Jednak odpocznę ... po swojemu :)

Jesteśmy na tej planecie na chwilę. Ciut dłuższy moment niż zjedzenie czekolady. Leżymy, jemy, rośniemy, biegamy, cieszymy się, denerwujemy, płaczemy, śmiejemy. Uczymy, pracujemy, sprzątamy, męczymy... I ciągle coś przekładamy na jutro, na potem, później, kiedyś. Na przykład odpoczynek i przyjemności. Boimy się odpoczywać, nie umiemy się lenić, nie chcemy. Dlaczego?


Ostatni tydzień spędziłam w fabryce, pracując na czarno. Umowy nie chcieli mi dać, ale ubezpieczyli się każąc podpisać pustą. Miałam pewne obawy co do wypłacenia kasy za pracę, ale obyło się bez problemów a moje papiery wylądowały w niszczarce. I dobrze, gdybym miała umowę musiałabym tam siedzieć. Ciekawe, że ci, którzy pierwszego lub drugiego dnia z pracy zrezygnowali wynagrodzenia nie otrzymali. Oznacza to wyzysk przez duże W. Fabryka w moim języku oznacza taki współczesny łagr, czyli zwyczajnie - jakiś zakład pracy w którym coś się produkuje. W tym, w którym spędziłam ostatni tydzień znów zrobiłam się nerwowa, nie podobał mi się sposób, w jaki do mnie mówili. Denerwowało mnie, że organizacja pozostawiała wiele do życzenia. Ba, buble z plastiku szły jak woda, bo kontrola nie raczyła się pojawić, zaś kierownik produkcji uraczył mnie słowami "za dużo pani widziała..." i poszedł. Wówczas zwątpiłam. To nie jest praca dla mnie, taka marna kasa nie jest warta mojego czasu.
I tak miałam odejść wczoraj, ale nie wytrzymałam do końca zmiany, nikt mi nie będzie mówił jak mam zamiatać (to, że w ogóle nie powinnam tego robić to inna kwestia). Jak mam sprzątać i myć ten syf, bo oni nie mają pracy dla mnie i nawet nie są w stanie zorganizować narzędzi do posprzątania tego, to wolę sprzątać w domu, za darmo. Podobno u nich to normalne, jak nie ma pracy to ludzie sprzątają by coś robić te 8h. A to, że nikogo nic już nie obchodzi? Cóż, skoro oni też "nie są od patrzenia" na detale, są opieprzani za poprawne wykonywanie pracy i nawet tym wyżej nie zależy to dlaczego ma zależeć tym, którzy dostają najniższą krajową? Nie kupiłabym tych bubli, które tam widziałam, ale może jakiś klient nie zauważy... Łagrowi życzę rychłego zamknięcia a pracownikom innej pracy.


Póki co odpoczywam aż od wczoraj, czyli zrobiłam drożdżówkę z wiśniami próbując kolejnego przepisu. Trochę za długo ją piekłam, ale jest naprawdę super. Mówią, że zupełnie inna niż poprzednia (tamta bardziej mokra)- będę próbować dalej, aż znajdę swoją najlepszą drogę do megadrożdżówki :) I nie wstałam o 5 i czuję, że mogę posprząy





Do przeczytania jedna pożyczona książka + kilka moich gazetek i książka po hiszpańsku.

Hiszpański- notatki dzielnie czekają na zeskanowanie i ogarnięcie, słówka z tekstów tłumaczą się w międzyczasie i powiększają zasób zawarty w zeszyciku, serial czeka na obejrzenie a audiolibros-y na przesłuchanie :)

Angielski - odpaliłam maila i zaczęłam przepisywać word of the day do zeszytu, czyli jest sukces (oglądania filmów z M. nie liczę).

Francuski- nie wiem jak się za niego zabrać, muszę jakoś to zaplanować.

Węgierski- posłuchałam trochę i nawet poczytałam instrukcję. Strasznie dziwny język, ale jakoś mnie ciekawi...

 Nienormalna jestem, żadnego języka nie znam biegle, mówią mi, że znam dwa komunikatywnie a ja nadal oceniam się niżej niż inni i pragnę kolejnego języka... I jeszcze to moje planowanie wszystkiego, robienie list, co trzeba zrobić, co kupić, czego potrzebuję by ogarnąć wszystko

Bieganie - po fizycznej pracy nabawiłam się kilku kontuzji i czekam aż ciało zapragnie biegowych 10 km. Maraton za 2 i pół miesiąca.


Na mailu zaś znalazłam informację zwrotną z programu dla stażystów pt. "wyślij nam swoje cv" i już sama nie wiem, czy chce mi się coś robić czy ten miesiąc poświęcę tylko na języki i odpoczynek. Zdaję sobie sprawę z jednej ważnej kwestii- w roku akademickim nie będzie szans odpocząć, muszę naładować akumulatory, by nie zwariować...

I jeszcze to moje planowanie wszystkiego, robienie list, co trzeba zrobić, co kupić, czego potrzebuję by ogarnąć wszystko po swojemu. Te moje kredeczki, pisaczki, długopisiki, karteczki, fiszeczki i inne duperele. A właśnie, idę do Lidla po kolorowe żelopisy - jeśli też macie manię pisania na kolorowo :) Napiszę później jak się sprawują, bo z tych pisaków jestem zadowolona (w naszym Lidlu jeszcze są):




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz