O ładowaniu akumulatorów

Wróciłam. To znaczy do niedzieli, ponieważ w niedzielę ruszamy na Mazury uczyć. Już nie mogę się doczekać. Załapaliśmy trochę słońca, było pięknie i cudownie. W dodatku mamy ponad 20 kilometrów w nogach, aż radośnie się robi.

Moje miasto pożegnało i powitało mnie deszczem. Teraz wiatr kołysze moimi delfinkami (ach, pierwsza wypłata nieletniego ulotkarza!) a ja ogarniam moją przestrzeń w Internecie. Może nie ma tu takiego ruchu jak na autostradzie, ale jednak - zaglądacie do mnie. To cieszy, jednak muszę się teraz wyspowiadać z grzechów:

- nie tknęłam języków, bieganie wymieniłam na dłuuuugi spacer (ponad 20km) + dreptanie codzienne
- jadłaaaam (choć powoli uczę się mówić "nie, dziękuję, nie chcę mojego ulubionego ciasta").

Ale! Paznokcie co wieczór dostawały swoją dawkę olejku do masażu. Odrastają, ale nadal są podwójne. Wniosek? Trzeba  spiłować i uzbroić się w cierpliwość. W końcu pokażę Wam efekty i może którejś się przyda rada pt. " co zrobić z paskudnymi paznokciami po pracy fizycznej?"

Dziś i jutro popiekę trochę, w planach kolejna drożdżówka + tarta z malinami. Na drożdżówkę już przepis wisi na moim żarłokowym blogu, na tartę pewnie się pojawi. I szczerze- jak nikt nie wierzył, że jestem w stanie zrobić coś więcej niż tygryska czy inne proste ciasto, tak teraz wszyscy się dziwią, jak dobrze mi idzie ( a ja to już w ogóle).

Aaaa miałam się pochwalić moim nabytkiem :) Skoro francuski jest tak pożądany na rynku pracy a ja ponoć mam "łeb do języków", to w sumie wydałam całe 5 złotych i mam ćwiczenia do gramatyki. Jeszcze poszukam innych materiałów i oprócz obowiązkowej nauki do kolokwiów pouczę się dla samej siebie. Jak nie w tym roku akademickim to po obronie.


 Magisterki w końcu nadal nie tknęłam, bo wciąż coś się dzieje, mimo, iż nie planowałam.  I chyba po raz pierwszy mnie to cieszy - nie potrzebuję kalendarza (choć wydrukowałam na ten miesiąc) i naprawdę dorwałam sporą dawkę energii!

A oto mój mały kawałek nieba ( i nie tylko). Jak widać lampiony latają w najlepsze. Nasz w Noc Kupały nie poleciał, lecz wpadł do rzeki. Głupio mi było, w końcu szkodzę środowisku ( a może nie?), jednak miałam świadomość, że zorganizowana impreza tego typu = sprzątanie po niej. A co z tymi lampionami wypuszczonymi nad Bałtykiem? Dokąd lecą? Czy ktoś to sprząta?






2 komentarze:

  1. O proszę, jaka piękna książka! Ale że języków nie tknęłaś? Byś się wstydziła :D Może na kolejny spacer warto zabrać ze sobą jakieś lekcje w wersji mp3!? :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Właściwie to przeczytałam kilka artykułów po hiszpańsku, czuję się rozgrzeszona :D

    OdpowiedzUsuń