Korepetytor też człowiek

Korepetytor to taka maszyna, która tłumaczy konstrukcje, odpytuje ze słówek, sprawdza czy się nauczyłeś, motywuje i cieszy się Twoimi sukcesami. O każdy sprzęt trzeba dbać, korepetytor nie jest wyjątkiem... 


Komputer należy czasem wyczyścić a łańcuch w rowerze naoliwić- co z korepetytorem?
Zdarza mi się udzielać korepetycji. Nie wymagam czerwonego dywanu, peanów na moją cześć ani nawet kwiatów czy czekoladek (które zdarzało mi się dostawać). Wymagam jednak jednego - odrobiny szacunku.

Umówiona na drugie spotkanie po przeciwnej stronie miasta (czas jazdy około godziny, do 1,5) wsiadam już w drugi autobus, jadę, zastanawiam się, czy napisać SMS,z pytaniem czy mogłabym być 7 minut wcześniej. Zostały mi jakieś 4 przystanki, dzwoni telefon. Chcą odwołać zajęcia, o ile to możliwe. Że co?! Dokładnie za 20 minut powinniśmy zacząć zajęcia. Kilka dni wcześniej potwierdzali mailowo i SMSem zajęcia.  Jak ostatni osioł kserowałam,skanowałam, wycinałam, by było ciekawie (to moi pierwsi dorośli, pisałam o tym tutaj), a oni mnie zaskakują tak, że nie wiem co powiedzieć i z anielską cierpliwością (jeszcze nie jarzę o co chodzi) odpowiadam, że oczywiście, blablabla.

Co miałam zrobić? Powiedzieć coś w stylu nie, już jadę, będę czekać pod blokiem, nawet jak nikogo w domu nie będzie? Dawno mnie tak nikt nie zdenerwował, nie przypominam sobie, by ktoś w ten sposób zajęcia odwołał. Wiadomo, różnie bywa, ale godzina to chyba minimum na odwołanie zajęć? W ten oto sposób pierwsze spotkanie przeszło do historii jako ostatnie. Nie wyobrażam sobie "wciskać" tych ludzi w mój i tak napięty plan dnia, by potem się stresować, czy zajęcia się odbędą czy nie.

Denerwuje mnie takie podejście i nie utrzymuję kontaktu z osobami, które nie chcą zrozumieć, że uczeń nie jest moim jedynym zajęciem danego dnia. Pomijam fakt łapania miliona srok za ogon, czyli mnogości obowiązków, ale przecież każdy z nas chciałby czasem odpocząć i mieć chwilkę na film czy cokolwiek innego, co można robić w piątkowe popołudnie/ wieczór i wstawcie jakikolwiek inny dzień i jego porę. W końcu czas jest najcenniejszym, co mamy...

Wracając do szacunku- opisana sytuacja pokazała, że go tu nie ma. Co każe mi tak myśleć? Może słowa "o ile to możliwe"? Jeśli to takie nagłe by było, to chyba nie pytaliby, czy mogą? Tak czy inaczej zwolniło mi się kilka terminów wrześniowych :) Po przemyśleniu - mogłam tam jechać i zażądać zwrotu kosztów, być złośliwa albo coś, ale z wiekiem chyba łagodnieję a i szok nie pomaga szybko reagować.

Poza tym moje wymagania są skromne - trochę się przyłożą, nie będą pyskować i mogę pokazać naprawdę wszystkie możliwe techniki uczenia, rysować własnoręcznie planszę do gry, kolorować, wycinać, sklejać;  przekopać wszystkie materiały, wyszukiwać krzyżówki, czytanki, słuchanki a nawet stawać na rzęsach i klaskać. Jak uczeń chce to i ja potrafię!


Z przyjemności wszelakich - znów sobie dogadzałyśmy z siostrą.
Moja pierwsza w życiu szarlotka + kawa z bitą śmietaną i toffee sprawiły, że po drzemce wbiłam się w dresik i pobiegłam swoją trasą. 8 kilometrów w nogach, według wujka Google (Endomondo mnie zirytowało i na razie go nie używam). Półmaraton za miesiąc z hakiem a ja mam tyyyyle energii po treningu, że śmiało przyznaję - BRAKOWAŁO MI TEGO :)

 Jak widać mój kubeczek rocznicowy prezentuje się lepiej niż pięknie, zaś kwiatek nadal żyje po odseparowaniu od słońca :)


Żeby nie było, że jem sama - moja siostra w zarysie + notatki, zeszyt i książki do przeczytania/ oddania. Nawet kartki z kalendarza czekające na pocięcie się znalazły w kadrze :D





6 komentarzy:

  1. No ja pamiętam, że zawsze mnie uczyli, że godzina to minimum jeśli ktoś chce coś odwołać. Rzeczywiście brak szacunku, tym bardziej, że się starałaś i że tyle jechać do nich musiałaś. :|
    I kuuuuusisz tą kawą! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kuszę, bo pogoda taka "kawowo-ciastkowa" :)

      Usuń
  2. My ludzie już tak mamy. Sama doświadczyłam nie raz gdy pracowałam na umowę zlecenie (nie miałam podstawy jedynie prowizję od sprzedaży) i umawiałam sie z ludźmi a oni tak właśnie robili. Na 10 spotkań z 7 odwołanych 20 minut wcześniej. Więc wiem jakie to irytujące.
    Może to do Ciebie powinni uczniowie przyjeżdżać? Wtedy by tak nie odmawiali.

    Zapraszam do mnie http://hooligander.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To była pierwsza taka sytuacja. Nikt nigdy mnie nie postawił w tak parszywym położeniu, więc nie zamierzam rezygnować z dojeżdżania, gdyż jest to + by wybrać akurat mnie ;) I dzieciaki łatwiej się skupiają w znanym sobie otoczeniu :)

      Usuń
  3. Też mi się zdarzył taki przypadek. Poza tym denerwują mnie sytuacje, gdy ktoś jest zainteresowany nauką lub korepetycjami z języka obcego, nawiązuje kontakt, a później się nie odzywa lub nagle przestaje uczęszczać na zajęcia i w dodatku nie podaje żadnego wyjaśnienia. Dlatego rozumiem ten ból.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już nauczyłam się mieć to wpisane w ryzyko :) Jest parę takich osób, ale to normalne i nie ma sensu się przejmować :)

      Usuń