Gdy "nie chce mi się" zwycięża...

Setki, a nawet tysiące poradników napisano już o motywacji, samorozwoju i innych tego typu zagadnieniach. Jak nauczyć się języka, jak schudnąć, jak wyrzeźbić ciało, jak nauczyć się szyć/gotować/ sprzątać/ opiekować dziećmi (niepotrzebne skreślić, potrzebne dopisać). I kupujemy lub ściągamy z Internetu na potęgę, by potem pochłaniać treść tam zawartą.

Jakiś czas temu miałam duży wpływ na wygląd redakcji obywatelskiej przez co - czy chciałam czy nie - oprócz wyglądu (tzw. miła aparycja) miałam też mieć wiedzę jak zjednać sobie przyjaciół i cośtam, jak zarządzać zespołem i tak dalej. To nic, że zespół to tak naprawdę garstka bliskich mi osób, bo reszcie się nie chciało robić. To nic, że bardziej ucieszyłyby nas pieniądze niż kolejne słowa.

Ważne, że weszłam w posiadanie supehiperpoczytnych (do dziś w empiku widocznych) książek dla superlidera. Jedna z nich to 7 nawyków skutecznego działania. Już teraz mogę stworzyć kolejne 3 nawyki, a co tam - gość pisze o takich oczywistych kwestiach, że miałam duży problem, by w miarę spokojnie przebrnąć do końca. Istna masakra.

Jak wobec tego poradzić sobie z lenistwem lub lękiem przed porażką? Z odkładaniem wszystkiego na później? Sprzątaniem po sobie od razu jak się nabrudzi? Robieniem projektów/tłumaczeń/potrzebne dopisać na czas i z niskim poziomem stresu zamiast na chwilę przed deadlinem z ciśnieniem wysokim jak Mount Everest?

Trzeba się zmusić. Na nic czytanie tych "cudownych" książek, w których autor pisze "wstawaj godzinę wcześniej, idź spać godzinę później"- jak się nie zmusisz, nie będzie efektów i zmarnujesz ten czas. Ba!
Niewyspanie spowoduje, że swoje zadania wykonasz gorzej. Słowem - schowaj książkę w gdzieś i zacznij podejmować decyzje samodzielnie.

Dla przykładu dziś zmuszę się do:
-biegania (chyba że noga jak wczoraj odmówi współpracy, ale nie wierzę, by mi to zrobiła)
-wyprasowania tej sterty ubrań i wyprania nowej, cudownej, ogrooooomnej sterty.

I wystarczy, na pewno sobie coś wymyślę w międzyczasie a założenia muszą być wykonalne. Nie mogę po raz kolejny zaplanować masy rzeczy i załamać się, że tak mało zrobiłam. To dobija i zabija mojego małego ambitnego ludzika w serduszku. Ba, to wkurza moje perfekcyjne ja.

PS Pogoda zaczyna płatać figle, w moim sercu cały czas buszują wspomnienia gorącej, acz wiejącej delikatnym wiatrem  Katalonii, zatem wybór dzisiejszego zdjęcia na osłodę jest prosty :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz