Jak biegać to (pół)maratony!


Zaczęłam się zastanawiać nad Półmaratonem Bydgoskim- do października jest jeszcze trochę czasu, a te ponad 20 kilometrów to chyba nie jest aż tak dużo ... To znaczy marzy mi się nie umrzeć po drodze, nie mierzę aż tak wysoko by cokolwiek wygrywać. Chciałabym go po prostu przebiec i tyle.
 Niestety mam ostatnio problem z motywacją. 
Zawaliłam się notatkami, dałam się stłamsić i zirytować i odechciało mi się w sumie wszystkiego. Taki spadek formy kiedy nawet rower nie ma ochoty być w porządnym stanie bo woli mieć flaka w przednim kole zamiast zawieźć mój tyłek gdziekolwiek bylebym tyle nie myślała.

W ogóle ostatnio wciąż myślę, rozpamiętuję, analizuję. Na przykład bieganie i motywowanie do niego. Dlaczego na obowiązkowym WueFie nikt nie pokazał nam jak oddychać, jak biegać by nie paść po 150 metrach, jak odnaleźć w tym przyjemność? 

Mam dziwne wrażenie, że ci nauczyciele sami nie mieli pasji. Po co uczyć kogoś jak się nie ma pasji?! Może to wypalenie zawodowe? Nie sądzę, młodzi ludzie w dresie powinni chyba zaszczepiać swoim podopiecznym jakiegoś ducha sportu. W jednym z techników był taki starszawy wuefista, który biegał razem z uczniami. Podobno miał koło 70 lat i dawał radę. 

Nie rozumiem dlaczego nikt nie mówi młodym nic na temat efektywnego ruchu, porządnej diety i tak dalej. Potem mamy kompleksy, jesteśmy ociężali i narzekamy na uda/tyłek/piersi/brzuch. Kupujemy jakieś dziwne maści na wybrane części ciała a nie zdajemy sobie sprawy z tego ile dobrego daje nam ruch.

Przecież zaprojektowano nas w taki a nie inny sposób byśmy się ruszali! Dlaczego wobec tego młoda dziewczyna ma zadyszkę po krótkim biegu do autobusu? Mam żal do moich nauczycieli wychowania fizycznego o torpedowanie mojego zapału. I o to, że dawałam radę biegać tylko na krótkie dystanse choć z nienajgorszym wynikiem. O to, że nikt nie dał mi nadziei na to, że mimo niewysokiego wzrostu i sylwetki odstającej od mojego wymarzonego ideału, mogę coś robić fizycznie i się nie męczyć aż tak i odnosić zwycięstwo, które smakuje najlepiej- zwycięstwo nad własnymi słabościami.

 I chociaż biegacze pod Maratonem padli z wycieńczenia - mam 4 miesiące na przygotowanie się do półmaratonu i kusi mnie, by pokazać wszystkim, a przede wszystkim sobie, że jestem w stanie to zrobić. Chyba właśnie po to dostałam bidoniki na pasku?


Skoro to już tutaj napisałam to albo będzie wielki triumf pt. "taaaaaaaaaak, przebiegłam, wooow!" albo spalę się ze wstydu. Ktoś jest z okolic Bydgoszczy i zamierza wystartować w tym biegu? 


Aaa i jeszcze szykuje się nocny półmaraton w czerwcu (czas na pokonanie to 6h). Ktoś chętny? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz