Zakupowe szaleństwo :)

Wczoraj padało. Ale też miałam sporo nauki, do której ciężko było mi się zabrać. Nie wspominając o tym, że moje ciało domagało się biegu. Nie pozostało mi nic innego jak udać się do decathlonu i kupić buty do biegania i jakiś futerał na ramię by przytrzymał mój szpanerski telefon w trakcie biegu.
Oto moje łupy :
Mój zestaw Tysi-pseudobiegaczki- buty, "trzymadło", skarpetki i nowa koszulka, rozmiar większa od poprzedniej (kompletny przypadek), ale za to strasznie pasuje mi do butów :)
Naładowana zakupową energią moje deszczowe 8km wczoraj pokonałam w godzinę, chociaż endomondo pokazuje co innego - nie zastopowałam go gdy stałam jak kretynka by przepuścić 2 psy a potem jeszcze husky'ego "pani się nie boi, on nie gryzie" taaa i pies biegnie bez kagańca jakieś 400 metrów za radosną rodzinką na rowerach...


Dziś jestem po kilku kolokwiach, a nawet zdążyłam skończyć godzinne korepetycje- padam na twarz. Mam jednak ambitny plan napisania zadań domowych już teraz, by to wszystko nie spiętrzyło się na sam koniec. Powinnam też posprzątać, bo raczej daleko mi do porządku, który bym uważała za odpowiedni. Może coś z tym dziś zrobię? A może i nie :) Chyba czas zacząć walczyć z zapędami do perfekcjonizmu...
Motto z moich butów brzmi :
   
I były to moje najlepiej wydane pieniądze :) (mimo, że biegam jak ostatnia łajza, w tempie piechura to i tak jest mi świetnie za każdym razem gdy wracam do domu :P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz