Akcja organizacja - pierwszy poniedziałek!

 Dziś ruszamy z nowym cyklem Akcja organizacja - co poniedziałek!  Jesteśmy dwie, jak ogień i woda. Jak niebo i ziemia, albo po prostu - jak Basia i Tysia ;) W każdy poniedziałek rzucimy sobie wyzwanie, któremu cały tydzień będziemy dzielnie stawiać czoła. Podzielimy się efektami i zmotywujemy się do kolejnych działań!


Na pierwszy ogień idzie czynność stara jak świat i podobno charakterystyczna dla naszego narodu. Wiesz już co to? 


Narzekanie – zgodnie z definicją podaną przez Słownik języka polskiego, jest to mówienie o czymś z niezadowoleniem, wyrażanie żalu. Narzekamy zawsze i wszędzie chciałoby się powiedzieć. Czy taka jest jednak rzeczywistość? Jak mówi prof. Bogdan Wojciszke w wywiadzie dla Przeglądu:

[Narzekanie] Jest to nawyk kulturowy, obyczaj. Człowiek narzeka nie wtedy, gdy mu coś dolega lub z powodu brzydkiej pogody, lecz wtedy, kiedy się narzeka. \"Się\" - czyli kiedy się porusza pewne tematy. U nas to tematy ogólnospołeczne: funkcjonowanie państwa, politycy i cała sfera publiczna - sprawy, które są raczej odległe, choć ważne. Nasze badania pokazują, że w Polsce po prostu głupio brzmi, jak mówi się dobrze o pewnych sprawach, takich jak zarobki, służba zdrowia czy politycy. Choć efekt ten wydaje się paradoksalny, w Polsce mówienie negatywnie budzi sympatię.

Zaintrygowało mnie to ostanie zdanie, czy naprawdę narzekanie wywołuje u nas sympatię do drugiej osoby? Podumałam, podumałam i stwierdzam, że jednak coś w tym jest. Ile to razy wolimy rozmawiać z kimś, kto też się skarży? Może cieszymy się, że i tej osobie źle wiedzie się w życiu?
Nie cierpię narzekać, bo uważam to za bezproduktywne marnotrawienie czasu. Jeśli czegoś się nie lubi, to warto to zmienić. A gdy nie możemy tego zrobić, to zmieńmy swoje nastawienie. Dlaczego źle widziane jest pozytywne wyrażanie się o innych?

Narzekanie służy kilku funkcjom, a jedna z najważniejszych to nawiązywanie i podtrzymywanie więzi społecznych.

To ja ładnie podziękuję za więzi zbudowane na takim schemacie. Wolę spotykać się ze znajomymi, którzy tak jak ja potrafią czerpać radość z życia i cieszyć się z najdrobniejszych rzeczy.

Nie znaczy to, że jestem świętą. Ostatnio zaczęłam u siebie zauważać, że narzekam coraz więcej i więcej. I to już nie tylko w myślach, ale i na głos. Niestety, w pracy mam bardzo podatny grunt, bo wiadomo, gdzie kobiet sześć… Widzicie i znów zaczynam. Dlatego wraz z Tysią postanowiłyśmy rzucić wyzwanie narzekaniu i przez tydzień będziemy tego nie robić. A przynajmniej postaramy się.

Aby pamiętać o swoim postanowieniu będę nosiła pierścionek, który wyciągnęłam z szafy. Zawsze, gdy zacznę narzekać, w jakikolwiek sposób, to przełożę go na drugą dłoń, a informację o tym fakcie zanotuję w notesie. Mam nadzieję, że uzyskany wynik będzie jak najlepszy, zwłaszcza że mój brat stwierdził: Nie masz marudzić? W życiu nie dasz rady. Podniosłam rękawicę i zaczynamy!


Na zachętę: zobacz

A Tysia na to - jak na lato, bo okazji do marudzenia jest zwykle za dużo. Tyle się dzieje, że nic, tylko narzekać, marudzić (a bo plecy bolą i kolokwiów tyle i pogoda zła i w ogóle bee!). 

Pozdrawiamy razem, choć osobno : Basia i Tysia :)

PS Poniedziałki są trudne chyba dla wszystkich, dlatego we dwie powinno się udać. Dla tych, którzy Basi jeszcze nie znają - link do bloga mojej towarzyszki organizacyjnych poniedziałków: klik. Możecie poczytać o ciekawych (i nie tylko) książkach, których na półce nigdy u Basi dość ;) 

1 komentarz:

  1. Mnie osobiscie denerwuja osoby wiecznie marudzace i narzekajace , wiedomo kazdemu sie zdarza, ale bez przesadyy :)

    OdpowiedzUsuń