Endomondo i bieganie - pomaga czy szkodzi?

Endomondo, wersja bezpłatna - alternatywa dla nike+, do którego sensora nie posiadam.

Pomijając, że przedostatni bieg odbyłam z włączonym endomondo, ale z wyłączoną lokalizacją  (brawa dla mnie)- nie znam odległości ani czasu.

Ostatni bieg odbył się poprawnie - w końcu uczę się na błędach. Endo odpalone, muzyka w słuchawkach, lokalizacja włączona, przesył danych też- gra i buczy. Biegnę. Kilometr, 2, 3, powinien już być 4 - telefon pokazuje 3 z hakiem i ani drgnie. Biegnę dalej, już powinno być 5. Odświeżam, nic. Na moje już leci 7 - trasę wydłużam, biegnę drugą stroną wody, endo nieżywe.
 Biegnę dalej. Już z 9 pewnie, biegnę dalej.Wściekam się. Po kiego grzyba biegnę z tym ciężkim czymś na łapie (w końcu pokrowiec gdzieś trzeba ulokować), skoro znów nie działa? I jeszcze się zawiesiło, dziadostwo. Przecież nie chcę wersji PRO.

Zmęczona padam na fotel, szczęście! Mózg zalany endorfinami, skronie pulsują, ponad godzina w niedzielnym już prawie-nie-skwarze (w końcu wieczór). Ile to będzie kilometrów? Sprawdzam w endo- pokazuje mi poprawny czas ale nieprawdziwą ilość kilometrów. Szkoda.

Google mówi, że przebiegłam między 9 a 10 km. Jest dobrze! 3 godziny na półmaraton. Dam radę. Choćbym miała się doczołgać!

Jaki jest sens biegać z tymi przyrządami? Znacie jakiś mniej zawodny? Ale taki, który nie potrzebuje dziwnych bajerów :)

Jak już się uda dotrzeć do mety w październiku stworzę swój własny obrazek z Tysią w roli głównej (zamiast pobierać z neta) :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz