Nie od poniedziałku, od dziś!

Zacznę w poniedziałek. Od jutra będę biegać. W sobotę na pewno się za to wezmę. Ale w niedzielę to już na bank to skończę. A w poniedziałek... 


Kto z nas nie miał tak chociaż raz? Ręka w górę! Upsss... nie widać lasu rąk. Wynika z tego, że nie tylko ja odkładam coś na później. Z ręką na serduszku - mam tooooonę ubrań do prasowania. Co robię zamiast tego? Udaję, że robię coś bardzo ważnego i pożytecznego. Dlaczego? Nie lubię prasować i mam wrażenie, że wszystkiego mam nagle mnóstwo do zrobienia, chociaż wcale tak nie jest. Wybiłam się z rytmu...

Poniedziałek był dla mnie masakryczny. Ból głowy nie dał mi żyć, było zimno, ciemno, mokro, ponuro. Zasnęłam okryta kocem i za nic na świecie nie chciałam wychodzić. Zmusiłam się do biegania. Wdziałam swój zestaw świńskiego truchtacza i zaliczyłam ponad 8 kilometrów. Dziś wieczorem znów się zmuszę.

Naprawdę, pierwsze momenty to dla mnie zmuszanie się, dopiero potem następuje uwolnienie endorfin i faza "taaaak, uda mi się, ja bieeeeegaaaam, świat należy do mnieeeee!!!" Niestety chwilę później patrzę na czas i wpadam w skrajną rozpacz, by potem, na ostatnich kilku metrach rzucić się "sprintersko" do domu. Herbata, analiza biegu i już wiem - będzie lepiej.  Musi, przecież każdy kiedyś zaczynał. 


Wtorek nie zapowiadał się lepiej, jeszcze nie mam wprowadzonego rytmu uczelnia=> uczelnia => dzieciaki => nauka/ ogarnianie domu => sen. Z jednej strony super, pokorzystam, odpocznę. Z drugiej - rzeźnia na resorach, ciężko się do czegoś zmusić "przecież mi się należy odpoczynek". Mimo to zmusiłam się i przepadłam- pochłonęła mnie gramatyka i zastała mnie środa :)

Dzisiaj... Jak już wspomniałam mam mnóstwo prania i nie ma innej opcji jak tylko się zmusić i je wyprasować, poukładać i zapomnieć o sprawie. W ostateczności podzielę to na mniejsze części, ale i tak to zrobię dziś. No, ewentualnie znów zastanie mnie północ :) Szkoda, że nie zajmuje to mniej niż dwie minuty, może zrobiłabym to od razu. A tak - trzeba się zmusić.
\
Ciekawe, że kilka ubrań to za mało, kilkanaście też, a kilkadziesiąt to już masakra. Przecież do dwóch koszul nie będę wyciągać deski a piętnaście to za dużo...

I tak właśnie tłumaczymy sobie odkładanie wszystkiego - powtórkę słówek z języka, zaniesienie butów do szewca, wysłanie kartek i wszystkiego innego, co nie jest związane z jakimś deadline'm. Rachunek trzeba zapłacić, bo ma wskazany termin płatności, na zajęcia i do pracy należy iść, bo jest to związane z sankcjami. 
Możemy sobie sami ustalić sankcje, ale i tak mam wrażenie, że najgorszą możliwą karą jest poczucie winy, beznadziejności, że czegoś nie zrobiliśmy / nie zdążyliśmy na czas.  

 Odkładanie wszystkiego źle się kończy - nawarstwiają się obowiązki, zostaje mało czasu, robię się nerwowa, śpiąca, zmęczona, wściekła, mam pretensje do siebie, potem do całego świata. Dziś wyszło słońce, może doda energii wszystkim "odkładaczom"?


Jak widać jestem gotowa do podjęcia wyzwań :) 


To czerwone (różowe?) cudo ma mi ułatwić ogarnianie tego, co muszę zrobić. Zapomniałam położyć tam gotowe kartki do wysłania, ale w końcu je wyślę :)

8 komentarzy:

  1. Skąd ja to znam - też mi się czasami zdarza. Bywa nawet tak, że mam plan na kolejny dzień i początkowo nawet udaje mi się go realizować, oczywiście dopóki nie wpadnie jakieś zadanie, które wybija mnie z rytmu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś tak było :D Ale cóż, coś przerzucę na jutro, coś zrobię za chwilę :D I się pokula, grunt to pozytywne nastawienie :)

      Usuń
  2. Ja i tak podziwiam, że się zmuszasz i dajesz radę! U mnie niestety zapał się wyczerpuje po kilku dniach i nigdy nie udaje mi się dotrwać do końca.
    Ja też pracuję na USO :)
    A u mnie z prasowaniem nie ma problemu. Nie prasuję, chyba, że muszę założyć coś, co tego wymaga, ale robię to wtedy, gdy muszę to założyć - łatwiej codziennie wyprasować jedną-dwie rzeczy niż stać dwie godziny i prasować (już dawno to wprowadziłam i działa idealnie!)

    [mackabellablog.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ale do jednego wszystko wystawiać..." Wolę kilka, ale tym razem przegięłam :D Za dużo mam ubrań :D I te dwie godziny to prasowanie + serial, więc nie jest tak źle :D Uso wygrzebałam z szuflady i jest to jedna z kilku pozycji, z których obecnie korzystam w celu ogarnięcia gramatyki :)

      Usuń
  3. Tez miałam takie cudo, tyle że niebieskie - a nawet kilka, poukładane jedno na drugim:D Po pewnym czasie stwierdziłam, że zajmuje mi tylko miejsce na biurku, i w ten oto sposób nasza przyjaźń dobiegła końca... :D Ale mam nadzieję, że Cię nie zdemotywuję :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma takiej opcji! :D Co prawda od rana umieram, ale skoro już góra prasowania zrobiła się małą góreczką to i z tego czegoś znikną "things to do" :) Przecież w końcu musi być mniej do ogarnięcia, tylko trzeba się zorganizować i za to zabrać :)
      PS Okna już mam czyste, więc się mogę uczyć :D

      Usuń
  4. Masz świetny floral na kompie :D

    Z tym zaczynaniem od 'jutra' to święta prawda, trzeba zaczynać od dziś i tyle. Stąd też właśnie godzinny bieg zaliczony ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Idę biegać wieczorem, także mam nadzieję, że to samo Ci napiszę :) Kartki już (dopiero!) wysłane :)

      Usuń