Praca vs wakacje

Stało się- nadal nie znalazłam płatnego zajęcia na wakacje. Propozycje, jeśli były, dotyczyły etatu w stolicy. Gdybym studiowała tylko administrację- skusiłabym się. Jednak został jeszcze hiszpański, który naprawdę wydaje mi się być językiem dla mnie. To taki paszport Polsatu - dzięki niemu będę mogła uczyć i czuję, że tego chcę. Przynajmniej na razie.

Jednak z drugiej strony ciągnie mnie do mediów. Trochę za mało zdziałałam na tym polu, prawie nic, dlatego czuję taki "pociąg do pisania". Praktyki SEO copywriting już zakończone, szukałam kolejnych, ale płatnych w tym mieście brak. Ba! Nawet inne miasta coś niechętne są  w kwestii płacenia praktykantom. I co z tego, że mogłabym zdalnie? Za darmo? Znów nauczę się tyle, co wyczytam.

Czy już wspominałam, że właśnie dlatego powstał ten blog? Z potrzeby pisania i rozwijania umiejętności operowania słowem. Już zaczynałam się podłamywać, jednak słońce przedziera się przez rolety i zachęca mnie do działania. Trudno, kasy z tego nie będzie, ale odpocznę na swój sposób. Pouczę się trochę, pochłonę jakieś książki, może pokuszę się o kolejne obcojęzyczne wydania?
Tak sobie myślę, że ominie mnie siwizna ze stresu - mam zamiar skutecznie go zwalczyć :)



Każdy plan potrzebuje wyrzeczeń, by został

zrealizowany.


2 komentarze:

  1. Tysiu, może zabierz się za pisanie książki. Do wszystkich nie trafisz ale na pewno znajdzie się "masa ludzi, co ja gadam rzesza", która bardzo chętnie nabędzie Twoje dzieło. Skoro dysponujesz takim talentem jak języki, to może jakieś własne opowiadanie w dwóch językach na jednej stronie przedzielone pionową kreską. Niech inni się kształcą za Twoja zasługą?

    OdpowiedzUsuń
  2. Napisać a wydać... Obawiam się, że nie byłoby chętnych ani do wydania, ani do kupienia. Najgorzej byłoby gdyby nie chcieli mnie nawet z chomików internetowych ściągać :) Poza tym - o czym mam pisać? Za dużo myśli w głowie, sam przecież wiesz :)

    OdpowiedzUsuń