Tysia z plecaczkiem, czyli powrót z alpaką w tle

Kocham alpaki, mówiłam Wam o tym? Tę uwiecznił dla mnie pewien Michał :)

Jutro wielu studentów wróci na uczelnie. Albo zawita w ich murach po raz pierwszy. Będzie to ostatni rok podwójnego życia. Ostatni rok stresu i bezsenności. Ta, akurat, przecież sama w to nie wierzę... 

Dziś rano wróciłam z południa Polski. Niby naładowałam akumulatory, ale jakoś mi żal. Ciepła, chwil wolniejszego życia, możliwości robienia tego, co chcę wtedy, gdy chcę. Po całym dniu "latania" wracam do życia z kalendarzem i telefonem w ręku. Do biegania na autobusy (bo to tradycyjne ostatnio mi nie szło, choć nadal ostrzę zęby na półmaraton). Do denerwowania się. Ten rok będzie inny (choć ciężko mi uwierzyć, że potem odejdzie stres i zarywanie nocy). Za bardzo się wszystkim stresuję, taki ze mnie stresorek.

Ten rok jednak może być trudniejszy- więcej zajęć, niezbyt udany plan na mgr (eufemizmów trzeba używać, by nie wykropkować wypowiedzi!), jakieś projekty i dodatkowe zadania na języku, nowy wykładowca z lektoratu (o ile dobrze zapamiętałam z liceum to każdy się bał, choć trzeba przyznać, że ogarnęliśmy wszystko bez problemu) i tak mogę narzekać i narzekać, ale nie będę.

Jutro zaczynam kolejny etap, wchodzę na kolejny próg, który, choć wysoko usytuowany, aż zaprasza, by wypolerować go tyłkiem. Bo przecież jak się przewrócę to w końcu wstanę.  Jest jakaś inna opcja? Skoro otwierają mi drzwi, dlaczego nie mam wejść? 

I spróbuję inaczej - mniej się stresować, jeszcze więcej uśmiechać. Mniej przejmować, więcej odpoczywać. Mniej "facebooków", więcej języków. Ot - mój plan w zarysie. 


Głód buntu

źródło: wordpress.com

Zastanawiałeś się kiedykolwiek, co jesteś w stanie poświęcić dla dobra idei? Myślałeś kiedykolwiek nad tym, by sprzeciwić się obowiązującym regułom w imię dobra ogółu? Jak sądzisz, byłbyś w stanie przezwyciężyć swoje pragnienie i głód, albo nawet skazać się dobrowolnie na śmierć po to, by udowodnić światu, że rządzący się mylą?

Bobby Sands to postać, która przeszła do historii i zainspirowała Steve'a McQueena do stworzenia filmuGłód, dzięki któremu otrzymał wiele nominacji do rozmaitych nagród filmowych. Za swój debiut reżyser otrzymał między innymi nagrodę im. Carla Foremana dla najlepszego brytyjskiego reżysera, scenarzysty lub producenta za debiutancki film czy Złotą Kamerę dla najlepszego debiutanta. Więcej informacji na temat nagród.

Akcja toczy się w więzieniu Maze w Północnej Irlandii, w którym poznajemy problem traktowania tamtejszych więźniów politycznych (działaczy Irlandzkiej Armii Republikańskiej) jak zwykłych zbrodniarzy z powodu zarządzenia premier Margaret Thatcher. Osadzeni buntują się przeciwko temu i organizują strajk kocowy- zamiast tradycyjnych pasiaków okrywają się jedynie kocem. Dodatkowo nie opuszczają swoich cel, czego wynikiem są straszne warunki panujące w nich- ściany ubrudzone fekaliami i resztkami jedzenia, lęgnące się robactwo.

W ramach protestu więźniowie usuwają nieczystości poprzez wylewanie ich przez szparę pod drzwiami. Wszędzie panuje brud. Przebywający tam są tragicznie traktowani - bici, poniżani, strzyżeni pod przymusem, myci za pomocą mioteł... W końcu jednak decydują się na strajk głodowy, który jest ich jedyną nadzieją na odmianę losu.

Dialog Bobby'ego Sandsa z duchownym jest jedyną sceną w całym filmie, w którym zostaje wypowiedzianych tak wiele słów, bowiem dziełem rządzą obrazy. To one ukazują sytuacje, emocje, a nawet zapachy, ponieważ plastyka obrazowania jest co najmniej wybitna. Z tego powodu nie polecam Głodu osobom delikatnym, gdyż może być dla nich zbyt drastyczny.

Ukazanie głodówki głównego bohatera jest wyjątkowo dosadne. Widz może zobaczyć determinację Sandsa odmawiającego przyjmowania pokarmów. Co więcej- przeżywa to razem z nim, kilogram po kilogramie. Wydaje się być nieprawdopodobnym, by przez 66 dni walczyć z głodem w imię wyższej idei. Mdleć, walczyć z chorobami, ranami ropnymi, osłabieniem, omamami, wymiotować krwią, patrzeć na cierpienie rodziny tylko po to, by pod koniec tej wędrówki umrzeć razem z innymi towarzyszami niedoli...

Głód z pewnością pasuje do tegorocznego tytułu AFF-ERY, który brzmi kino buntu. Po zakończeniu seansu wielu widzów pozostało na fotelach, a po twarzach było widać, że obraz zrobił ogromne wrażenie na widowni. Jest to bardzo drastyczny film, ale na szczęście te brutalne sceny były przeplatane bardziej stonowanymi, dlatego mi się podobał. - mówi Magda. Jestem lekko zszokowana, ale na pewno trzeba podejść do tego z dystansem- dopowiada jej koleżanka Maria.

reżyseria: Steve McQueen
scenariusz : Steve McQueen, Enda Walsh
muzyka: David Holmes Leo Abrahams
zdjęcia: Sean Bobbitt

Obsada:
Bobby Sands - Michael Fassbender
Ray Lohan - Stuart Graham
Matka Raya - Helena Bereen
Strażnik więzienny - Larry Cowan
Ojciec Moran - Liam Cunningham

Warszawa- wrażenia z konferencji

 38 godzin bez snu, setki kilometrów w pociągu, łażenie po zaspanej stolicy Polski, słuchanie prelegentów, pyszne gołąbki, litry wypitej kawy, drżące ręce i niedobrana ostrość - tak wyglądają minione dwa dni w skrócie.


Wiem jednak, że niektórzy wcale nie są zainteresowani skrótami i dlatego opiszę trochę więcej. Jeśli chodzi o podróże PKP  po raz kolejny mnie nie zawiodło, przydzielona miejscówka pozwoliła mi na podróż z dwoma psami typu "małe szczekające". Na centralnej byliśmy 4 minuty za wcześnie co akurat tym razem nie było mi na rękę- rejestracja miała się rozpocząć od 8 rano a jeszcze nawet 6 nie wybiła! Wyruszyłam więc na spacer zaspanymi ulicami chowając głowę w kaptur (sama czapka nic nie dawała, zimno, zimno, zamarzaaaam!).  
Miasto śpi ...


A ja dreptam zamarzając 

Czy widok palmy ma rozgrzewać w jesienny poranek?

Restauracja Frida- ciepły akcent :)

iTysia i iSpace :D

promienie słońca oświetlają mi drogę :)

Yeeeeeap! Dotarłam (o wiele za wcześnie!)



Ludzie wydawali się być bardziej zmęczeni ode mnie. Otwartych kawiarni po drodze znalazłam całkiem sporo, jednak w ostateczności zorganizowałam sobie "śniadanie na ławie" koło Mickiewicza i dreptałam wesoło po Nowych Światach i innych takich :)


Może jestem dziwna, ale przynajmniej wiem co jem :) Szybka i smaczna sałatka :)

Pomachałam Zygmuntowi, niech ma!


Wartownik też przysypiał, ale na mój widok się ożywił - może myślał, że chcę się włamać?

Jakoś po 7 wylądowałam w starym BUW gdzie bardzo miło mnie przyjęto mimo wczesnej pory :) Jeśli chodzi o organizację konferencji - była to jedna z najlepszych. Merytorycznie - raczej nic nowego nie wniesiono, Wygotsky, Gotlieb i inne osobistości cytowane były, są i będą. Zafascynowała mnie neurodydaktyka dzięki wystąpieniu pani doktor Żylińskiej. Możecie poczytać co ma do powiedzenia nie tylko w jej książce, którą zamierzam sobie sprawić, lecz także na blogu
ciemno

jasno

jest motywacja, nie? 

Konferencja była tłumaczona, wzięłam słuchawki na wszelki wypadek. Niestety, wszystko rozumiałam, mimo, że mój angielski "ssie" - nie byłam w stanie znieść tłumaczenia symultanicznego. Choć i tak wielki szacun dla tłumaczy!

 Jeśli chodzi o inne wystąpienia - było kilka ciekawych, ale napiszę o nich szerzej przy innej okazji. Póki co pokażę Wam mój pakiet konferencyjny (w razie zainteresowania poszczególnymi elementami opiszę je) :)
Pęd do wiedzy :) 

Pa pa! 

Po zjedzeniu supergołąbków i ogarnięciu się odechciało mi się spać. Gdy się przebudziłam chciałam uciekać przerażona jak nigdy. Dopiero po chwili dotarło do mnie gdzie jestem. Masakra takie zasypianie gdy człowiek pada na twarz i nawet nie rejestruje za dobrze co się dzieje :)
Tyyyle dobrego! :)




 Dzień później robiłam zdjęcia (zlecono mi to) stres po raz pierwszy tak mnie zeżarł, że nie mogłam złapać ostrości. Ręce i nogi drżały jak nie wiem co. Po drodze kilka kadrów z późnoporannej Wawy :


Ciasto mi dano :)

kanapka na drogę :)


Po raz kolejny znalazłam coś do czytania w pociągu :) Tym razem :


Już jestem w domu i oto moje nabytki w pełnej krasie: 

Torba, dzięki której udało mi się zabrać wszystko do domku 

Czasopismo+ długopis+ identyfikator + fiszki



 


Pytania? Chęć obejrzenia jakiegoś "fanta"? Jak tak - dajcie znać, bo nie wiem, czy przygotowywać osobne notki o nich czy nie. A może filmik powstanie? Jestem otwarta na sugestie :)

  

O modnej "motywacji"

Poniżej wklejony tekst jest moją własnością z poprzedniego bloga (o którym pisałam tutaj). Jeśli chcecie zobaczyć jak zapowiadało się moje pisanie zapraszam tu. Niestety nie ma możliwości jego reaktywacji, bo ani maila ani hasła nie pamiętam i wszelkie odzyskiwania nie przyniosły efektu.

źródło: Internet

Motywacja, motywowanie, techniki motywacyjne, sposoby motywacji i mogę tak wyliczać do jutra. Problem tkwi w naszym słomianym zapale. Jak go wzmocnić, by podpalony ogień nie tlił się by w końcu zgasnąć lecz rozpalił wielkim i trwałym płomieniem?

1. Zdefiniuj cel - wiadomo, że chcesz się nauczyć języka. Każdy chce. Postaw sobie teraz realne cele np. codziennie nauczę się jednego słówka, obejrzę/ przeczytam cokolwiek w obcym języku.

2. Planuj z głową!  Nie ma sensu zakładać, że wykonasz np. 15 czasochłonnych czynności mając niewiele wolnego. Podziel zadania na ważne, pilne i mniej istotne- zrób listę i się jej trzymaj.

3. Znajdź w sobie energię by wykonać zadanie. Najłatwiej jest uczyć się języka (i czegokolwiek innego), gdy nam się chce, jest to dla nas przyjemne i mamy cel, który także miło się kojarzy. Wiadomo, że szybciej nauczysz się niemieckiego by dogadać się z przystojnym Niemcem, który wpadł Ci w oko niż na zajęciach z tego języka prowadzonych przez obrzydliwą Helgę ;) Wymyśl, czego chcesz dokonać.

4. Pozytywnie wzmacniaj swój cel, czyli nagradzaj się za wykonane zadanie. Nauczyłaś się 20 nowych słówek z francuskiego? Świetnie, możesz obejrzeć ulubiony serial/ zjeść kawałek czekolady czy zrobić cokolwiek, na co miałaś ochotę a czego sobie odmawiałaś.

5. Otaczaj się danym językiem. Wiadomo, praca, obowiązki i tak dalej - nie ma kiedy i za co wyjechać. Masz jednak Internet, który jest kopalnią materiałów! Włącz sobie obcojęzyczne radio, przeczytaj artykuł w gazecie/ na stronie internetowej. Zmień język w telefonie na ten, którego się aktualnie uczysz. Im więcej słyszysz, widzisz, rozmawiasz tym lepiej dla Ciebie.

6. Znajdź wsparcie. Wiadomo, nawet najlepsi mają chwile zwątpienia. Zapłacenie za kurs wcale nie motywuje do uczęszczania na zajęcia. To znaczy... początkowo owszem (przecież zapłaciłam!), jednak po jakimś czasie machamy ręką na wydane pieniądze (przecież już i tak ich nie mam) i rezygnujemy. Poszukaj osób, które tak jak Ty uczą się np. japońskiego i kontaktuj się z nimi. Wymieniaj materiałami, przeżyciami, rozmawiajcie, poprawiajcie swoje błędy, powtarzajcie zagadnienia, które już opanowaliście. Takie wspólne uczenie się ma wiele plusów, z których dziś wymienię właśnie ten motywacyjny - jak jednej osobie się nie chce to druga ją mobilizuje!

Poznaj Polskę - Świecie

Jeszcze chyba o tym nie pisałam, ale mam taki mały projekt "Poznaj Polskę". Każdy z nas ma na pewno miejsce, którego jeszcze nie zna. Któregoś dnia zdałam sobie sprawę, że jeszcze nigdy nie byłam w Łodzi, więc wyruszyłam w tamte rejony. Tak właśnie zaczęło się zwiedzanie własnego kraju. 


Jak wiadomo pieniędzy nigdy dość, więc i moje fundusze są ograniczone, jednak PKP ruszyło mi z pomocą i  w 2011 roku podarowało mi prezent w postaci zniżki studenckiej (całe 51 %)! Doskonale pamiętam nasze zdziwienie, gdy za bilety powrotne znad morza pani zawołała o tyyyyle mniej... Dzięki temu zabiegowi koleje zyskały stałą klientkę a ja mam więcej okazji do podróży :) 

Wracając do poznawania: zgodnie z maksymą "cudze chwalicie, swego nie znacie" postanowiłam odwiedzić miejsca, które w jakikolwiek sposób mnie zainteresują. Nieważne, czy ktoś znajomy tam mieszka, czy tam coś zgubiłam, czy tylko przejeżdżam- jeśli mogę zwiedzić jakieś miejsce zamierzam to zrobić. 

Tym razem wybór padł na Świecie, gdzie podobno "wali celulozą" i latem nie da się żyć. Obiecany Basi już dawno przyjazd odkładałam i odkładałam, aż w końcu wsiadłam w PKS i zawitałam do "celulozowni". Nie da się przegapić, że to już Świecie- zapach do przyjemnych nie należy, delikatnych wręcz bije po nosie. Ale nie aż tak, by umrzeć. To znaczy podobno latem można się udusić od smrodu. Na szczęście wczoraj pogoda była piękna i umożliwiła nam spacer :)


W telegraficznym skrócie- nakarmiono mnie Salcesonem (bardzo byłam ciekawa co to za ciacho i raz zdarzyło mi się omyłkowo nazwać go smalcem), dano karkówkę z ananasem i papryką, pokazano miasto i odstawiono na przystanek. Słowem- Tysia została ugoszczona po królewsku! 

Zapomniałabym napisać, że schodzenie w ciemnościach z wieży nie jest dobrym pomysłem, zwłaszcza, gdy się człowiek boi. Nogi mi się trzęsły, przez co zejście okazało się być nie lada wyczynem. Po tych wąskich schodach łatwiej wejść niż zejść, ale wszyscy żyją :)

Karkóweczka załapała się na zdjęcie, salceson nie :(

Hasło na sobotę

Wda 

Basia & Tysia - zdjęcie by pikselator ;)

Wdaa

Cyk i jest 

Fara w blasku ;)

Droga do zamku 

Tysiowe buty ... 


Coraz bliżej zamku :)

Ta-dam! Dotarłyśmy :)

3 złote - na piwo w barze nie starczy, ale na bilet do zamku- owszem!

"Mapka Świecia"

Coś w stylu : "Właśnie otwierasz puszkę Pandory!"

Jeszcze jedne schody i ...

Widok na Świecie 

Piękne krajobrazy 

i zestresowana na samą myśl o zejściu Tysia

Motyl - mieszkaniec zamku 


Ten mostek to połowa drogi, dotarłyśmy na sam szczyt. Zejście -masakra.

Dąb jaki jest każdy widzi :)

"Będę pisał love na murach"... 

Oglądamy ze wszystkich stron 




Całkiem ciekawy widok

Główna atrakcja- wspinanie po murach :)

Dla tych, którzy pytali, czy jadę do psychiatryka :)
Jak widać na zdjęciu też jest zakład, ale innego typu (też zamknięty)

Witamy w centrum :)

Podobno woda z jednej fontanny przeskakiwała do drugiej, ale się zepsuła...

Wycieczka zawiera lokowanie produktu...

Jedna z dwóch książek, które pożyczyłam od Basi :) Niedługo o nich napiszę!


Pozostaje mi tylko podziękować za cudowną sobotę i leczyć obolałe ze strachu uda. Ostatnio tak bolały przy egzaminie na prawo jazdy - wtedy też drżały jak nienormalne i były napięte do granic możliwości. Jakby na to nie patrzeć klaustrofobia i lęk wysokości ujawniają się w złych momentach :)


Jakieś propozycje na kolejne wypady?