Jest weekend? Jest ciasto!

Cały tydzień latam jak z przysłowiowym pieprzem w dupie. Soboty i niedziele są dla mnie inne, jakieś takie- za krótkie na wszystko to, co chcę + powinnam + mogę zrobić. Jestem łasuchem a reszta łasuchów cieszy się gdy na stole coś się pojawia :)

Jutro mam kolokwium więc wolę Wam opisywać jakie ciasto przed chwilą wykończyłam, bo sobota bez ciasta to dziwna sobota. Lubię piec, cieszy mnie gdy rodzinie smakuje a inni im zazdroszczą.

W tym tygodniu sobota była biszkoptowo-kremowo-truskawkowa!




Truskawki są hiszpańskie, więc jakiś akcent prawie-naukowy jest, jak widać, obecny.

Póki co trzęsę portkami przed czwartkowym klonowaniem, ale o tym na razie cicho-sza! Może znajdzie się ktoś, kto zrobi mi zdjęcia i będzie git :)

Ogólnie obawiam się, że kompletnie olałam sobie jedną uczelnię. Wygasłam, wypaliłam się. Guzik mnie obchodzą te cholerne obligacje, akcje, ustawy i inne pierdoły. A jednak pisałam to coś przez 6 godzin chodząc po domu i wyzywając jak nie wiem. Jest jednak postęp- nie sprzątałam, tylko zmuszałam się do pisania. 

Dlaczego tak bałam się matury z angielskiego ? Dlaczego nie próbowałam jakiejś filologii? Albo czegoś przyszłościowego?  Dlaczego takie studia wybrałam? Za rok będę już ich absolwentką przez duże A, jednak  to pytanie nawiedza mnie we śnie... 

Idę się zmusić do nauki- może się uda :) 



Edit : Bieganie - umarło. W ostatnią niedzielę 8 kilometrów, wczoraj niecałe 4 + śmierdzące powietrze wypalanych traw i duchota paskudna. Poza tym chyba mam jakiś zespół napięcia przedsesyjnego bo wszystko mnie wkurzało, endo się wieszało i przyjemności z biegania nie było. Spróbuję jak mi się nazbiera stresów, czyli pewnie jutro. To jest jakaś masakra, zaczęło być miło, endorfinki fruwały a wczoraj wnerwiały mnie nawet podmuchy powietrza nie w tę stronę. No chyba jestem ostro kopnięta. Ale trudno, nie było przyjemnie to wróciłam, Ruch ma sprawiać radość a nie wnerwiać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz