, a zwolnienie z zajęć, otrzymane po operacji, traktowała jak zesłanie cudu, podeszłam do tego z dystansem. Pierwsze 10 minutowe próby kończyły się zmęczeniem, hektolitrami potu, ale też i ogromną radością. Po pewnym czasie doszłam do takiego momentu, w którym ćwiczyłam codziennie i sprawiło mi to nieopisaną przyjemność. Czekałam na te chwile z utęsknieniem. Potem przyszła przeprowadzka biblioteki, uszkodzona szyja i... przerwa.

Wiadomo jak to się skończyło. Boli mnie, nie mogę, muszę poczekać, ale znów trzeba zacząć od początku. Wymówki, wymówki i jeszcze raz wymówki. Doszło do tego, że porzuciłam aktywność fizyczną całkowicie – za wyjątkiem spacerów, bo te kocham miłością szczerą i nieskończoną. Postanowiłyśmy z Tysią, że w tym tygodniu będziemy codziennie ćwiczyć przez 15 min. Wierzę, że dzięki temu „przymusowi” przypomnę sobie, dlaczego tak uwielbiałam bycie aktywną i, że wrócę do tego z uśmiechem na ustach.


Tysia z kolei polubiła bieganie, jednak bieg w dymie unoszącym się z kominów niestety nie napawa optymizmem, dlatego po raz kolejny spróbuję poćwiczyć w domu. Nie, na pewno moją mentorką nie będzie pani od endorfinek niepoprawnie wykonująca ćwiczenia. I tak, wiem, że nawet najmniejsza aktywność fizyczna jest lepsza od jej braku i w przypadku osób nieruszających się efekty są widoczne dość szybko. Czeka mnie teraz dość pracowity tydzień, mam jednak nadzieję, że uda się tak zorganizować czas, by wszystko pogodzić a może nawet przebiec trochę w tym tygodniu :)

Trzymajcie kciuki by żadna wymówka nie była dla nas wystarczająca! Będziemy dawać znać jak nam idzie :)

2 komentarze:

  1. Pierwszy obrazek troszkę w moim stylu :D

    Ah... A Ty jak zawsze pełna motywacji i inspiracji :) Aż się miło czyta :D Trzymam kciuki za wyzwanie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyda się, przyda, bo niestety jestem jeden dzień w plecy w porównaniu do Basi :) Miło widzieć taki doping, dziękuję :)

      Usuń