Być nauczycielem?

źródło: zsgplawno.pl

Chyba nie znam osoby, która nie miałaby nauczyciela, na którego narzekała. Zawsze też znajdzie się taki, którego wspominamy i żałujemy, że już nas nie uczy. Przecież tyle wiedzy nam przekazał! Był taki i taki - słowem nic tylko polecać innym.


Nawet jeśli była to piła, kosząca nas na matematyce i tak będziemy wspominać, że to dzięki niej pamiętamy tabliczkę mnożenia. I wstawcie tu sobie swojego nauczyciela, jego przedmiot i to, czego Was nauczył i będziecie wiedzieć o co mi chodzi. 

Dzisiaj zaczęłam się intensywniej zastanawiać czy chciałabym uczyć. Właściwie jedna część mnie wrzeszczy machając rączkami "taaaaaaaaaak, chcę! ja! ja! wybierz mnieee!" a druga patrzy na pierwszą i mruczy pod nosem "chyba cię powaliło..." i chociaż Dzień Edukacji Narodowej sprzyja nostalgii zastanawiam się nad realnymi szansami nauczania w szkole.

Co sprawia, że chcę? 
+ Wolne! Jestem leniwa, nie chce mi się nic robić :) Pensum i działania w tzw. czynie społecznym mnie nie przerażają - nie oszukujmy się, całe życie w wolontariacie wypacza mózg!
+ Jeszcze więcej wolnego :) To znaczy jako kobieta patrzę na to tak : dzieci będą miały wakacje i mama też, przecież to cudownie móc pobiegać latem z dzieciakami i ulepić pierniki przed świętami zamiast wpadać zmachana w wigilię do domu i znów siać ferment ze śliną w pysku zezłoszczona wszelkimi badziewiami, które się nazbierają przed świętami. A i sylwester wolny...
+Dzieciaki  i inne pokraki ;) Wcale nie uważam nikogo za pokrakę, ale mi się zrymowało... Uwielbiam móc przekazać komuś swoją wiedzę. To fascynujące jak druga osoba myśli, przetwarza informacje, wykorzystuje je, zapamiętuje reguły, słowa. I sposób w jaki je przywołuje a potem wykorzystuje w praktyce. Nie wspominając już o radości gdy zrozumie jakiś tekst albo nagle odkryje, że coś umie. I ta radość rozwijania się. Mogłabym tak pisać do jutra...
+Względna stabilność świadczeń w szkole publicznej. Tego chyba nie muszę rozwijać? 

Ciemne strony mocy 
- Już pisałam o dyscyplinie w klasie, ale jeszcze dochodzi samodyscyplina, że nie wspomnę o organizacji czasu. I papierologii. I kartkówkach i innych takich "i" :)
-Finanse i zapotrzebowanie. Niby na nauczycieli języka zawsze znajdą się chętni, ale chyba nie w tym kraju. Ale na to także mam argument - przecież jestem pokoleniem Unii Europejskiej, mobilnym, otwartym, odważnym etc. Wobec tego ten argument upadł.
-Rodzice i uczniowie - przekazywanie niektórych informacji rodzicom może być trudne. Biorąc pod uwagę, że z niektórymi uczniami może być ciężko tworzy się problem. A może to tylko wymówka?
-Chyba ciężko się będzie wybić, niby nie potrzebują nauczycieli i ich zwalniają, ale czy wspominałam już, że po to mam dwie nogi, by się przemieszczać ?


Sama nie wiem, chyba mam jeszcze czas. Studia i tak zamierzam skończyć i dokument uprawniający do nauczania odebrać. Ale tak szczerze, to od dziś zmieniam nastawienie - nie przejmuję się, jestem radosna (mimo bolących piszczeli po tych ponad 10km w nogach) i zobaczę co można z tym wszystkim zrobić :)

2 komentarze:

  1. TO jak? Zmieniasz kierunek :P ? Ja zawsze zarzekałam się, że nigdy nie zostanę nauczycielką... Wizja wakacji kusi chyba najbardziej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zarzekałam się, po to jestem w nauczycielskim kolegium by móc uczyć :) Lepiej mieć uprawnienia i z nich nie chcieć skorzystać niż nie mieć a chcieć uczyć :D

      Usuń