O (nie)zależności od innych

eofdreams.com

Chcę przejść przez jezdnię w niedozwolonym miejscu. Zewsząd jadą samochody. Mam wrażenie, że nie przejdę. Kierowca autobusu robi mi miejsce - nie staje od razu za samochodem, który stoi przed nim na światłach, lecz czeka aż przejdę. 


Uśmiecha się do mnie i pokazuje, że mam przejść. Odwzajemniam mu tym samym i już wiem - jest pięknie! Kierowca nic nie stracił, ja docieram  na wymarzony obiad. On miał poczucie, że zrobił coś dobrego, a ja, że nie wszystko stracone i nie każdy jest chamem. Dobrze jest czasem poczuć, że ktoś robi dla Ciebie coś dobrego. A jeśli to nic tę osobę nie kosztuje - dlaczego tego nie robić? Przecież nie musiał mnie przepuszczać, a jednak to zrobił! :)

Drugi dzień zajęć a ja już chodzę padnięta. Za mało snu, sporo stresu. Póki co jest dobrze. Wierzę, że będzie świetnie. Wierzę w siebie. I w ludzi, którzy mi pomagają. Jest ich niewielu, ale są wspaniali! Mogę na nich liczyć, nie robią mi wyrzutów. Zdaje się, że rozumieją moje rozdarcie związane ze studiami, pracą i życiem. Już nie mogę się doczekać obiecanej im kolacji z alkoholem i słodkościami. Zrobię je własnoręcznie, w podziękowaniu za wszystko, co dla mnie zrobili.

W komentarzu ktoś zapytał co studiuję. Jest to związane z dzisiejszymi rozważaniami, zatem - administrację i hiszpański. Właśnie skończyłam tworzyć prośby i błagania o umożliwienie połączenia moich namiętności w tym roku akademickim. Już czas pisać pracę. Czas także biegać, ale fizycznie jestem wyczerpana i nie wiem dlaczego. Że nie wspomnę o powrocie do francuskiego, który wydawał się być "żabskiem" nie do przełknięcia te x lat temu...

Po części, czasem, zależymy od innych. To oni poprawiają nam humor lub działają nam na nerwy. Oczywiście nie wszyscy, ale gdy ktoś się bardzo przejmuje i jest nerwowy, stresuje się, to trudniej mu wszystko znieść i tak naprawdę każdy może dorzucić cegiełkę. A może na co dzień jest wyluzowany, lecz akurat teraz przechodzi trudne chwile? Wtedy każdemu pomaga uśmiech, nawet gdy uśmiecha się ktoś nieznajomy. Staram się często uśmiechać, kto wie? Może komuś to pomoże?

Póki co jestem na etapie planowania tygodnia. Poza tym z niecierpliwością i w ogromnym stresie czekam na rozstrzygnięcia. Swoją drogą to skandal, że na ostatnim roku magisterki dowalili nam tyle zajęć i to w takich dziwnych konfiguracjach. Że już nie wspomnę o zajęciach, które mieliśmy więcej niż raz, czy o tych, które różniły się tylko nazwą. Co roku mam najwięcej zajęć wśród wszystkich znajomych z tej uczelni. A miało być tak pięknie i mieli dać czas na pisanie pracy... Współczuję współtowarzyszom niedoli i dziękuję za wszelaką pomoc w tym roku :) Koniec marudzenia!


Jak u Was wygląda sytuacja? Jest czas na języki?A chęci? Motywacja?  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz